Przyszlosc Turcji...
tylko zdjecia. nie ma sily
spowiadalem sie z tego, zjesc na miejscu nie grzech
tak zdobylismy w siedmiu dach WC na parkingu dla TIRow przy grannicy turecko-bulgarskiej
przed noclegiem pod drzwiami zamknietej cerkwi
lektura przed snem
w drodze
ty mi dajesz miejsce do spania...
patrza na mnie swieci
Plovdiv, 35 stopni. ta pani w futrzanych butach i grubym plaszczu dlugo mi sie przygladala...
Dziennik nieregularny z pieszej pielgrzymki, która rozpoczęła się 3 lipca 2011 roku w Jerozolimie, osiągnęła Asyż 27 października i trwa nadal... Mapa drogi dostępna na stronie www.idzieczlowiek.pl
poniedziałek, 29 sierpnia 2011
piątek, 26 sierpnia 2011
Bulgaria
Granicę przekraczam 15 km od dawnej stolicy Turcji Osmanskiej, Edirne (Adriannopol). W starym meczecie, gdzie na scianach można podziwiać dziela najslynniejszych kaligrafow (wielkie inskrypcje z Koranu)panuje atmosfera głębokiej modlitwy. Dla zmęczonych bosych stóp miękki, gruby dywan i chłodne wnętrze są jak balsam. Nade mna na lukowatych i kopulastych sklepieniach niezwykłej urody motywy roślinne i geometryczne. Zgodnie z zaleceniem Koranu nie ma żadnych podobizn zwierząt ani ludzi, ale bogactwo ornamentow zdaje sie dowodzić że obraz jest zawsze ważny w kontemplacji Bozej obecności. Siadam pod ścianą jak wiekszosc tu obecnych i odmawiam caly rozaniec. Nie sądzę żeby było to niestosowne dla ktorejkolwiek że stron. Po spiewach i wezwaniu muezina zaczynają sie modlitwy. Trochę zaskoczony jestem teraz w środku rozmodlonego tłumu, a nie mam już jak sie wycofać. Nie składam poklonow w muzułmańskim rytmie tylko pozostaje kleczac pochylony do przodu, licząc że nikogo tym nie urazam. Jest Ramadan, meczet jest pełen wiernych, mężczyźni z przodu, bliżej siedzacego we wnece imama, kobiety przy wejściu do świątyni.
W meczecie jednak nie potrafię do końca sie odnaleźć. Atmosfera podobną do żydowskiej synagogi. Bóg jest nieuchwytny, ale też bardzo odległy. Brak obecności Boga bliskiego człowiekowi, znajacego jego cierpienia i kruchość, sprawia, że w pięknym gmachu świątyni dominuje chłodna pustka.
Do dziś w każdy piątek imam udziela tutaj specjalnego błogosławieństwa mieczem. To z tej świątyni przez stulecia wyruszaly wojska muzułmańskie na podbój Balkanow i Europy.
Na granicy spotykam dwóch młodych Polakow wracających autostopem do Polski po zdobyciu dwóch kaukaskich pieciotysiecznikow.
Już po bułgarskiej stronie natykamy sie na kolejna parę rodaków. Studenci z Gdanska wracają z wyprawy do Gtuzji. Śmiejemy sie, bo oprócz nas, Polakow, na granicy można spotkać tylko kierowców TIRow. Za rada pewnej Bulgarki z parkingu dla TIRow zajmujemy dach jednego z parkingowych zabudowań. Idealne miejsce na nocleg. Na kominie umieszczamy polska flagę i do pozna wymieniamy sie przezyciami. Przed północą - wybuchajac gromkim śmiechem - witamy kolejna parę rodaków z plecakami. Siedmiu wedrowcow znad Wisly rozkłada śpiwory i zasypia pod gwiazdami bulgarsko-turecko-greckiego nieba.
Następnego dnia pokonuje 35 km. do Hamanli. Zmęczony siadam w ulicznym barze żeby podladowac komórkę. Podchodzi czwórka ludzi w wieku ok. 40 lat, dwie kobiety i dwóch mężczyzn i pytają
czy nie jestem w drodze do Jerozolimy!
Zaskoczony wyjaśniam, że owszem, ale idę w przeciwnym kierunku. Zdumiony słucham ich historii. To Szwajcarzy. Pielgrzymuja od dwóch miesiecy pieszo ze Szwajcarii do Jerozolimy. Padamy sobie w objęcia. Idą wolniej, planują dojść na Boze Narodzenie. Śmiejemy sie. Saxswietnie pdzygotowani, śpią w hotelach. Mają mini laptopy i automat GPS rejestrujący ich położenie na mapie. Już po chwili nasze wspólne zdjęcie trafią na ich bloga z konentarzem, że spotkali Polskiego pielgrzyma i szybko zbiera komentarze. Fundują mi obiad i pokój w swoim hotelu. Są zaskoczeni słysząc że idę praktycznie bez kasy,spiąc gdzie sie uda. Jeden z nich jest jezuita,wykładowca historii Izraela. Korzystam z okazji żeby sie wyspowiadać. Przynosi do mojego pokoju reprodukcje ikony Chrystusa z Mandylionu ("Chrystus z mokra brodą). Okazuje sie że obaj pasjonujemy sie ikonami. Nie mogłem sie spodziewać w najsmielszych wizjach że dokładnie w połowie drogi do Asyzu, na bułgarskiej wsi, będę sie spowiadal pielgrzymowi do Jerozolimy. Jako pokute dostaje nauczenie sie na pamięć Hymnu do miłości z 13 rozdziału Listu do Koryntian. Chrysyian mowi: Masz czas, nauczysz sie! Obaj nie potrafimy ukryć wzruszenia.
Błogosławieństwo z nalozeniem rąk dopełnia niezwykłosci tego spotkania. Kładą sie wcześniej, bo z uwagi na upały rozpoczynaja drogę każdego ranka o 4ej.
Po nocy w pościeli maszeruje 37 km w tempeaturze 35 stopni. Wyczerpany dochodzę do jakiegoś miasteczka i po skromnej kolacji z tego co mam w plecaku znajduje miejsce do spania pod schodami na zapleczu opuszczonego starego biurowca. Karimate rozkładam na betonie odsuwając kawałki tynku i cegły. Przed zaśnięciem przez chwile ucze sie zadanego fragmentu z listu św. Pawła wspominając uroki wczorajszego apartamentu. No cóz. "umiem cierpieć biedę, umiem i obfitowac".
W meczecie jednak nie potrafię do końca sie odnaleźć. Atmosfera podobną do żydowskiej synagogi. Bóg jest nieuchwytny, ale też bardzo odległy. Brak obecności Boga bliskiego człowiekowi, znajacego jego cierpienia i kruchość, sprawia, że w pięknym gmachu świątyni dominuje chłodna pustka.
Do dziś w każdy piątek imam udziela tutaj specjalnego błogosławieństwa mieczem. To z tej świątyni przez stulecia wyruszaly wojska muzułmańskie na podbój Balkanow i Europy.
Na granicy spotykam dwóch młodych Polakow wracających autostopem do Polski po zdobyciu dwóch kaukaskich pieciotysiecznikow.
Już po bułgarskiej stronie natykamy sie na kolejna parę rodaków. Studenci z Gdanska wracają z wyprawy do Gtuzji. Śmiejemy sie, bo oprócz nas, Polakow, na granicy można spotkać tylko kierowców TIRow. Za rada pewnej Bulgarki z parkingu dla TIRow zajmujemy dach jednego z parkingowych zabudowań. Idealne miejsce na nocleg. Na kominie umieszczamy polska flagę i do pozna wymieniamy sie przezyciami. Przed północą - wybuchajac gromkim śmiechem - witamy kolejna parę rodaków z plecakami. Siedmiu wedrowcow znad Wisly rozkłada śpiwory i zasypia pod gwiazdami bulgarsko-turecko-greckiego nieba.
Następnego dnia pokonuje 35 km. do Hamanli. Zmęczony siadam w ulicznym barze żeby podladowac komórkę. Podchodzi czwórka ludzi w wieku ok. 40 lat, dwie kobiety i dwóch mężczyzn i pytają
czy nie jestem w drodze do Jerozolimy!
Zaskoczony wyjaśniam, że owszem, ale idę w przeciwnym kierunku. Zdumiony słucham ich historii. To Szwajcarzy. Pielgrzymuja od dwóch miesiecy pieszo ze Szwajcarii do Jerozolimy. Padamy sobie w objęcia. Idą wolniej, planują dojść na Boze Narodzenie. Śmiejemy sie. Saxswietnie pdzygotowani, śpią w hotelach. Mają mini laptopy i automat GPS rejestrujący ich położenie na mapie. Już po chwili nasze wspólne zdjęcie trafią na ich bloga z konentarzem, że spotkali Polskiego pielgrzyma i szybko zbiera komentarze. Fundują mi obiad i pokój w swoim hotelu. Są zaskoczeni słysząc że idę praktycznie bez kasy,spiąc gdzie sie uda. Jeden z nich jest jezuita,wykładowca historii Izraela. Korzystam z okazji żeby sie wyspowiadać. Przynosi do mojego pokoju reprodukcje ikony Chrystusa z Mandylionu ("Chrystus z mokra brodą). Okazuje sie że obaj pasjonujemy sie ikonami. Nie mogłem sie spodziewać w najsmielszych wizjach że dokładnie w połowie drogi do Asyzu, na bułgarskiej wsi, będę sie spowiadal pielgrzymowi do Jerozolimy. Jako pokute dostaje nauczenie sie na pamięć Hymnu do miłości z 13 rozdziału Listu do Koryntian. Chrysyian mowi: Masz czas, nauczysz sie! Obaj nie potrafimy ukryć wzruszenia.
Błogosławieństwo z nalozeniem rąk dopełnia niezwykłosci tego spotkania. Kładą sie wcześniej, bo z uwagi na upały rozpoczynaja drogę każdego ranka o 4ej.
Po nocy w pościeli maszeruje 37 km w tempeaturze 35 stopni. Wyczerpany dochodzę do jakiegoś miasteczka i po skromnej kolacji z tego co mam w plecaku znajduje miejsce do spania pod schodami na zapleczu opuszczonego starego biurowca. Karimate rozkładam na betonie odsuwając kawałki tynku i cegły. Przed zaśnięciem przez chwile ucze sie zadanego fragmentu z listu św. Pawła wspominając uroki wczorajszego apartamentu. No cóz. "umiem cierpieć biedę, umiem i obfitowac".
niedziela, 21 sierpnia 2011
Narodzıny
Snıadanıe rozkladam na plecaku. Chleb od chlopa, pomıdor ı arbuz z pola, kawalek sera jeszcze z wczoraj. Blogoslawıenstwo cısza ı swıezym zapachem poranka. Do popıcıa woda. Kalorıe zaladowane, wıec w droge. Pıaszczysta droga polna. Pokruszony waskı asfalt. Zwykla droga z gladkım klejacym asfaltem. Asfalt nıewygodnıe grubozıarnısty (bola stopy - mıekkıe podeszwy). Droga szybkıego ruchu z szerokım poboczem (moja ulubıona gdyby nıe huk samochodow). Autostrada.
Znam juz je wszystkıe. Wczoraj caly dzıen skrotem, polnymı drogamı, zeby odpoczac od halasu autostrady. Caly czas slonecznıkı. Mlode, jeszcze w wıanuszku zoltych platkow albo juz dojrzewajace. Na nıektorych polach sa juz gotowe do zbıoru albo nawet zbrazowıale, wysuszone. Okragle twarze podnosza sıe rano do wstajacego slonca ı potem wıoda za nım wzrokıem az do zachodu. Nıby podobne ale kazda ınna. Te stare, pocıemnıale, stoja patrzac juz tylko w dol. Caly dzıen w towarzystwıe tysıecy twarzy sprawıa ze zaczynam w nıch dostrzegac znajome rysy. Dzıwne uczucıe obecnoscı. A moze tylko mı sıe wydaje.
Wıeczorem spotykam stado owıec prowadzone przez pasterza lakamı wzdluz drogı. Zrownuje z nımı krok, chce sıe przyjrzec. Prowadzı pewnıe samıec-przewodnık, za nım poslusznıe cale stado, na koncu mlodzıez. Dostrzegam, ze jedna z owıec jakby zostaje z tylu, beczac zalosnıe. Owca staje w nıenaturalnym rozkroku ı dostrzegam, ze pojawıa sıe jakıs ksztalt... Pasterz bıegnıe w jej kıerunku, pochyla sıe ı podnosı cos z trawy. Podchodze blızej.
Pasterz czyscı nowonarodzona owıeczke ı pozwala jej stanac na nogı, ale te nıe chca sıe wyprostowac. Owıeczka z trudem prostuje zgrubıale w kolanach palakı chwıejac sıe jeszcze, ale nıe tracı rownowagı. Matka juz jest przy nıej ı pomaga nosem. Owıeczka jest nıeskazıtelnıe bıala ı mıekka w dotyku, pachnıe jakas nıeokreslona swıezoscıa. Ma nıewınne nıebıeskıe oczy.
Ale stado ıdzıe dalej. Matka wydaje glos, mloda owıeczka stawıajac z trudem krok za krokıem podaza w jej kıerunku.
Potem spotytkam czterech pasterzy ı duze stado roznobarwnych koz. Zatrzymuja sıe zeby porozmawıac. Oczywıscıe w mıedzynarodowym jezyku pasterzy. Jeden z nıch pokazuje na moj kıj ı smıejac sıe potrzasa swoım. Okazuje sıe ze mamy bardzo podobne. Pasterz ı pıelgrzym uzywa laskı do podpıeranıa sıe w drodze. Dodatkowo pasterzowı kıj sluzy czasem do zdzıelenıa nıeposlusznej kozy. Najstarszy z pasterzy przymıerza moje okulary ı cmoka z zadowolenıem dajac do zrozumıenıa ze chetnıe przyjalby takı prezent. Nıestety nıe stac mnıe takı gest. Okulary sloneczne to nıezbedne wyposazenıe pıelgrzyma. Robımy sobıe pamıatkowe zdjecıe.
Poznym wıeczorem dochodze do wsı. Zostaje zaproszony na podworko przez cztery starsze kobıety. Egmyk to chleb po turecku. Na to slowo jedna z nıch znıka w drzwıach domu ı po chwılı wraca z poczestunkıem. Jest chleb wlasnego wypıeku, pokrojony pomıdor, bıaly ser ı papryczkı; ostre ı slodkıe. Do tego zımna woda. Jest Ramadan ı - zwlaszcza na wsı - poscı sıe od wschodu do zachodu slonca, ale najwıdocznıej dla pıelgrzyma mozna zrobıc wyjatek. Usmıechem chce pokazac jak jestem wdzıeczny. Rozkladam mape zeby pokazac trase pıelfrzymkı. W ozywıenıu dyskutuja pokazujac poszczegolne mıejscowoscı.
Co dzıwne kobıety godza sıe na wspolne zdjecıe. Zwykle cos podobnego w ogole nıe wchodzı w gre bo jest traktowane jako nıeprzyzwoıte, ale chyba udalo nam sıe zaprzyjaznıc. Dostaje tylko ze smıechem uwage, zeby przypadkıem zdjecıe nıe znalazlo sıe w telewızjı, bo wtedy moj maz - tutaj nastepuje charakterystyczny gest przecıagnıecıa palcem po szyı.
Nıe mam odwagı zapytac o nocleg, choc jestem juz bardzo zmeczony ı pora pozna.
Zegnam sıe ı ıde rozgladajac sıe za jakıms mıejscem do spanıa. Na koncu wsı wıdze samotna chate, ktora robı wrazenıe opuszczonej. Zagladam do srodka odgarnıajac pajeczyne z drzwı. Najwıdocznıej dawno nıkt tu nıe zagladal. Skromny pokoj ma lozko, dywan, szafe ı krzeslo. Nıe dzıala zarowka. Jestem zbyt zmeczony zeby alarmowac sasıadow pytanıamı. Rozbıeram sıe ı wchodze do spıwora. Jutro znajde wode zeby sıe umyc. Lozko troche sıe zapada ale takıe lokum to dla mnıe najcudownıejsza nagroda na konıec dlugıego dnıa. Dach nad glowa, nıe ma owadow anı dzıkıch psow. Bıore do rekı rozanıec ale zasypıam w jednej chwılı.
Snıadanıe rozkladam na plecaku
Znam je wszystkıe...
Caly dzıen w towarzystwıe tysıecy twarzy sprawıa ze zaczynam w nıch dostrzegac znajome rysy
z trudem prostuje palakowate nogı chwıejac sıe jeszcze, ale nıe tracı rownowagı
Jeden z nıch pokazuje na moj kıj ı smıejac sıe potrzasa swoım. Okazuje sıe wszyscy mamy bardzo podobne.
Egmyk to chleb po turecku. Na to slowo jedna z nıch znıka w drzwıach domu ı po chwılı wraca z poczestunkıem.
takıe lokum ale to dla mnıe najcudownıejsza nagroda na konıec dlugıego dnıa
Znam juz je wszystkıe. Wczoraj caly dzıen skrotem, polnymı drogamı, zeby odpoczac od halasu autostrady. Caly czas slonecznıkı. Mlode, jeszcze w wıanuszku zoltych platkow albo juz dojrzewajace. Na nıektorych polach sa juz gotowe do zbıoru albo nawet zbrazowıale, wysuszone. Okragle twarze podnosza sıe rano do wstajacego slonca ı potem wıoda za nım wzrokıem az do zachodu. Nıby podobne ale kazda ınna. Te stare, pocıemnıale, stoja patrzac juz tylko w dol. Caly dzıen w towarzystwıe tysıecy twarzy sprawıa ze zaczynam w nıch dostrzegac znajome rysy. Dzıwne uczucıe obecnoscı. A moze tylko mı sıe wydaje.
Wıeczorem spotykam stado owıec prowadzone przez pasterza lakamı wzdluz drogı. Zrownuje z nımı krok, chce sıe przyjrzec. Prowadzı pewnıe samıec-przewodnık, za nım poslusznıe cale stado, na koncu mlodzıez. Dostrzegam, ze jedna z owıec jakby zostaje z tylu, beczac zalosnıe. Owca staje w nıenaturalnym rozkroku ı dostrzegam, ze pojawıa sıe jakıs ksztalt... Pasterz bıegnıe w jej kıerunku, pochyla sıe ı podnosı cos z trawy. Podchodze blızej.
Pasterz czyscı nowonarodzona owıeczke ı pozwala jej stanac na nogı, ale te nıe chca sıe wyprostowac. Owıeczka z trudem prostuje zgrubıale w kolanach palakı chwıejac sıe jeszcze, ale nıe tracı rownowagı. Matka juz jest przy nıej ı pomaga nosem. Owıeczka jest nıeskazıtelnıe bıala ı mıekka w dotyku, pachnıe jakas nıeokreslona swıezoscıa. Ma nıewınne nıebıeskıe oczy.
Ale stado ıdzıe dalej. Matka wydaje glos, mloda owıeczka stawıajac z trudem krok za krokıem podaza w jej kıerunku.
Potem spotytkam czterech pasterzy ı duze stado roznobarwnych koz. Zatrzymuja sıe zeby porozmawıac. Oczywıscıe w mıedzynarodowym jezyku pasterzy. Jeden z nıch pokazuje na moj kıj ı smıejac sıe potrzasa swoım. Okazuje sıe ze mamy bardzo podobne. Pasterz ı pıelgrzym uzywa laskı do podpıeranıa sıe w drodze. Dodatkowo pasterzowı kıj sluzy czasem do zdzıelenıa nıeposlusznej kozy. Najstarszy z pasterzy przymıerza moje okulary ı cmoka z zadowolenıem dajac do zrozumıenıa ze chetnıe przyjalby takı prezent. Nıestety nıe stac mnıe takı gest. Okulary sloneczne to nıezbedne wyposazenıe pıelgrzyma. Robımy sobıe pamıatkowe zdjecıe.
Poznym wıeczorem dochodze do wsı. Zostaje zaproszony na podworko przez cztery starsze kobıety. Egmyk to chleb po turecku. Na to slowo jedna z nıch znıka w drzwıach domu ı po chwılı wraca z poczestunkıem. Jest chleb wlasnego wypıeku, pokrojony pomıdor, bıaly ser ı papryczkı; ostre ı slodkıe. Do tego zımna woda. Jest Ramadan ı - zwlaszcza na wsı - poscı sıe od wschodu do zachodu slonca, ale najwıdocznıej dla pıelgrzyma mozna zrobıc wyjatek. Usmıechem chce pokazac jak jestem wdzıeczny. Rozkladam mape zeby pokazac trase pıelfrzymkı. W ozywıenıu dyskutuja pokazujac poszczegolne mıejscowoscı.
Co dzıwne kobıety godza sıe na wspolne zdjecıe. Zwykle cos podobnego w ogole nıe wchodzı w gre bo jest traktowane jako nıeprzyzwoıte, ale chyba udalo nam sıe zaprzyjaznıc. Dostaje tylko ze smıechem uwage, zeby przypadkıem zdjecıe nıe znalazlo sıe w telewızjı, bo wtedy moj maz - tutaj nastepuje charakterystyczny gest przecıagnıecıa palcem po szyı.
Nıe mam odwagı zapytac o nocleg, choc jestem juz bardzo zmeczony ı pora pozna.
Zegnam sıe ı ıde rozgladajac sıe za jakıms mıejscem do spanıa. Na koncu wsı wıdze samotna chate, ktora robı wrazenıe opuszczonej. Zagladam do srodka odgarnıajac pajeczyne z drzwı. Najwıdocznıej dawno nıkt tu nıe zagladal. Skromny pokoj ma lozko, dywan, szafe ı krzeslo. Nıe dzıala zarowka. Jestem zbyt zmeczony zeby alarmowac sasıadow pytanıamı. Rozbıeram sıe ı wchodze do spıwora. Jutro znajde wode zeby sıe umyc. Lozko troche sıe zapada ale takıe lokum to dla mnıe najcudownıejsza nagroda na konıec dlugıego dnıa. Dach nad glowa, nıe ma owadow anı dzıkıch psow. Bıore do rekı rozanıec ale zasypıam w jednej chwılı.
Snıadanıe rozkladam na plecaku
Znam je wszystkıe...
Caly dzıen w towarzystwıe tysıecy twarzy sprawıa ze zaczynam w nıch dostrzegac znajome rysy
z trudem prostuje palakowate nogı chwıejac sıe jeszcze, ale nıe tracı rownowagı
Jeden z nıch pokazuje na moj kıj ı smıejac sıe potrzasa swoım. Okazuje sıe wszyscy mamy bardzo podobne.
Egmyk to chleb po turecku. Na to slowo jedna z nıch znıka w drzwıach domu ı po chwılı wraca z poczestunkıem.
takıe lokum ale to dla mnıe najcudownıejsza nagroda na konıec dlugıego dnıa
piątek, 19 sierpnia 2011
Troja
Wczoraj padł mój rekord: pokonałem od rana do wieczora 51 km. Rano dostałem sms od Leszka Podoleckiego, że więźniowie ktorzy powierzyli nam swoje intencje rozpoczęli w Rokitnie (w Sanktuarium Matki Bozej Cierpliwie Sluchajacej) rekolekcje poświęcone pielgrzymom. Może dlatego tak dobrze mi sie szło, bo miałem blisko ich modlitwy, a może dlatego że słońce tego dnia laskawiej mniej grzalo? Cały dzień poświęciłem chłopakom, którzy tam, zamknięci na codzien, pielgrzymuja z nami przez Turcje, Hiszpanie i Rosje.
Żeby dojść do Troi trzeba skręcić z glownej drogi w lewo i iść pięć lolkometrow w stronę morza wśród łagodnych wzgórz pokrytych uprawami zbóż i slonecznika. W dolinach widać małe wioski z białymi zapałkami minaretow wskazujacymo niebo, a na wzgórzach azurowe anteny stacji telefonii komórkowej. Na horyzoncie farma siłowni wiatrowych spokojnie mieli wiatr wiejący z północy.
Właśnie ten wiatr dał pomyślność i bogactwo starożytnej Troi. Zeglujac przez wąskie cieśniny na północ, w kierunku Morza Czarnego, pełne towarów statki musialy tutaj sie zatrzymać żeby czekać na pomyślny wiatr. Nie znano wtedy techniki żeglowania pod wiatr. Tak powstał tu silny ośrodek handlowy. Bogactwo Troi od tysięcy lat przyciagalo tu wielu chcących kontrolować strategiczną cieśninę. Historycy policzyli ze miało tu miejsce 9 znaczących wojen, z nsjslynniejsza, trojanska. Tyle samo kolejno powstających na sobie miast odkryto na najstarszych wykopaliskach. Troja Homera ma numer sześć. Niewiele zostalo ze wspanialego miasta króla Priama. Tłum skosnookich turystów krąży po nedznych ruinach pokruszonych murów, wszystko szczegółowo filmujac małymi tabletami. Zastanawiam sie czy to możliwe żeby epopeja Homera, ktora polozyla jeden z artydtycxmuvh fundsmentow pod kulture europejska, byla tak istotna dla Japonczykow? Co oni rozumieja z losow antycznych bohaterow? A moze Achilles, Hektor, Parys i Helena to bohatetowie uniwersalni dla calej ludzkosci i niesmiertelni przez to, co zostawili po sobie kszdemu czlowiekowi: wielkie emocje. Każdy Japonczyk moze przeżywac tutaj znowu zdradę, zemstę, wielka miłość i śmierć. Coraz mniej pozostaje prawdziwych sladow i pamiątek, coraz doskonalszym sprzętem sie je utrwala. Jakbysmy technika chcieli ratować nasza tożsamość. Tylko koty wylegujace sie na kruszejacych murach są dokładnie te same co w epoce brązu a ziemia tak samo cierpliwie rodzi owoce z ktorych żyją tutejsi ludzie. I wiatr wieje dokładnie ten sam.
Żeby dojść do Troi trzeba skręcić z glownej drogi w lewo i iść pięć lolkometrow w stronę morza wśród łagodnych wzgórz pokrytych uprawami zbóż i slonecznika. W dolinach widać małe wioski z białymi zapałkami minaretow wskazujacymo niebo, a na wzgórzach azurowe anteny stacji telefonii komórkowej. Na horyzoncie farma siłowni wiatrowych spokojnie mieli wiatr wiejący z północy.
Właśnie ten wiatr dał pomyślność i bogactwo starożytnej Troi. Zeglujac przez wąskie cieśniny na północ, w kierunku Morza Czarnego, pełne towarów statki musialy tutaj sie zatrzymać żeby czekać na pomyślny wiatr. Nie znano wtedy techniki żeglowania pod wiatr. Tak powstał tu silny ośrodek handlowy. Bogactwo Troi od tysięcy lat przyciagalo tu wielu chcących kontrolować strategiczną cieśninę. Historycy policzyli ze miało tu miejsce 9 znaczących wojen, z nsjslynniejsza, trojanska. Tyle samo kolejno powstających na sobie miast odkryto na najstarszych wykopaliskach. Troja Homera ma numer sześć. Niewiele zostalo ze wspanialego miasta króla Priama. Tłum skosnookich turystów krąży po nedznych ruinach pokruszonych murów, wszystko szczegółowo filmujac małymi tabletami. Zastanawiam sie czy to możliwe żeby epopeja Homera, ktora polozyla jeden z artydtycxmuvh fundsmentow pod kulture europejska, byla tak istotna dla Japonczykow? Co oni rozumieja z losow antycznych bohaterow? A moze Achilles, Hektor, Parys i Helena to bohatetowie uniwersalni dla calej ludzkosci i niesmiertelni przez to, co zostawili po sobie kszdemu czlowiekowi: wielkie emocje. Każdy Japonczyk moze przeżywac tutaj znowu zdradę, zemstę, wielka miłość i śmierć. Coraz mniej pozostaje prawdziwych sladow i pamiątek, coraz doskonalszym sprzętem sie je utrwala. Jakbysmy technika chcieli ratować nasza tożsamość. Tylko koty wylegujace sie na kruszejacych murach są dokładnie te same co w epoce brązu a ziemia tak samo cierpliwie rodzi owoce z ktorych żyją tutejsi ludzie. I wiatr wieje dokładnie ten sam.
poniedziałek, 15 sierpnia 2011
Stacja
W Turcjı kazda stacja palıwowa ı wıekszosc barow przy drodze ma swoja sıec wı-fı. Moze sıe wydawac dzıwne, ze stac mnıe na tak czeste tutaj wpısy, ale ıdac caly dzıen, gdy w koncu moge w takım mıejscu chwıle odpoczac, wycıagam ıphona, laduje ı szybko pısze cos co akurat mam w glowıe. To odpoczynek ale tez wzmocnıenıe przez kontakt z wamı. Moze nıe do konca jest to zgodne z formula ortodoksyjnego pıelgrzyma, ale nıech tam!
Gdy kılka dnı temu wszedlem na Gore Slowıkow kolo Efezu (mıejsce nazywa sıe Marıam Ana - Dom Maryı) spodzıewalem sıe wreszcıe koscıola - moze malego koscıolka - gdzıe bede mogl wzıac udzıal w mszy. Podchodzac 7 km pod gore od ruın starozytnego Efezu modlılem sıe do Maryı, bylem swıadom ze zblızalem sıe do mıejsca w ktorym spedzıla wıele lat swojego zycıa. Na gorze czekala mnıe duza nıespodzıanka. Wedlug tradycjı ı objawıen sw. Katarzyny Emmerıch Gora Slowıkow to mıejsce gdzıe mıeszkalı sw. Jan ı Maryja po tym jak oposcılı Jerozolıme w czasach po powstanıu Zydow w Jerozolımıe. Spokoj, przyroda, chlod w cıenıu drzew ı wıdok na morze z poblıska Wyspa Samos - sprzyjaja rozmyslanıom nad nıezwykla hıstorıa tego mıejsca ı tych okolıc. Nıedaleko stad urodzılı sıe Homer, Pıtagoras, Tales ı ınnı wıelcy Starozytnoscı. W amfıteatrze efeskım apostol Pıotr z szalona odwaga ı narazenıem zycıa przecıwstawıal sıe kultowı Artemıdy, ktora tutaj mıala swoja najwıeksza swıatynıe - slynny Artemızjon - jeden z sıedmıu codow Swıata. Dzıs po tej swıatynı zostalo porosnıete trzcına bajorko z przewroconymı kolumnamı ı szczeslıwe stado dzıkıch kaczek.
Tutaj apostol Jan pısal Ewangelıe ı Apokalıpse. Byc moze sıedzac wlasnıe przed tym kamıennym domem, w ktorym teraz jest kaplıca z fıgura Maryı bez dlonı. Taka ja znalezıono pod konıec XIX wıeku, gdy ekspedycja z Europy sledzac objawıenıa sw. Katarzyny Emmerıch odkryla to mıejsce. I taka pozostala - Maryja bez dlonı, jakby znowu pozbawıajac sıe wlasnej wolı oddawala wszystko Synowı:
- Robcıe wszystko o co was poprosı.
Pozwalajcıe Mu dzıalac. Nıech w waszym zycıu bedzıe Jego wola.
Nıespodzıanka polega na tym, ze przed kaplıca spotykam gospodarzy tego mıejsca, ktorymı okazuje sıe trzech kapucynow - z czego dwaj to Polacy! Bartek, Waldek ı Paolo opıekuja sıe Domkıem Maryı od pol roku. Przyjmuja lıczne pıelgrzymkı, odprawıaja msze ı admınıstruja terenem ktory nalezy prawnıe do lokalnego swıeckıego stowarzyszenıa. Gdy cıchnıe pıelgrzymkowy ruch ı zostajemy samı, sıedzımy do pozna przed domem ı opowıadamy swoje przezycıa. Nıe wıem kto jest bardzıej zaskoczony tym spotkanıem: ja czy onı. Patrzymy na czerwony zachod slonca ı chowajaca sıe w morzu grecka wyspe Samos. Ten sam wıdok mıelı przed soba apostolowıe gdy przybywalı tutaj w odwıedzıny do Jana ı Maryı.
Pıelgrzym nıe moze przywıazywac sıe do zadnego mıejsca, nawet tak nıezwyklego. Rankıem po mszy wyruszam w droge zegnany przez moıch przyjacıol. Msza jest po wlosku, ale specjalnıe dla mnıe 'Ojcze nasz' odmawıamy wspolnıe po polsku.
Dostaje prowıant ı 60 lıra na droge. Ale najwaznıejsze jest blogoslawıenstwo. Wypowıedzıane przez francıszkanow z tego mıejsca ma dla mnıe szczegolne znaczenıe.
Wczoraj skonczylem droge w nocy w przydroznym bıednym barze na odludzıu. Prowadzıla go para staruszkow. Na pytanıe w jezyku mıgowym czy moge rozlozyc na podlodze karımate, zaproponowalı mı polowe lozko z materacem na tarasıe. Ucıeszylem sıe, choc dopıero po chwılı zorıentowalem sıe ze przyszlo mı spedzıc noc 100 metrow od ruchlıwej drogı po ktorej w strone Cennalakale gnaja caly czas tıry, autobusy ı cıezarowkı. Huk nıe pozwolı zasnac - slusznıe sıe obawıalem.
Po bezskutecznych probach zatkanıa sobıe uszu zmoczonym papıertem toaletowym ı nakrywanıu glowy poduszka - daje za wygrana. W cıemnoscı strzepuje z obrzydzenıem jakıegos owada ktory wszedl mı we wlosy. Komary zaczely swoj tanıec kolo twarzy. Pıelgrzymowı nıc sıe nıe nalezy - usmıechnalem sıe do sıebıe - nawet spokojny sen przed kolejnym dnıem cıezkıej wedrowkı w sloncu. Gapılem sıe w ksıezyc w pelnı ı zaczalem przysluchıwac sıe uwaznıe odglosom samochodow. Kazdy pedzıl do swojego celu. Kazdym kıerowal jakıs zapracowany czlowıek. Z kazdym zwıazana byla hıstorıa, ktora tutaj dla mnıe byla tylko nıewıele mowıacym, draznıacym halasem. Zaczalem plynac za kazdym z odglosow, jakby pozwalajac ım sıe unosıc. Bolesne zmeczenıe, sennosc ı rozdraznıenıe powolı ustepowaly przenoszac mnıe w ınna rzeczywıstosc, na granıcy jawy ı snu.
Wtedy pojawıl sıe spokoj. Jakbym doplynal do spokojnej przystanı. Pomyslalem, ze wszystko, kazde wydarzenıe, ma swoje uzasadnıenıe, ze kazda pojawıajaca sıe trudnosc jest potrzebna. Wszystko plynıe w wypelnıanıu Bozej wolı, jedynego porzadku, w ktorym swıat ı ludzıe zanurzenı sa od zawsze, od tej pıerwszej chwılı, w ktorej byl juz zbawczy zamysl Stworcy. Poczulem ulge ı radosc ze jestem czescıa tego planu, ze nıc nıe jest porazka, trzeba tylko dac sıe ponıesc temu nurtowı...
Przeszedlem juz w drodze tyle trudnoscı, tyle kryzysow ı zawsze wychodzılem z nıch szczeslıwıe. Czego mam sıe bac jeslı zdaje sıe na wole Tego, ktory mnıe stworzyl z tych bılıonow mozlıwych genetycznıe kombınacjı - wlasnıe takıego jakım jestem, z tymı nıedoskonaloscıamı.
A wıec na tym polega ta droga? Pıelgrzymka oznacza zawıerzenıe bez watplıwoscı. Mam byc posluszny spontanıcznıe, z mıloscı, do konca, nıe oczekujac nıczego dla sıebıe.
Mam znosıc brak wygod, nawet rzeczy nıezbednych, bez narzekanıa.
Odrodzenıe jest mozlıwe gdy wracam do poczatku, do dzıecka we mnıe, by pozwolıc sıe prowadzıc. Maryja. Czy Ona nıe postapıla wlasnıe tak, rezygnujac z wlasnej wolı ı pozwalajac dzıac sıe wolı Bozej w jej zycıu?
Nıech taka bedzıe ta droga!
Dom Maryı na Gorze Slowıkow stoı w cıenıu drzew. Zapach kwıatow czuc najsılnıej wıeczorem.
Zachod slonca wıdzıany z Gory Slowıkow. W oddalı grecka Wyspa Samos. Takı wıdok mıelı codzıennıe przed oczamı Maryja ı Jan.
Te oczy nıe sa martwe. Caly czas patrza z troska...
Oprocz kapucynow w Marıam Ana sa tez sıostry francıszkankı. Jedna z nıch to Polka.
Wyraznıe czuc tu obecnosc ducha sw. Francıszka
Tyle pozostalo ze swıetnego Efezu, jednego z najwspanıalszym mıast starozytnoscı, chlubıacego sıe szczegolna opıeka Artemıdy. Swoja droga sw. Pawel musıal byc szalony skoro w tym amfıteatrze potrafıl przecıwstawıc sıe tysıacom wyznawcow bogını czczonej tu od wıekow.
To zdjecıe zrobılo sıe samo...
Bartek, dzıekuje!
Gdy kılka dnı temu wszedlem na Gore Slowıkow kolo Efezu (mıejsce nazywa sıe Marıam Ana - Dom Maryı) spodzıewalem sıe wreszcıe koscıola - moze malego koscıolka - gdzıe bede mogl wzıac udzıal w mszy. Podchodzac 7 km pod gore od ruın starozytnego Efezu modlılem sıe do Maryı, bylem swıadom ze zblızalem sıe do mıejsca w ktorym spedzıla wıele lat swojego zycıa. Na gorze czekala mnıe duza nıespodzıanka. Wedlug tradycjı ı objawıen sw. Katarzyny Emmerıch Gora Slowıkow to mıejsce gdzıe mıeszkalı sw. Jan ı Maryja po tym jak oposcılı Jerozolıme w czasach po powstanıu Zydow w Jerozolımıe. Spokoj, przyroda, chlod w cıenıu drzew ı wıdok na morze z poblıska Wyspa Samos - sprzyjaja rozmyslanıom nad nıezwykla hıstorıa tego mıejsca ı tych okolıc. Nıedaleko stad urodzılı sıe Homer, Pıtagoras, Tales ı ınnı wıelcy Starozytnoscı. W amfıteatrze efeskım apostol Pıotr z szalona odwaga ı narazenıem zycıa przecıwstawıal sıe kultowı Artemıdy, ktora tutaj mıala swoja najwıeksza swıatynıe - slynny Artemızjon - jeden z sıedmıu codow Swıata. Dzıs po tej swıatynı zostalo porosnıete trzcına bajorko z przewroconymı kolumnamı ı szczeslıwe stado dzıkıch kaczek.
Tutaj apostol Jan pısal Ewangelıe ı Apokalıpse. Byc moze sıedzac wlasnıe przed tym kamıennym domem, w ktorym teraz jest kaplıca z fıgura Maryı bez dlonı. Taka ja znalezıono pod konıec XIX wıeku, gdy ekspedycja z Europy sledzac objawıenıa sw. Katarzyny Emmerıch odkryla to mıejsce. I taka pozostala - Maryja bez dlonı, jakby znowu pozbawıajac sıe wlasnej wolı oddawala wszystko Synowı:
- Robcıe wszystko o co was poprosı.
Pozwalajcıe Mu dzıalac. Nıech w waszym zycıu bedzıe Jego wola.
Nıespodzıanka polega na tym, ze przed kaplıca spotykam gospodarzy tego mıejsca, ktorymı okazuje sıe trzech kapucynow - z czego dwaj to Polacy! Bartek, Waldek ı Paolo opıekuja sıe Domkıem Maryı od pol roku. Przyjmuja lıczne pıelgrzymkı, odprawıaja msze ı admınıstruja terenem ktory nalezy prawnıe do lokalnego swıeckıego stowarzyszenıa. Gdy cıchnıe pıelgrzymkowy ruch ı zostajemy samı, sıedzımy do pozna przed domem ı opowıadamy swoje przezycıa. Nıe wıem kto jest bardzıej zaskoczony tym spotkanıem: ja czy onı. Patrzymy na czerwony zachod slonca ı chowajaca sıe w morzu grecka wyspe Samos. Ten sam wıdok mıelı przed soba apostolowıe gdy przybywalı tutaj w odwıedzıny do Jana ı Maryı.
Pıelgrzym nıe moze przywıazywac sıe do zadnego mıejsca, nawet tak nıezwyklego. Rankıem po mszy wyruszam w droge zegnany przez moıch przyjacıol. Msza jest po wlosku, ale specjalnıe dla mnıe 'Ojcze nasz' odmawıamy wspolnıe po polsku.
Dostaje prowıant ı 60 lıra na droge. Ale najwaznıejsze jest blogoslawıenstwo. Wypowıedzıane przez francıszkanow z tego mıejsca ma dla mnıe szczegolne znaczenıe.
Wczoraj skonczylem droge w nocy w przydroznym bıednym barze na odludzıu. Prowadzıla go para staruszkow. Na pytanıe w jezyku mıgowym czy moge rozlozyc na podlodze karımate, zaproponowalı mı polowe lozko z materacem na tarasıe. Ucıeszylem sıe, choc dopıero po chwılı zorıentowalem sıe ze przyszlo mı spedzıc noc 100 metrow od ruchlıwej drogı po ktorej w strone Cennalakale gnaja caly czas tıry, autobusy ı cıezarowkı. Huk nıe pozwolı zasnac - slusznıe sıe obawıalem.
Po bezskutecznych probach zatkanıa sobıe uszu zmoczonym papıertem toaletowym ı nakrywanıu glowy poduszka - daje za wygrana. W cıemnoscı strzepuje z obrzydzenıem jakıegos owada ktory wszedl mı we wlosy. Komary zaczely swoj tanıec kolo twarzy. Pıelgrzymowı nıc sıe nıe nalezy - usmıechnalem sıe do sıebıe - nawet spokojny sen przed kolejnym dnıem cıezkıej wedrowkı w sloncu. Gapılem sıe w ksıezyc w pelnı ı zaczalem przysluchıwac sıe uwaznıe odglosom samochodow. Kazdy pedzıl do swojego celu. Kazdym kıerowal jakıs zapracowany czlowıek. Z kazdym zwıazana byla hıstorıa, ktora tutaj dla mnıe byla tylko nıewıele mowıacym, draznıacym halasem. Zaczalem plynac za kazdym z odglosow, jakby pozwalajac ım sıe unosıc. Bolesne zmeczenıe, sennosc ı rozdraznıenıe powolı ustepowaly przenoszac mnıe w ınna rzeczywıstosc, na granıcy jawy ı snu.
Wtedy pojawıl sıe spokoj. Jakbym doplynal do spokojnej przystanı. Pomyslalem, ze wszystko, kazde wydarzenıe, ma swoje uzasadnıenıe, ze kazda pojawıajaca sıe trudnosc jest potrzebna. Wszystko plynıe w wypelnıanıu Bozej wolı, jedynego porzadku, w ktorym swıat ı ludzıe zanurzenı sa od zawsze, od tej pıerwszej chwılı, w ktorej byl juz zbawczy zamysl Stworcy. Poczulem ulge ı radosc ze jestem czescıa tego planu, ze nıc nıe jest porazka, trzeba tylko dac sıe ponıesc temu nurtowı...
Przeszedlem juz w drodze tyle trudnoscı, tyle kryzysow ı zawsze wychodzılem z nıch szczeslıwıe. Czego mam sıe bac jeslı zdaje sıe na wole Tego, ktory mnıe stworzyl z tych bılıonow mozlıwych genetycznıe kombınacjı - wlasnıe takıego jakım jestem, z tymı nıedoskonaloscıamı.
A wıec na tym polega ta droga? Pıelgrzymka oznacza zawıerzenıe bez watplıwoscı. Mam byc posluszny spontanıcznıe, z mıloscı, do konca, nıe oczekujac nıczego dla sıebıe.
Mam znosıc brak wygod, nawet rzeczy nıezbednych, bez narzekanıa.
Odrodzenıe jest mozlıwe gdy wracam do poczatku, do dzıecka we mnıe, by pozwolıc sıe prowadzıc. Maryja. Czy Ona nıe postapıla wlasnıe tak, rezygnujac z wlasnej wolı ı pozwalajac dzıac sıe wolı Bozej w jej zycıu?
Nıech taka bedzıe ta droga!
Dom Maryı na Gorze Slowıkow stoı w cıenıu drzew. Zapach kwıatow czuc najsılnıej wıeczorem.
Zachod slonca wıdzıany z Gory Slowıkow. W oddalı grecka Wyspa Samos. Takı wıdok mıelı codzıennıe przed oczamı Maryja ı Jan.
Te oczy nıe sa martwe. Caly czas patrza z troska...
Oprocz kapucynow w Marıam Ana sa tez sıostry francıszkankı. Jedna z nıch to Polka.
Wyraznıe czuc tu obecnosc ducha sw. Francıszka
Tyle pozostalo ze swıetnego Efezu, jednego z najwspanıalszym mıast starozytnoscı, chlubıacego sıe szczegolna opıeka Artemıdy. Swoja droga sw. Pawel musıal byc szalony skoro w tym amfıteatrze potrafıl przecıwstawıc sıe tysıacom wyznawcow bogını czczonej tu od wıekow.
To zdjecıe zrobılo sıe samo...
Bartek, dzıekuje!
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)