W droge wyruszam z tesknoty.
Za czym?
Tak, to nadzieja wyprawia w droge.
Nadzieja spotkania?
Nadzieja uzyskania odpowiedzi?
Nadzieja pelni?
Nadzieja urzeczywistnienia najwiekszego z pragnien.
Nadzieja silniejsza niz obawa, ze to tylko ucieczka. Cos mowi, ze jesli uciekam, to z niewoli.
Z niewoli czego?
Z niewoli ograniczenia?
Z niewoli unieruchomienia? Nadzieja jest silniejsza od niewoli. Silniejsza od leku.
Gdzies na srodku Atlantyku Krzysztof Kolumb znalazl sie w punkcie, po przekroczeniu ktorego nie byloby juz zapasow na bezpieczny powrot do Hiszpanii. Przed soba mial tylko niepewnosc bezkresu.
"On to wbrew nadziei uwierzyl nadziei" - pisze o Abrahamie sw. Pawel w Liscie do Rzymian.
Co to znaczy uwierzyc wbrew nadziei?
Pamietam jak w pazdzierniku 2011 roku wedrowalem w deszczu przez Apeniny. Nie mialem namiotu ani pieniedzy. Zmrok zamknal sie nade mna nagle w lesie o stromych zboczach. Zmeczenie, glod i zimno mowia wyraznie, jezykiem zwatpienia. Glos zwatpienia brzmi donosniej niz glos nadziei.
Pol godziny wczesniej mijalem wioske, gdzie pewnie znalazlbym nocleg w stodole. Przede mna mapa pokazywala tylko las. 15 km lesnego pustkowia. Brak sil, organizm chce sie polozyc.
Isc dalej? To bez sensu! Tam nic nie ma. Nie ma nawet jak odpoczac bo wszedzie mokro i zbocza strome. Ciemnosc. Pustka. Samotnosc.
Trzeba podjac decyzje.
Czy ja teraz z kims rozmawiam?
Zatrzymuje sie w pol kroku.
Przede mna w gestym mroku majaczy sciezka. Krople deszczu grzechocza o liscie. Przenikliwy chlod dotyka jakby od srodka, ale jakby przestaje go czuc...
Czy ktos tu jeszcze jest?
A moze ten ruch, ktory zrodzila nadzieja, zaczyna sie wlasnie tutaj? To stad zaczyna sie droga.
Gdzies w samym centrum znajduje sie punkt nicosci. Niepokalany przez grzech i ulude.
Iskra, ktora bez reszty nalezy do kogos... poza mna? Punkt, ktory nie jest w mojej tylko dyspozycji. W tym punkcie zaczyna sie prawdziwe zycie. Nie dociera tam ani fantazja mojego umyslu ani brutalnosc mojej woli.
Czy to punkt spotkania za ktorym tesknilem?
Zaciskam silniej w dloni rozaniec. Czy to ja sam wykonam krok w niepewnosc?
Balansuje na krawedzi szalenstwa. Nadzieja wbrew nadziei.
Moze to wlasnie czuje czasteczka w szczelinie aparatu Younga zanim zdecyduje sie jej natura.
Moment poprzedzajcy okreslenie sie. Jeszcze nie decyzja. Bol i wycofanie albo milosc i oddanie.
Abraham, Josef, Miriam. Oni szli ta droga.
Nadzieja, ktora da sie doswiadczyc tylko jako dar... a moze decyzja?
Nawet jesli to wylacznie dar, to brama znajduje sie
wszedzie.