Ostatnie dni minęły bardzo szybko. Niektóre wydarzenia wydają się nierealne. Błogosławieństwa przed drogą udzielił nam rabin (nałożyl nam na głowy kipy - żydowskie nakrycia głowy), modlił się nad nami muzułmański imam (wyściskał nas serdecznie ze łzami w oczach), prosił żebym w Palestynie miał oczy otwarte i żebym wszystko notował. Myślę, że w sercu tego Palestyńczyka jest pragnienie przebaczenia doznanych krzywd, ale krok do zrobienia ma też druga strona...
23-go czerwca było Boże Ciało i wigilia urodzin św. Jana Chrzciciela - patrona naszej drogi. W tą wyjątkową noc zaprosiliśmy do wspólnej modlitwy w intencji pielgrzymki i Cywilizacji Miłości Jana Pawła II zwierzchników wspólnot: żydowskiej i muzułmańskiej. Czuwanie modlitewne u gdańskich franciszkanów w kościele św. Trójcy zakończyło się podpisaniem w pięciu językach (po polsku, angielsku, rosyjsku, hebrajsku i arabsku) ponadreligijnej Deklaracji Cywilizacji Miłości, którą trzej pielgrzymi zaniosą do Asyżu z Fatimy, z Moskwy i z Jerozolimy. Po św. Janie przyszła sobota 25 czerwca, 30-rocznica pierwszego objawienia w Medjugorie.
Dzisiejsze przesłanie (25 czerwca 2011) cyt. za medziugorje.blogspot.com brzmi dziwnie aktualnie:
„Drogie dzieci! Wraz ze mną dziękujcie Wszechmogącemu za moją obecność wśród was. Moje serce jest radosne, patrząc na miłość i radość w życiu moimi orędziami. Wielu z was odpowiedziało, ale czekam i szukam wszystkich uśpionych serc, by obudziły się ze snu niewiary. Dziatki, jeszcze bardziej przybliżcie się do mego Niepokalanego Serca, abym mogła prowadzić was do wieczności. Dziękuję wam, że odpowiedzieliście na moje wezwanie.”
Patrzę na pomarańczową koszulkę, którą wczoraj dostałem od chłopaków ze wspólnoty uzależnionych Cenacolo (wychodzą z uzależnienia od narkotyków wyłącznie modlitwą i pracą - bez bezpośredniego wsparcia psychologów - samodzielnie prowadząc domy skupiające 20- 30- letnicj mężczyzn). Mają trzy domy w Polsce i kilkadziesiąt w Europie. Na koszulce dwoje małych dzieci idzie przed siebie trzymając się za ręce. Spotkaliśmy się na mszy w św. Józefie w Gdańsku, gdzie dawali świadectwo i kwestowali na utrzymanie wspólnoty. Od tych chłopaków bije światło. Miałem ściśnięte gardło gdy swoją historię opowiadał Peter ze Słowacji. Po mszy podszedłęm do niego i poprosiłem o błogosławieństwo.
- Jestem tylko narkomanem - odparł z zakłopotaniem robiąc mi kcuikiem na czole znak krzyża.
Dziennik nieregularny z pieszej pielgrzymki, która rozpoczęła się 3 lipca 2011 roku w Jerozolimie, osiągnęła Asyż 27 października i trwa nadal... Mapa drogi dostępna na stronie www.idzieczlowiek.pl
niedziela, 26 czerwca 2011
Pociąg
Piszę z pociągu Gdańsk - Poznań. Jadę do Mamy. Jutro urodziny taty i msza w poznańskim kościele św. Jakuba w intencji jego duszy. Mama obchodziła przedwczoraj 70-e urodziny a babcia w sierpniu będzie obchodziła 90-e. Jakie rocznice! Babcia trzymała mnie do chrztu, a imię Roman otrzymałem od dziadka - Franciszka. Odwdzięczę im się chociaż tak - modląc się za nich w drodzę.
Spakowałem się do starego plecaka, który kiedyś przywiozłem z Nepalu. Himalaiści zchodząc z gór mieli zwyczaj zostawiać część sprzętu w Kathmandu - trafiał potem do sklepików, gdzie można było kupić plecaki, kurtki, czekany, oczywiście ostro się targując. Były to czasy gdy zajmowałem się przemytem złota do Indii - czasem samolotami, czasem drogami lądowymi przez Bangladesz, Pakistan albo Nepal. Wtedy nie znałem Boga, choć wędrując po Azji spotykałem wiele bóstw. A teraz moim podstawowym wyposażeniem na drogę jest Pismo Święte, "Dzienniczek" św. Faustyny i kilka drobiazgów. Dziwnie lekki jest ten plecak jak na czteromiesięczną wyprawę.
Spakowałem się do starego plecaka, który kiedyś przywiozłem z Nepalu. Himalaiści zchodząc z gór mieli zwyczaj zostawiać część sprzętu w Kathmandu - trafiał potem do sklepików, gdzie można było kupić plecaki, kurtki, czekany, oczywiście ostro się targując. Były to czasy gdy zajmowałem się przemytem złota do Indii - czasem samolotami, czasem drogami lądowymi przez Bangladesz, Pakistan albo Nepal. Wtedy nie znałem Boga, choć wędrując po Azji spotykałem wiele bóstw. A teraz moim podstawowym wyposażeniem na drogę jest Pismo Święte, "Dzienniczek" św. Faustyny i kilka drobiazgów. Dziwnie lekki jest ten plecak jak na czteromiesięczną wyprawę.
Projekt
Za trzy dni wylatuję do Tel-Avivu, stamtąd stopem do Jerozolimy, a potem już pieszo: Betlejem, Qumran, Jerycho i dalej na północ przez Terytorium Palestyńskie - Samarię - Góra Błogosławieństw, Nazaret, Jezioro Galilejskie, Karmel, Hajfa. Dalej się zobaczy. Nie wiem co przyniesie jutro, gdzie przyjdzie zatrzymać się na noc. Mam list po arabsku od imama meczetu w Gdańsku. Mówi, że każdy meczet powinien mnie przyjąć na noc jako pielgrzyma pokoju. Ale pewnie tak samo jak w Polsce - różni są duchowni - nie każdy musi zaufać zakurzonemu włóczędze z plecakiem.
Wojtek 13 lipca rozpocznie drogę z Fatimy a Dominik 29 lipca z Moskwy
Wszystko zaczęło się 29 września 2010. Dzień Trzech Archaniołów. Wtedy pojawił się pomysł na potrójną drogę do wspólnego celu. Odtąd Wojtkiem zaopiekował się Archanioł Michał, Dominikiem - Rafał, a mną - Gabriel.
Kiedyś zajmowałem się zarządzaniem projektami. Powierzano mi złożone przedsięwzięcia, uczyłem banki jak skuteczniej osiągać cele. I teraz gdy patrzę na naszą pielgrzymkę jak na projekt, który z fazy planowania przechodzi właśnie w realizację - widzę że metodyki zarządzania projektem było tu niewiele. Brak budżetu (jakoś kasa sama się znajdowała), brak harmonogramu (co najwyżej główne punkty), żadnej sieci zadań z przypisaniem osób, scenariuszy "what-if" czy analizy ryzyka. A jednak wszystko się układa. Zadziwia nas, że bilety, wyposażenie, poligrafia, organizacja spotkań - wszystko znajduje darczyńców. Darmo dostajemy, więc darmo dawać trzeba. Chociaż ryzyko braliśmy pod uwagę. Jeśli któryś z nas trzech sie opóźni w drodze i nie zdąży na 27 października do Asyżu - wędruje dalej, aż dojdzie.
Kupiłem kartę tak-tak w T-mobile, bo ma chyba najtańszy roaming w Izraelu i Turcji. Gdy wklepałem kod doładowujący z karty-zdrapki, miły głos z automatu oznajmił, że karta b dzie działał do dnia 27 października, a potem trzeba ją doładować. Skąd automat wiedział, że pielgrzymka kończy się właśnie tego dnia naszym wejściem do Asyżu? OK. Może to zwykły przypadek.
Wojtek 13 lipca rozpocznie drogę z Fatimy a Dominik 29 lipca z Moskwy
Wszystko zaczęło się 29 września 2010. Dzień Trzech Archaniołów. Wtedy pojawił się pomysł na potrójną drogę do wspólnego celu. Odtąd Wojtkiem zaopiekował się Archanioł Michał, Dominikiem - Rafał, a mną - Gabriel.
Kiedyś zajmowałem się zarządzaniem projektami. Powierzano mi złożone przedsięwzięcia, uczyłem banki jak skuteczniej osiągać cele. I teraz gdy patrzę na naszą pielgrzymkę jak na projekt, który z fazy planowania przechodzi właśnie w realizację - widzę że metodyki zarządzania projektem było tu niewiele. Brak budżetu (jakoś kasa sama się znajdowała), brak harmonogramu (co najwyżej główne punkty), żadnej sieci zadań z przypisaniem osób, scenariuszy "what-if" czy analizy ryzyka. A jednak wszystko się układa. Zadziwia nas, że bilety, wyposażenie, poligrafia, organizacja spotkań - wszystko znajduje darczyńców. Darmo dostajemy, więc darmo dawać trzeba. Chociaż ryzyko braliśmy pod uwagę. Jeśli któryś z nas trzech sie opóźni w drodze i nie zdąży na 27 października do Asyżu - wędruje dalej, aż dojdzie.
Kupiłem kartę tak-tak w T-mobile, bo ma chyba najtańszy roaming w Izraelu i Turcji. Gdy wklepałem kod doładowujący z karty-zdrapki, miły głos z automatu oznajmił, że karta b dzie działał do dnia 27 października, a potem trzeba ją doładować. Skąd automat wiedział, że pielgrzymka kończy się właśnie tego dnia naszym wejściem do Asyżu? OK. Może to zwykły przypadek.
sobota, 21 maja 2011
oczekiwanie
Nigdy nie przypuszczałem, że spotkam kogoś takiego. Przyjaciela Jana Pawła II, Lecha Wałęsy, prezydentów USA, jedną z największych postaci współczesnego Izraela.
Rozmawialiśmy około godziny. Na temat cywilizacji miłości Jana Pawła II i szans na pokój tam...
Gdy zadałem mu pytanie, czy uznaje prymat miłosierdzia (przebaczenia) nad sprawiedliwością (karą) jako warunek pojednania między luźmi i między narodami - zamyślił się i odparł:
"Mam z tym problem".
Podczas okupacji stracił większą część rodziny, sam ukrywał sie 8 miesięcy w małej wnęce za szafą. Że nie zwariował...
Nie wie czy jest wierzący. Bo Bóg mu ciągle nie odpowiedział na pytanie gdzie był ze swoja miłością w czasach Auschwitz.
Do dziś krzyczy na Boga. I nie potrafi Mu przebaczyć.
Mówi, że cały czas czeka na odpowiedź.
Rozmawialiśmy około godziny. Na temat cywilizacji miłości Jana Pawła II i szans na pokój tam...
Gdy zadałem mu pytanie, czy uznaje prymat miłosierdzia (przebaczenia) nad sprawiedliwością (karą) jako warunek pojednania między luźmi i między narodami - zamyślił się i odparł:
"Mam z tym problem".
Podczas okupacji stracił większą część rodziny, sam ukrywał sie 8 miesięcy w małej wnęce za szafą. Że nie zwariował...
Nie wie czy jest wierzący. Bo Bóg mu ciągle nie odpowiedział na pytanie gdzie był ze swoja miłością w czasach Auschwitz.
Do dziś krzyczy na Boga. I nie potrafi Mu przebaczyć.
Mówi, że cały czas czeka na odpowiedź.
piątek, 6 maja 2011
pielgrzymka
Człowiek jest istotą pielgrzymującą, a jego życie przypomina pielgrzymkę. Początek pielgrzymki to moment narodzin, a końcem drogi jest śmierć jako początek prawdziwego życia. Znaczy to, że człowiek wędruje – a wędruje dzięki jakiejś nadziei, która podtrzymuje go w tej wędrówce. Człowiek przypomina zatem biblijnego Abrahama, który porzucił swój dom i wyruszył w nieznany świat, aby szukać swojej ziemi obiecanej. Do wyruszenia w drogę wezwała go nadzieja, która potem kierowała jego krokami w nieznane. Człowiek bez nadziei byłby więźniem miejsca i czasu, dlatego nadzieja przynosi wyzwolenie. Nadzieja, jeśli pójść za nią, wyzwala wyobraźnię, wyzwala umysł i serce, a potem zrywa kajdany, którymi są ludzkie lęki i przywiązania. Pielgrzym to człowiek wyzwolenia, obdarzony wiarą w przyszłość.
Nadzieja nigdy jednak nie jest pewnością, dlatego pielgrzym cały czas odczuwa niepokój. Losem pielgrzyma jest więc niesienie krzyża niepewności ale towarzysząca mu nadzieja sprawia, że krzyż, który niesie, jest krzyżem pełnym sensu. Sens krzyża jest sensem pielgrzymownia. Wiara w ten sens daje pielgrzymowi siłę i pozwala pokonywać trudy i przeciwności pojawiające podczas drogi. A kresem drogi pielgrzyma jest horyzont, miejsce gdzie ziemia spotyka się z niebem.
Nadzieja nigdy jednak nie jest pewnością, dlatego pielgrzym cały czas odczuwa niepokój. Losem pielgrzyma jest więc niesienie krzyża niepewności ale towarzysząca mu nadzieja sprawia, że krzyż, który niesie, jest krzyżem pełnym sensu. Sens krzyża jest sensem pielgrzymownia. Wiara w ten sens daje pielgrzymowi siłę i pozwala pokonywać trudy i przeciwności pojawiające podczas drogi. A kresem drogi pielgrzyma jest horyzont, miejsce gdzie ziemia spotyka się z niebem.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)