Andrzeja spotkałem kilka lat temu na zlocie „leśnych ludzi” w Bieszczadach. Z długimi siwymi włosami i iskrzącym spojrzeniem był podobny do reszty zarośniętych samotników, którzy raz w roku opuszczają swoje leśne samotnie żeby przy ogniskach i alkoholu spotkać podobnych sobie oryginałów. Andrzej różnił się jednak od towarzystwa. Stronił od alkoholu, był cichy i bardzo uważny. Nie narzucał się nikomu i więcej słuchał niż mówił. Ktoś przedstawił nas sobie i zaczęliśmy rozmawiać. Mało mówił o sobie. Był albo naukowcem który opuścił uczelnię albo samotnym badaczem zjawisk z pogranicza antropologii i filozofii – wskazywało na to jego słownictwo i wielka erudycja, choć wyrażana w prostych, krótkich zdaniach. Nie wiem gdzie mieszkał i czy w ogóle miał jakieś swoje stałe miejsce bo większość czasu spędzał wędrując autostopem po bibliotekach różnych miast, nocując w schroniskach albo w przykościelnych bursach, finansowo wspierany przez przyjaciół albo znajomych. Nie używał telefonu komórkowego i nie kupował biletów komunikacji. Pochłaniało go całkowicie zgłębianie jakiejś tajemnicy, a ograniczenia cywilizacji, zwane przez innych możliwościami, najwyraźniej mu w tym przeszkadzały.
Po roku od spotkania w Bieszczadach zadzwonił do mnie z czytelni biblioteki gdzieś w Polsce i oznajmił, że ma dla mnie ważny tekst. Z użyczonej skrzynki pocztowej przesłał mi mailem referat jakiegoś profesora z dziedziny filozofii twórczości i skany swoich odręcznych notatek. Pamiętam, że tekst bardzo mnie zaciekawił, poruszał tematy bliskie moim ówczesnym poszukiwaniom.
Minęły kolejne dwa lata i Andrzej zadzwonił do mnie, pytając czy może mnie odwiedzić. Podałem mu adres mojej wsi, ale nie pojawił się nie dając żadnego znaku. Po kilku miesiącach zadzwonił ponownie i w końcu udało nam się spotkać w Łodzi, gdzie przyjeżdżam raz w tygodniu żeby prowadzić warsztaty pisania ikon.
Prawie go nie poznałem, ściął włosy na krótko. Szczupła twarz w okularach przypominała oblicze profesora jakiejś humanistycznej dziedziny. Usiedliśmy w pracowni przy herbacie, którą zaparzyliśmy w dwóch filiżankach z jednej torebki, bo akurat była ostatnia. Byłem ciekaw dlaczego chciał się spotkać.
Mówił powoli, swoimi krótkimi zdaniami, zerkając w notatki, co chwila się zawieszając, jakby szukając właściwego tropu. Zrozumiałem, że obaj posiadamy części pewnej całości, jakiejś wiedzy, którą chciał w tej rozmowie odkryć. Włączałem się w rozmowę tak jak potrafiłem, co z początku nie było łatwe – jakoś onieśmielała mnie głęboka wiedza i pokora jego wypowiedzi. Wypowiadał początek zdania, po czym zawieszał głos i przyglądał mi się z jakimś wyczekiwaniem. Wtedy dopowiadałem coś, co akurat przyszło mi do głowy. W ten sposób szliśmy dalej, czując coraz wyraźniej, że jesteśmy gdzieś prowadzeni. Niewiele wiedziałem o stosunku Andrzeja do religii i wiary w Boga, rzadko padały słowa ze słownika duchowości, staliśmy raczej na gruncie metody naukowej, co wcale nie przeszkadzało w szukaniu porozumienia i nie zatrzymywało nas.
W pewnym momencie pojawił się temat samotności – kiedy jest twórcza a kiedy egoistyczna. To zagadnienie było dla nas obu bardzo ważne. Poczułem, że mierzymy się teraz z czymś o wielkim znaczeniu dla naszych życiowych ścieżek, które wtedy w Bieszczadach zetknęły się nie przez przypadek. Tak doszliśmy do naszej definicji „twórczego życia”, która być może dotyka samego szczytu naszych poszukiwań, a więc sensu ludzkiego istnienia.
Definicję zapisaliśmy.
Kiedy człowiek jest twórczy?
Bycie twórczym to umiejętność podjęcia takiego nieegoistycznego działania, które budzi potencjał ofiarności i bezinteresowności na rzecz wspólnoty, po to, aby wzajemne obcowanie nie hamowało ODRADZANIA SIĘ.
O transcendencji.
Nie tyle chodzi o przekraczenie siebie, ale raczej – aby temu co mnie przerasta dać GOŚCINĘ.
Dziennik nieregularny z pieszej pielgrzymki, która rozpoczęła się 3 lipca 2011 roku w Jerozolimie, osiągnęła Asyż 27 października i trwa nadal... Mapa drogi dostępna na stronie www.idzieczlowiek.pl
czwartek, 3 marca 2016
środa, 24 lutego 2016
Jeremiasz
Tragiczny jest los Jeremiasza. Wybrany przez Boga do szczególnej misji, tocząc wielką walkę z samym sobą, mocnym głosem wzywa rodaków do poddania wrogowi Jerozolimy, po to aby ocalić Naród. Wymierza tym straszny cios obrońcom królestwa, którzy umęczeni walką z przeważającym wrogiem widzą w Jeremiaszu zdrajcę, który osłabia ducha i ręce patriotów.
Ale Jeremiasz patrzy dalej i widzi więcej. Prorok wie, że najgorszą przypadłością człowieka nie jest nikczemność uczynków, która woła o karę, tylko "zatwardziałość serc". Jeremiasz uderza z mocą nie tyle w złe obyczaje Izraela co w "niegodziwe zamysły".
Upór obrońców Jerozolimy okaże się daremny. Jerozolima upadnie, a historia wywyższy Jeremiasza.
Prorok stale stoi nad przepaścią, działa na granicy ducha i materii, posłany aby ostrzegać przed zbytnim oddawaniem się tej ostatniej, bo ludzkie oceny, płynące nawet ze szlachetnych pobudek, mogą być zaledwie ziemską racją a nie Bożą prawdą i prowadzić w konsekwencji do zła i upadku.
Joshua Heshel w "Prorokach" pisze:
"Czy zatem proroctwo Jeremiasza okazało się daremne? (...)
Proroctwo to nie jedyne narzędzie w ręku Boga. To, czego nie dokona proroctwo,
wypełni się w Nowym Przymierzu: całkowita przemiana każdego człowieka"
Jeremiasza 32-34:
"Tamci złamali moje przymierze choć byli moją własnością - wyrocznia Pana. (...) Lecz takie będzie przymierze, które zawrę z domem Izraela w tych dniach - wyrocznia Pana. Moje Prawo umieszczę w ich wnętrzu i wypiszę je w ich sercach. (...) Wtedy odpuszczę ich winy, a ich grzechów nie będę już pamiętał."
Ale Jeremiasz patrzy dalej i widzi więcej. Prorok wie, że najgorszą przypadłością człowieka nie jest nikczemność uczynków, która woła o karę, tylko "zatwardziałość serc". Jeremiasz uderza z mocą nie tyle w złe obyczaje Izraela co w "niegodziwe zamysły".
Upór obrońców Jerozolimy okaże się daremny. Jerozolima upadnie, a historia wywyższy Jeremiasza.
Prorok stale stoi nad przepaścią, działa na granicy ducha i materii, posłany aby ostrzegać przed zbytnim oddawaniem się tej ostatniej, bo ludzkie oceny, płynące nawet ze szlachetnych pobudek, mogą być zaledwie ziemską racją a nie Bożą prawdą i prowadzić w konsekwencji do zła i upadku.
Joshua Heshel w "Prorokach" pisze:
"Czy zatem proroctwo Jeremiasza okazało się daremne? (...)
Proroctwo to nie jedyne narzędzie w ręku Boga. To, czego nie dokona proroctwo,
wypełni się w Nowym Przymierzu: całkowita przemiana każdego człowieka"
Jeremiasza 32-34:
"Tamci złamali moje przymierze choć byli moją własnością - wyrocznia Pana. (...) Lecz takie będzie przymierze, które zawrę z domem Izraela w tych dniach - wyrocznia Pana. Moje Prawo umieszczę w ich wnętrzu i wypiszę je w ich sercach. (...) Wtedy odpuszczę ich winy, a ich grzechów nie będę już pamiętał."
niedziela, 14 lutego 2016
kultura
Żyjemy w czasach "kultury terapeutycznej", kiedy każda trudność w życiu człowieka traktowana jest niemal jak nowa jednostka chorobowa, a każde zjawisko poddawane zostaje naukowej redukcji po to, żeby wyeliminować to, co oddziela człowieka od "sukcesu", "wolności", od życia "pełnią". Z potocznego języka prawie całkowicie zniknęło słowo "przyzwoitość", wyparte przez "skuteczność". Mówcy motywacyjni, "koucze", różni nauczyciele "pozytywnego myślenia" i guru sukcesu przekonują, że nie istnieją bariery dla rozwoju człowieka, że nic nie zatrzyma twórczego umysłu.... pod jednym warunkiem - że umysł SAM uwolni się od swoich ograniczeń, że wystarczy naprawdę tylko chcieć. W świetle tej logiki "samowyzwolenia" każdą granicę należy poddać badaniu po to, aby potem ją wyeliminować i pójść dalej.
Sfera Sacrum stanowi dla kultury terapeutycznej ostatnie prawdziwe wyzwanie i ostatni bastion do pokonania na drodze do pełnego "wyzwolenia" człowieka. Krzew, przed którym kiedyś z bojaźnią zatrzymał się Mojżesz i zdjął sandały, dziś dotykany jest zewsząd palcami specjalistów. Sacrum jest albo wyszydzane albo "badane" po to, by wykazać że jest efektem złudzenia, niebezpiecznym bo irracjonalnym.
To dlatego "terapeutyczna kultura postępu" w dzisiejszej liberalnej Europie jest tak silnie skonfliktowana z chrześcijańską etyką i chrześcijańskim modelem życia, którym zarzuca: hamowanie postępu, uprzedzenia, odbieranie człowiekowi wolności (np. wolności wyboru płci), epatowanie cierpieniem, kłamstwo, manipulację, obłudę itd.
Sfera Sacrum stanowi dla kultury terapeutycznej ostatnie prawdziwe wyzwanie i ostatni bastion do pokonania na drodze do pełnego "wyzwolenia" człowieka. Krzew, przed którym kiedyś z bojaźnią zatrzymał się Mojżesz i zdjął sandały, dziś dotykany jest zewsząd palcami specjalistów. Sacrum jest albo wyszydzane albo "badane" po to, by wykazać że jest efektem złudzenia, niebezpiecznym bo irracjonalnym.
To dlatego "terapeutyczna kultura postępu" w dzisiejszej liberalnej Europie jest tak silnie skonfliktowana z chrześcijańską etyką i chrześcijańskim modelem życia, którym zarzuca: hamowanie postępu, uprzedzenia, odbieranie człowiekowi wolności (np. wolności wyboru płci), epatowanie cierpieniem, kłamstwo, manipulację, obłudę itd.
poniedziałek, 1 lutego 2016
granice
Szatanowi udało się wzniecić bunt ponieważ posłużył się nośną ideą: że Bóg stawia granice, że narzuca ograniczenia. Poszła za nim część aniołów. Ci, którzy dochowali wierności Bogu wygrali bitwę, ale wojna o granice wciąż trwa - na górze i na dole.
Po jednej stronie jest słaba i ciągle niewystarczająca wiara. Po drugiej - mocny, racjonalny dowód. Po jednej jest niepokojąco nieuchwytna moralna intuicja dobra, po drugiej - ciążąca ku materii zmysłowość, która chce wyzwolić człowieka z moralnych wątpliwości.
Po jednej stronie jest nie do końca jasne prawo naturalne i trudne do obrony tradycyjne wartości, po drugiej - "nieubłagane" prawa rynku i "zimna logika postępu".
Czy można powiedzieć, że dobre jest WSZYSTKO, bo każde dwa dowolnie odległe elementy są zawsze ze sobą połączone w jednym wielkim kosmicznym przepływie? Taki świat bez granic proponuje materializm, spirytualizm i panteizm - bardzo kuszące koncepcje jedności wszystkiego.
Jeśli uwierzyć w istnienie inteligentnego i obdarzonego wolą zła, to właśnie taki monistyczny koncept rzeczywistości byłby celem szatana. Świat połączenia wszystkiego ze wszystkim prowadziłby ostatecznie do braku różnic a więc zniknęłaby różnica potencjałów, która dając twórczy przepływ, zapewnia życiu istnienie i rozwój. Brak granic to śmierć.
Pomimo braku dowodów, wiele wskazuje na to, że osobno istnieje dobro i osobno istnieje zło a historyczny spór dotyczy właśnie tego, którędy między nimi biegną granice. Może życie człowieka jest trudne i piękne jednocześnie właśnie dlatego, bo polega na ciągłym wybieraniu między jednym a drugim. Poprzeczka moralnego wyboru stale jest zawieszona wysoko i żadne zdobycze postępu nie mogą tej poprzeczki obniżyć bo to by godziło w samą istotę życia.
Trafiłem kiedyś na wywiad z Bono, w którym legendarny lider U2 mówi właśnie o tej walce dobra ze złem podając jako przykład różnicę między łaską a karmą:
"Łaska przeciwstawia się logice i rozumowi. Miłość zakłóca w pewien sposób zwykłe konsekwencje uczynków, co w moim przypadku jest bardzo dobre, bo cały czas robię wiele głupich rzeczy".
Pełen tekst wywiadu (po angielsku):
http://resistanceandrenewal.net/2014/01/26/bono-on-the-difference-between-grace-and-karma/
Po jednej stronie jest słaba i ciągle niewystarczająca wiara. Po drugiej - mocny, racjonalny dowód. Po jednej jest niepokojąco nieuchwytna moralna intuicja dobra, po drugiej - ciążąca ku materii zmysłowość, która chce wyzwolić człowieka z moralnych wątpliwości.
Po jednej stronie jest nie do końca jasne prawo naturalne i trudne do obrony tradycyjne wartości, po drugiej - "nieubłagane" prawa rynku i "zimna logika postępu".
Czy można powiedzieć, że dobre jest WSZYSTKO, bo każde dwa dowolnie odległe elementy są zawsze ze sobą połączone w jednym wielkim kosmicznym przepływie? Taki świat bez granic proponuje materializm, spirytualizm i panteizm - bardzo kuszące koncepcje jedności wszystkiego.
Jeśli uwierzyć w istnienie inteligentnego i obdarzonego wolą zła, to właśnie taki monistyczny koncept rzeczywistości byłby celem szatana. Świat połączenia wszystkiego ze wszystkim prowadziłby ostatecznie do braku różnic a więc zniknęłaby różnica potencjałów, która dając twórczy przepływ, zapewnia życiu istnienie i rozwój. Brak granic to śmierć.
Pomimo braku dowodów, wiele wskazuje na to, że osobno istnieje dobro i osobno istnieje zło a historyczny spór dotyczy właśnie tego, którędy między nimi biegną granice. Może życie człowieka jest trudne i piękne jednocześnie właśnie dlatego, bo polega na ciągłym wybieraniu między jednym a drugim. Poprzeczka moralnego wyboru stale jest zawieszona wysoko i żadne zdobycze postępu nie mogą tej poprzeczki obniżyć bo to by godziło w samą istotę życia.
Trafiłem kiedyś na wywiad z Bono, w którym legendarny lider U2 mówi właśnie o tej walce dobra ze złem podając jako przykład różnicę między łaską a karmą:
"Łaska przeciwstawia się logice i rozumowi. Miłość zakłóca w pewien sposób zwykłe konsekwencje uczynków, co w moim przypadku jest bardzo dobre, bo cały czas robię wiele głupich rzeczy".
Pełen tekst wywiadu (po angielsku):
http://resistanceandrenewal.net/2014/01/26/bono-on-the-difference-between-grace-and-karma/
piątek, 15 stycznia 2016
biel
Cały dzień pada dziś gęsty śnieg. Od rana zdążył przykryć równą warstwą czystej bieli wszystkie kolory lata i jesieni. Przez okno widzę teraz tylko biały kolor i czasem czarne kontury drzew i domów w oddali.
Wychodząc pomyślałem: - Idę zobaczyć się z Bogiem - zupełnie jakby ta zimowa redukcja barw miała usunąć dzielącą nas zasłonę.
Czysto po horyzont i tylko cisza wolno opadających płatków śniegu. Wychodzę na drogę i ruszam w kierunku drzewa na horyzoncie.
Co ja teraz widzę? Czuję wyjątkowość chwili i silne wewnętrzne poruszenie niezwykłością tej wizji, ale jaka jest prawdziwa wartość poznawcza mojego wejrzenia?
Kiedy pocisk uderza w ciało żołnierza - ten nie czuje pocisku tylko ból. Co kryje się pod tym całunem? Co takiego jest pociskiem dla tej zdumiewającej bieli?
Jestem świadom mojej słabości, ułomności rozumu i zmysłów. Nagle zatrzymuję kroki z bojaźnią jak Mojżesz przed krzewem. Urywa się chrzęst śniegu pod nogami. Wokół tylko biel i cisza wirujących płatków.
- Każda myśl rodzi pychę i dystans wobec ludzi i ich cierpienia. Myśl jest zejściem z Jego drogi i tak jak każde wyobrażenie Absolutu - oddala mnie od Niego. Co ja teraz widzę? Co jest kryterium wiarygodności mojej religijnej intuicji?
Takim kryterium musiałaby być zasada najwyższa, niepodważalna i ostateczna. Zasada mogąca służyć jako określenie tego, co boskie, będąca jednocześnie zasadą uniwersalną.
Przypominają mi się słowa ikonowego błogosławieństwa pigmentów białych:
" Panie Boże pobłogosław kolory białe.
Abyśmy nimi potrafili opisać dramat śmierci i potęgę zmartwychwstania. Amen."
Co widzę?
Widzę czystą miłość, która umarła żeby wydać prawdziwe życie.
Wychodząc pomyślałem: - Idę zobaczyć się z Bogiem - zupełnie jakby ta zimowa redukcja barw miała usunąć dzielącą nas zasłonę.
Czysto po horyzont i tylko cisza wolno opadających płatków śniegu. Wychodzę na drogę i ruszam w kierunku drzewa na horyzoncie.
Co ja teraz widzę? Czuję wyjątkowość chwili i silne wewnętrzne poruszenie niezwykłością tej wizji, ale jaka jest prawdziwa wartość poznawcza mojego wejrzenia?
Kiedy pocisk uderza w ciało żołnierza - ten nie czuje pocisku tylko ból. Co kryje się pod tym całunem? Co takiego jest pociskiem dla tej zdumiewającej bieli?
Jestem świadom mojej słabości, ułomności rozumu i zmysłów. Nagle zatrzymuję kroki z bojaźnią jak Mojżesz przed krzewem. Urywa się chrzęst śniegu pod nogami. Wokół tylko biel i cisza wirujących płatków.
- Każda myśl rodzi pychę i dystans wobec ludzi i ich cierpienia. Myśl jest zejściem z Jego drogi i tak jak każde wyobrażenie Absolutu - oddala mnie od Niego. Co ja teraz widzę? Co jest kryterium wiarygodności mojej religijnej intuicji?
Takim kryterium musiałaby być zasada najwyższa, niepodważalna i ostateczna. Zasada mogąca służyć jako określenie tego, co boskie, będąca jednocześnie zasadą uniwersalną.
Przypominają mi się słowa ikonowego błogosławieństwa pigmentów białych:
" Panie Boże pobłogosław kolory białe.
Abyśmy nimi potrafili opisać dramat śmierci i potęgę zmartwychwstania. Amen."
Co widzę?
Widzę czystą miłość, która umarła żeby wydać prawdziwe życie.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)