To był wyjątkowo piękny, jesienny dzień. Szliśmy w milczeniu, czerwone buki drżąc szumiały nad nami pieśń, której słów, zawstydzeni, nie rozumieliśmy.
Biała cerkiew dziwnie zajaśniala pośrodku pustej, zielonej doliny gdy schodziliśmy w dół z Łopiennika.
Była otwarta. Modliliśmy się chwilę w ciszy surowych kamiennych ścian. Udzielił nam się pokój tego miejsca i jakaś siła, która wzywala teraz do działania.
Leśniczy mieszkał o godzinę drogi w stronę Terki. Maria znała jego żonę, tydzień temu była na jej pogrzebie.
Do drzwi leśniczówki zapukaliśmy przed zmrokiem. Otworzył obojętny, z kilkudniowym zarostem. Na czas przygotowania herbaty zostawił nas przy stole zawalonym papierami i zimnym niedokończonym obiadem.
Przebiegłem wzrokiem po książkach w biblioteczce. Gdzieś blisko musiała być odpowiedź na pytanie po co tu przyszliśmy. Same pozycje o lesie, drzewach, albumy przyrodnicze.
Poczułem że wystarczy wyciągnąć rękę. Nie wybierając sięgnąłem po książkę bez tytułu na grzbiecie.
"Buk zwyczajny".
Otworzyłem na przypadkowej stronie i przeczytałem na głos gdy akurat wchodził z herbatą.
- W ekosystemach bukowych kryzys jest zjawiskiem naturalnym.
Wtedy po raz pierwszy się uśmiechnął.
Dziennik nieregularny z pieszej pielgrzymki, która rozpoczęła się 3 lipca 2011 roku w Jerozolimie, osiągnęła Asyż 27 października i trwa nadal... Mapa drogi dostępna na stronie www.idzieczlowiek.pl
piątek, 17 października 2014
czwartek, 16 października 2014
rano
cisza jest szumem krwi w bębenkach
a moja modlitwa jest na miarę moich pragnień
tylko zmęczenie, niepewność i tęsknota są prawdziwe
jak chłop na rowerze co wjeżdża rano w mgłę
miłość jest wyruszeniem w drogę
nie wiem o niej nic
poniedziałek, 6 października 2014
Ikona
Spotkania polskich i ukraińskich ikonografów w Rajskim Gościńcu mają już swoją historię. Dwa lata temu, podczas jednego z takich plenerów, organizowanych co roku przez Stowarszyszenie „Rajska Dolina”, Serhij Chyhryk, ikonograf z Drohobycza, poruszony opowieścią o wojennych i powojennych cierpieniach mieszkańców Bieszczad, zaproponował wspólne napisanie nowej ikony. Autorami mieli być Polacy i Ukraińcy, a temat ikony miał nawiązywać do trudnej idei pojednania. Stowarzyszenie podjęło pomysł, zdobywając środki na ten cel ze Szwajcarsko–Polskiego Programu Współpracy. Tak powstał projekt „Ikona Matki Bożej Miłości i Pojednania”, który niedawno znalazł finał podczas uroczystego poświęcenia ikony na XV odpuście w cerkwi w Łopience.
„Święta geometria”
Projektując ikonę zastosowano obecne w ikonografii zasady „świętej geometrii”, która wyraża doskonały, Boski plan stworzenia. Kompozycja ikony jest prawie idealnie symetryczna i opiera się na kole, które symbolizuje obieg dnia i nocy (nawiązanie do wschodu i zachodu jako początku i końca dnia i dwóch kierunków geograficznych).
Centralną postacią jest Matka Boża typu „pokrowa” (orędowniczka, pośredniczka i opiekunka ludzkości) która szalem opieki okrywa ziemię, wznosząc jednocześnie ręce do modlitwy.
Uskrzydlone błękitne koła na czubkach palców Maryi to perestoły – wypełnione oczami koła serafinów z Księgi Ezechiela - symbolizują modlitwę do majestatu tronu Bożego.
Łuk w odcieniach błękitu z wpisanymi gwiazdami zwieńczony jest mandylionem – obliczem Zbawiciela odbitym na białej chuście, której pasy nawiązują do starotestamentowego stroju kapłańskiego. Na jasnym tle chusty niemal idealnie symetrycznie po oby stronach głowy rozłożone są kosmyki długich włosów i brody Chrystusa. Wokół głowy świeci złotem kolisty nimb krzyżowy, atrybut ikonograficzny przysługujący jedynie Zbawicielowi, przypominający o jego śmierci na krzyżu. W trzy ramiona krzyża wpisane są greckie litery omega, omikron i ni, oznaczające hebrajskie JHWH - "Jestem Który Jestem" - imię Boga. Aniołowie adorujący Boskie Oblicze niosą w dłoniach kuliste sfery - w jedną wpisane są greckie litery IC, w drugą: XC. Dopiero połączenie tworzy pełen skrót imienia - tetragram IC XC (z staro-cerkiewno-słowiańskiego Iisus Christos).
Chrystus spoglądając z góry słucha modlitw zanoszonych do niego przez pośrednictwo Matki Bożej i aniołów. Jego oblicze jest poważne, zamyślone, ale przede wszystkim wypełnione nieskończonym miłosierdziem. Zrównoważona kompozycja ikony, w której wyciągnięte ręce Matki Bożej przypominają wagę, na szalach której unoszą się aniołowie, sugeruje, że świat podporządkowany doskonałemu, Boskiemu porządkowi, jest trudny do zrozumienia przez umysł człowieka i że każde pragnienie i działanie człowieka powinno być podporządkowane woli Stwórcy, której główną zasadą jest miłość. Tylko taka droga prowadzi do zbawienia. Zejście z tej drogi oznacza zwrócenie się do ciemności, chaosu i zła.
Złoto wypełniające ikonę symbolizuję chwałę Bożego majestatu, błękity to kolor nieba.
Ikona została wykonana na desce lipowej, w tradycyjnej technice farby temperowej (farba na bazie żółtka jaja kurzego), tylko do niektórych elementów wykorzystano farby akrylowe. Złocenia nimbów i tła wykonano z użyciem prawdziwego złota.
Święci Wschodu i Zachodu
Poniżej głównej ikony kompozycji umieszczono rząd siedmiu ikon portretowych przedstawiających świętych wschodniego i zachodniego chrześcijaństwa. Pracę nad ikonami portretowymi podzielono w taki sposób, że ikony świętych Zachodu pisali Ukraińcy, a świętych Wschodu – Polacy.
Ikonę świętej Olgi (babki św. Włodzimierza Kijowskiego, który dokonał chrztu Rusi Kijowskiej) napisała w 2013 roku Karolina Dąbrowska z Gdańska i podarowała dwóm pielgrzymom, którzy oddali ją do poświęcenia w prawosławnej cerkwi św. Olgi w Łodzi i przenieśli w plecaku w pieszej pielgrzymce pokoju z Polski do Kijowa, gdzie znajduje się grób świętej. Ikona nosi na sobie zadrapania - znak trudów tamtej drogi – ale wspólną decyzją polskich i ukraińskich ikonografów postanowiono nie poddawać jej renowacji.
Ikonę świętego Mikołaja Cudotwórcy wykonała Bożena Mastek z Krakowa. Święty w stroju biskupa, na jasnym ochrowym tle, trzyma w ręku Księgę. Święty Mikołaj jest czczony powszechnie zarówno przez chrześcijan Wschodu jak i Zachodu. Jego ikona zajmuje miejsce pośrodku kompozycji – jako patron pojednania Wschodu i Zachodu otrzymał dwa podpisy: po łacinie i po ukraińsku.
Święta Paraskewa, wczesnochrześcijańska męczennica, jest patronką wielu cerkwi w Karpatach. Tłem jej ikony jest czerwień, kolor krwi, który w ikonografii symbolizuje także miłość. Imię Paraskewy nosi m. in. odbudowana po wojnie z ruin cerkiew w Łopience i barbarzyńsko wysadzona w 1980 roku cerkiew w Rajskim. Świątynia szczęśliwie przetrwała wojnę i lata powojenne lecz niestety z czasem popadła w ruinę i gdy mieszkańcy Rajskiego wspólnie z lokalnym księdzem grekokatolickim starali się zaadaptować ją na kościół rzymskokatolicki, Urząd Bezpieczeństwa na polecenie władz partyjnych wysadził świątynię w powietrze 24 marca 1980 roku. Ikonę św. Paraskewy wykonał Roman Zięba.
Świety Serafin z Sarowa na jasnozielonym tle to jedyna w kompozycji ikona o rosyjskim, prawosławnym rodowodzie. Z uwagi na toczący się konflikt na wschodniej Ukrainie dodanie tej ikony poprzedziła dyskusja. Zdecydowano jednak, że święty Serafin pozostanie. Ikonę wykonał Michał Płoski, ikonograf mieszkający w okolicach Kielc.
Ikonę św. Franciszka wykonał Bohdan Turetskyj, ikonograf z dużym doświadczeniem mieszkający we Lwowie. Bohdan pisze ikony i rozpisuje cerkwie (m in. W Kanadzie i USA) od ponad dwudziestu lat. W ikonie zwraca uwagę świetny warsztat artysty, delikatność tonalnych przejść w rozświetleniach szat oraz twarzy i doskonałe zrównoważenie kolorów. Do tła Bohdan wybrał ascetyczną, lekko złamaną biel.
Święta Faustyna Kowalska to znana dziś na całym niemal świecie apostołka Bożego miłosierdzia. Wybrano ją do kompozycji spośród wielu świętych Zachodu właśnie z uwagi na jej orędzie miłosierdzia, które jest dziś tak ważne i potrzebne targanemu konfliktami światu. Ikonę polskiej świętej wykonał Orest Hnativ ze Lwowa.
Wśród wybranych świętych nie mogło zabraknąć ikony św. Jana Pawła II. Wykonała ją Karolina Dąbrowska (także jej autorstwa ikona św. Olgi została wykonana rok wcześniej). Wielkim niespełnionym marzeniem papieża – Polaka było pojednać chrześcijański Wschód i Zachód. To marzenie nadal pozostaje niezrealizowane.
W dniu świętej Faustyny
Ikona „Matka Boża Miłoości i Pojednania” została uroczyście poświęcona 5 października, we wspomnienien św. Faustyny, w obecności licznych wiernych, podczas odpustu w cerkwi w Łopience. Poświęcenia dokonało dwóch kapłąnów: ksiądz greckokatolicki, Miron Michalczyszyn i ksiądz rzymskokatolicki- Rafał Szykuła. Jeden odczytał po ukraińsku Psalm 50, drugi po polsku Psalm 104.
Po poświęceniu ikony obaj kapłani wspólnie odprawili mszę świętą, łącząc w liturgii język polski i język ukraiński. Po mszy odbyła się procesja Eucharystyczna wokół cerkwi, a uroczystość zakończyła wspólna koronka do Bożego miłosierdzia, którą wspólnota wiernych odmawiała na przemian po polsku i po ukraińsku.
Wspólną decyzją ikonografów i Stowarzyszenia „Rajska Dolina” ikona „Matka Boża Miłości i Pojednania” została prezekazana jako dar dla odbudowywanej cerkwi pod wezwaniem Zaśnięcia Najświętszej Maryi Panny w Baligrodzie.
Cisza ikony
„Ikona to widzialny znak niewidzialnego” – pisał w VIII wieku św. Jan Damasceński – i wymowny głos ciszy. Bo ikona pisana jest w ciszy i tylko w ciszy pozwala się czytać. Właśnie ciszę bieszczadzkiej doliny wybrali uczestnicy Międzynarodowego Pleneru Ikonograficznego w Rajskiem żeby zakończyć pracę nad ikoną, której pierwszy szkic powstał dwa lata wcześniej.
Cisza ikony zaprasza do wyruszenia w drogę, ale na ten trudny szlak wstępują tylko wybrani. Drogowskazami nie są tu proste potwierdzenia i zmysłowe zachwyty. Droga ikony jest wąska i prowadzi stromo pod górę – jak droga miłości i przebaczenia, ale w zamian ofiaruje odważnemu wędrowcy nagrodę najcenniejszą – widok ze szczytu, nieporównywalny z niczym innym.
Ikony nie pisze sam człowiek. Malarz oddaję rękę Duchowi Bożemu, to On jest prawdziwym autorem. Tak samo przebaczenie nie jest dziełem samego człowieka. Potrzeba jeszcze tchnienia Bożej obecności, bo to Bóg przebacza przez nas tym, którzy zadali nam krzywdę i Bóg pozwala znowu wrócić do życia w miłości i pojednaniu.
środa, 24 września 2014
znak
Kto wędrując przez Bieszczady zstąpił kiedyś przypadkiem w ciszę
opustoszałej, porośniętej chaszczami doliny, mógł w zdumieniu zobaczyć
i usłyszeć jej dawne życie.
Z mieszkańców pozostały już tylko najwierniejsze jabłonie –
przygarbione starowinki przycupnięte przy resztkach kamiennych
fundamentów, kruszonych cierpliwie przez deszcz, wiatr i bujną trawę.
I tylko biała cerkiew pośrodku doliny, jak zabłąkany gołąb usiadła
na zakolu rzeki i patrzy jak pochylone smugi dymu znów leniwie ciągną
w niebo z krytych strzechą chałup, kobiety w kwiecistych chustach
spieszą do świątyni na bogosławienije, dzwoneczki śmiechu bosej
dziatwy biegną za stadem gęsi, a stłumiony gong kowalskiego
młota miarowo odmierza czas co płynie tu spokojnie, nieśpiesznie.
Wojna rozerwałą na strzępy ciszę tego zakątka, zadając głębokie rany
ludziom i rzucając długi cień bólu i nieprzebaczenia. Z tętniącej
życiem wioski pozostała tylko biała cerkiew – podniesiona po wojnie z ruin przez
dobrych ludzi. Cudownym zrządzeniem kamienne mury przechowały starą
ikonę, która od wieków była największym skarbem mieszkańców doliny.
Niezwykłej urody święty wizerunek Matki Bożej Pięknej Miłości na
surowej ścianie cerkwi pozostał milczącym znakiem życia, które
zwyciężyło śmierć i miłości, która pokonała nienawiść.
„Ikona to widzialny znak niewidzialnego” – pisał w VIII wieku św. Jan
Damasceński – i wymowny głos ciszy. Bo ikona pisana jest w ciszy i
tylko w ciszy pozwala się czytać.
Ciszę bieszczadzkiej doliny wybrało czworo Polaków i czworo Ukraińców
żeby razem pisać nową ikonę. Nazwali ją „Miłość i Pojednanie”. Dwa
anioły pochylają się z oddaniem nad Matką Bożą, która wznosząc ręce do
modlitwy przykrywa świat całunem macierzyńskiej opieki. Ten typ ikony
to „pokrowa”, dobrze znany i powszechnie czczony od wieków w
Karpatach. Poniżej głównego motywu – rząd siedmiu ikon portretowych
świętych Wschodu i Zachodu. Wybrano tych, którzy życiem świadczyli o
jednym Kościele, niepodzielnej Ewangelii i o nowym przykazaniu
Chrystusa – przykazaniu miłości. Centralne miejsce zajmie święty
Mikołaj – patron pojednania Wschodu i Zachodu. Po jego prawej ręce –
święty Serafin z Sarowa, a po lewej – święty Franciszek z Asyżu. Obok
Serafina – św. Olga, przy Franciszku – św. Faustyna Kowalska. Rząd
ikon zamknie św. Paraskewa, męczennica i św. Jan Paweł II, którego
wielkim niespełnionym pragnieniem było pojednać chrześcijański Wschód
i Zachód.
Cisza ikony zaprasza do wyruszenia w drogę, ale na ten trudny szlak
wstępują tylko wybrani. Drogowskazami nie są tu proste potwierdzenia i
zmysłowe zachwyty. Droga ikony jest wąska i prowadzi stromo pod górę –
jak droga miłości i przebaczenia, ale w zamian ofiaruje odważnemu
wędrowcy nagrodę najcenniejszą – widok ze szczytu, nieporównywalny z
niczym innym.
Ikony nie pisze sam człowiek. Malarz w modlitwie oddaję rękę Duchowi Bożemu, to On jest
prawdziwym autorem. Tak samo przebaczenie nie jest dziełem samego
człowieka. Żeby przebaczyć potrzeba jeszcze tchnienia Bożej obecności, bo to Bóg
przebacza przez nas tym, którzy zadali nam krzywdę i Bóg pozwala znowu
wrócić do życia w miłości i pojednaniu.
opustoszałej, porośniętej chaszczami doliny, mógł w zdumieniu zobaczyć
i usłyszeć jej dawne życie.
Z mieszkańców pozostały już tylko najwierniejsze jabłonie –
przygarbione starowinki przycupnięte przy resztkach kamiennych
fundamentów, kruszonych cierpliwie przez deszcz, wiatr i bujną trawę.
I tylko biała cerkiew pośrodku doliny, jak zabłąkany gołąb usiadła
na zakolu rzeki i patrzy jak pochylone smugi dymu znów leniwie ciągną
w niebo z krytych strzechą chałup, kobiety w kwiecistych chustach
spieszą do świątyni na bogosławienije, dzwoneczki śmiechu bosej
dziatwy biegną za stadem gęsi, a stłumiony gong kowalskiego
młota miarowo odmierza czas co płynie tu spokojnie, nieśpiesznie.
Wojna rozerwałą na strzępy ciszę tego zakątka, zadając głębokie rany
ludziom i rzucając długi cień bólu i nieprzebaczenia. Z tętniącej
życiem wioski pozostała tylko biała cerkiew – podniesiona po wojnie z ruin przez
dobrych ludzi. Cudownym zrządzeniem kamienne mury przechowały starą
ikonę, która od wieków była największym skarbem mieszkańców doliny.
Niezwykłej urody święty wizerunek Matki Bożej Pięknej Miłości na
surowej ścianie cerkwi pozostał milczącym znakiem życia, które
zwyciężyło śmierć i miłości, która pokonała nienawiść.
„Ikona to widzialny znak niewidzialnego” – pisał w VIII wieku św. Jan
Damasceński – i wymowny głos ciszy. Bo ikona pisana jest w ciszy i
tylko w ciszy pozwala się czytać.
Ciszę bieszczadzkiej doliny wybrało czworo Polaków i czworo Ukraińców
żeby razem pisać nową ikonę. Nazwali ją „Miłość i Pojednanie”. Dwa
anioły pochylają się z oddaniem nad Matką Bożą, która wznosząc ręce do
modlitwy przykrywa świat całunem macierzyńskiej opieki. Ten typ ikony
to „pokrowa”, dobrze znany i powszechnie czczony od wieków w
Karpatach. Poniżej głównego motywu – rząd siedmiu ikon portretowych
świętych Wschodu i Zachodu. Wybrano tych, którzy życiem świadczyli o
jednym Kościele, niepodzielnej Ewangelii i o nowym przykazaniu
Chrystusa – przykazaniu miłości. Centralne miejsce zajmie święty
Mikołaj – patron pojednania Wschodu i Zachodu. Po jego prawej ręce –
święty Serafin z Sarowa, a po lewej – święty Franciszek z Asyżu. Obok
Serafina – św. Olga, przy Franciszku – św. Faustyna Kowalska. Rząd
ikon zamknie św. Paraskewa, męczennica i św. Jan Paweł II, którego
wielkim niespełnionym pragnieniem było pojednać chrześcijański Wschód
i Zachód.
Cisza ikony zaprasza do wyruszenia w drogę, ale na ten trudny szlak
wstępują tylko wybrani. Drogowskazami nie są tu proste potwierdzenia i
zmysłowe zachwyty. Droga ikony jest wąska i prowadzi stromo pod górę –
jak droga miłości i przebaczenia, ale w zamian ofiaruje odważnemu
wędrowcy nagrodę najcenniejszą – widok ze szczytu, nieporównywalny z
niczym innym.
Ikony nie pisze sam człowiek. Malarz w modlitwie oddaję rękę Duchowi Bożemu, to On jest
prawdziwym autorem. Tak samo przebaczenie nie jest dziełem samego
człowieka. Żeby przebaczyć potrzeba jeszcze tchnienia Bożej obecności, bo to Bóg
przebacza przez nas tym, którzy zadali nam krzywdę i Bóg pozwala znowu
wrócić do życia w miłości i pojednaniu.
piątek, 29 sierpnia 2014
rownowaga
Więzienie Elmley to wielki klaster trzech zakładów karnych w hrabstwie Kent, na wschód od Londynu, razem 2300 osadzonych. O 14.00 jest spotkanie z więźniami. Paul zaprosił ich na spotkanie z pielgrzymem. Mam opowiedzieć o mojej pielgrzymce z Irlandii. Jest ze mną Wojtek, kapelan londyńskiego portu, który dał mi nocleg w Londynie. Znają się z Paulem od lat, razem niosą Ewangelię - Wojtek marynarzom, Paul więźniom. Wojtek narysował nawet ulotkę z zaproszeniem na spotkanie, ktorą Paul rozniósł kilka dni temu po celach. Nie wiemy jak zareagują. Czy będą zainteresowani? Ilu przyjdzie?
Telefony zostawiamy w samochodzie, znamy procedury. Wielkość gmachu robi wrażenie. Mamy z Wojtkiem przepustki, przez szereg śluz prowadzi nas ciemnoskóry kapelan anglikański w koloratce. Korytarzami które są jak gigantyczny labirynt przechodzimy w końcu do biura Paula, który pracuje tu od lat jako katolicki kapelan. Jego ojciec urodził się w Tczewie i wyemigrował do Anglii jeszcze przed wojną. Paul uważa się za Polaka choć nie potrafi mówić po polsku. W rozmowie Wojtek omyłkowo używa słowa "cloister" (klasztor) zamiast "cluster", co wywołuje chwilowo nasze rozbawienie, ale to miejsce nie nastraja do żartów. Elmley jest jak zamknięte miasto otoczone niekończącym się wysokim szarym murem. Dla mnie, pielgrzyma, wolność dalekiego horyzontu zderza się tu wyjątkowo brutalnie z ciasnotą betonowych spacerniaków.
Na spotkanie przychodzi 12 osadzonych Polaków. Wojtek zorganizował to spotkanie, robi więc krótkie wprowadzenie.
Opowiadam krótko swoją historię i mówię o naszej drodze, o Wojtku i Grzesiu, którzy swoją pielgrzymkę też zaczynali w więzieniu. Chcę szybko skończyć żeby mogli zadawać pytania. Początek jest trudny, ale gdy mówię szczerze o swoim kiedyś "bezpiecznym" życiu, upadku i pobycie w areszcie - słuchają uważnie. Moja droga to dla nich szok wolności... nieskończona przestrzeń kolejnych państw, codziennie inne miejsce, nowi ludzie. Oni mają tu spacer po betonowym kwadracie raz w tygodniu. Wiedzą że nie są tu bez powodu, ale mówimy też o tym, że pobyt tutaj można dobrze wykorzystać. Wiem od Paula, ze kilku z nich się modli. Jeden mówi, że dopiero tutaj przeczytał całą biblię. Przypomina mi się gra słów klaster - klasztor. Czujemy ze to ważny czas dla nich i dla mnie. Padają trudne pytania. O to, czym naprawdę jest wolność. Mówią o tęsknocie za bliskimi. Dochodzimy do tego na czym w życiu polega ta prawdziwa pielgrzymka, ale nie padają żadne wzniosłe słowa. Rozmowa trwa dwie godziny. Chcielibyśmy dłużej, ale tylko na tyle pozwalają procedury. Na koniec piszą na kartkach swoje intencje. Młody wytatuowany chłopak pyta co to takiego ta intencja. Tłumaczę, że to takie prawdziwe, szczere pragnienie serca.
Żegnamy się szczerym usciskiem dłoni. W oczach widzę wdzięczność. Nie wiem kto komu dał ważniejsze świadectwo.
Po spotkaniu rozmawiamy chwilę we trzech z Wojtkiem i Paulem. Paul mówi, że trafiają tu bardzo różni ludzie. Czasem wystarczy jedną zła decyzja, zboczenie z właściwej drogi albo chwila nieuwagi po alkoholu. I ze teraz wie, że wielu z "tych porządnych ludzi tam na wolności" żyje w straszniejszym więzieniu niż chlopaki w Elmley.
Po więzieniu jedziemy do portowego Sheerness na mój nocleg przy kościele, gdzie Paul sprawuje posługę stałego diakona. Świątynia stoi 80 metrów od morza. Patrzę na żagle przesuwające się wolno na horyzoncie... przed chwilą ciasne zamknięcie a teraz znów otwarcie na bezkres.
Kościół w Sheerness ufundował pod koniec XIX wieku Henry, manager portu, protestant. Widział kiedyś setkę klęczących w deszczu młodych żołnierzy - irlandzkich katolików, którzy nie mogli pomieścić się w ciasnej kaplicy św. Patryka. Poruszony ich widokiem poświęcił się budowie świątyni w czasach gdy prawa katolików były mocno ograniczone.
Kamienny kościół ma bardzo ładną sylwetkę i góruje nad plażą. Od dawna chciałem zobaczyć miejsce, gdzie wisi w bocznym ołtarzu wykonana przeze mnie rok temu ikona Matki Boskiej Czestochowskiej.
Czy pisząc kiedyś tą ikonę w zaciszu mojej pracowni w Sakowie na zamówienie pewnej pani z Podkarpacia, mogłem się spodziewać, ze rok później będę klęczal przed nią dziękując za prowadzenie w drodze przez Wielką Brytanię?

Kościół od morza oddziela betonowy wał - pływy są tu bardzo silne, różnica poziomów morza może sięgać 6 metrów. Kiedyś silny odpływ spowodował niezwykły wypadek statku. W 1944 roku angielski transportowiec klasy "Liberty" z 7 tysiącami ton amunicji i materiałów wybuchowych dla inwazji Normandii osiadł na skałach i przełamawszy się na pół zatonął. Wydobyto z niego tylko małą część ładunku. Po wojnie próbowano coś zrobić z niebezpiecznym wrakiem, ale okazało się to zbyt trudne i kosztowne. Przez lata nikt nie chciał się podjąć wydobycia śmiercionośnego ładunku, więc do dziś rdzewieje pod wodą niczym wielka tykajaca bomba. Gdyby doszło do eksplozji, siła uderzeniowa mogłaby zniszczyć całą okolicę zabijając tysiące ludzi, a podniesiona eksplozją fala poczyniłaby trudne do oszacowania straty. Technika okazuje się bezradna, ryzyko pozostawienia wraku i ryzyko wydobycia ładunku są niemożliwe do oszacowania. Władze ograniczyły się do corocznej kontroli wraku. W 2012 nastąpiło gwałtowne pogorszenie jego stanu. Przez rdzewiejące burty może w każdej chwili wypaść smiercionosny ładunek.
Oglądam miejsce zatonięcia wraku lornetką z gabinetu księdza. 500 metrów stąd, naprzeciwko kościoła starczą przechylone końcówki trzech masztów.
Ktoś ponoć kiedyś rzucił półżartem, że dobrze że to się stało naprzeciw katolickiego kościoła - wiara w opiekę Opatrzności bardzo jest potrzebna całej okolicy. Przypominam sobie, że prawy ołtarz kościoła poświęcony jest Bożemu Miłosierdziu. W centrum umieszczono obraz Jezusa Miłosiernego z wizji św. Siostry Faustyny, a poniżej zdjęcie świętej i słowa po polsku JEZU UFAM TOBIE.
Gdy zasypiam towarzyszy mi dziwne uczucie... skąd mam wiedzieć ze jutro się obudzę?
Nazajutrz jest niedziela. Dzien przerwy w drodze. Po mszy ksiądz zostawia mnie w domu samego i jedzie do posługi w innym kościele.
Widzę że ma sprzęt do obserwacji gwiazd. Gdy wraca pytam go czy gwiazdy coś mówią.
- Ruch odbywa się po okręgu - odpowiada - w doskonale wyważonym porządku. Gdy czasem obserwuję pierścienie Saturna widzę jaka delikatna równowaga rządzi wielkimi siłami w kosmosie i tą wielką przestrzenią. Zdumiewa mnie zawsze gdy pimyśle że ta nieskończona delikatność stworzyła świat i dała życie każdemu z nas. W środku tych kręgów jestem ja, milczący. Bo właśnie tutaj jest środek wszechświata.
Telefony zostawiamy w samochodzie, znamy procedury. Wielkość gmachu robi wrażenie. Mamy z Wojtkiem przepustki, przez szereg śluz prowadzi nas ciemnoskóry kapelan anglikański w koloratce. Korytarzami które są jak gigantyczny labirynt przechodzimy w końcu do biura Paula, który pracuje tu od lat jako katolicki kapelan. Jego ojciec urodził się w Tczewie i wyemigrował do Anglii jeszcze przed wojną. Paul uważa się za Polaka choć nie potrafi mówić po polsku. W rozmowie Wojtek omyłkowo używa słowa "cloister" (klasztor) zamiast "cluster", co wywołuje chwilowo nasze rozbawienie, ale to miejsce nie nastraja do żartów. Elmley jest jak zamknięte miasto otoczone niekończącym się wysokim szarym murem. Dla mnie, pielgrzyma, wolność dalekiego horyzontu zderza się tu wyjątkowo brutalnie z ciasnotą betonowych spacerniaków.
Na spotkanie przychodzi 12 osadzonych Polaków. Wojtek zorganizował to spotkanie, robi więc krótkie wprowadzenie.
Opowiadam krótko swoją historię i mówię o naszej drodze, o Wojtku i Grzesiu, którzy swoją pielgrzymkę też zaczynali w więzieniu. Chcę szybko skończyć żeby mogli zadawać pytania. Początek jest trudny, ale gdy mówię szczerze o swoim kiedyś "bezpiecznym" życiu, upadku i pobycie w areszcie - słuchają uważnie. Moja droga to dla nich szok wolności... nieskończona przestrzeń kolejnych państw, codziennie inne miejsce, nowi ludzie. Oni mają tu spacer po betonowym kwadracie raz w tygodniu. Wiedzą że nie są tu bez powodu, ale mówimy też o tym, że pobyt tutaj można dobrze wykorzystać. Wiem od Paula, ze kilku z nich się modli. Jeden mówi, że dopiero tutaj przeczytał całą biblię. Przypomina mi się gra słów klaster - klasztor. Czujemy ze to ważny czas dla nich i dla mnie. Padają trudne pytania. O to, czym naprawdę jest wolność. Mówią o tęsknocie za bliskimi. Dochodzimy do tego na czym w życiu polega ta prawdziwa pielgrzymka, ale nie padają żadne wzniosłe słowa. Rozmowa trwa dwie godziny. Chcielibyśmy dłużej, ale tylko na tyle pozwalają procedury. Na koniec piszą na kartkach swoje intencje. Młody wytatuowany chłopak pyta co to takiego ta intencja. Tłumaczę, że to takie prawdziwe, szczere pragnienie serca.
Żegnamy się szczerym usciskiem dłoni. W oczach widzę wdzięczność. Nie wiem kto komu dał ważniejsze świadectwo.
Po spotkaniu rozmawiamy chwilę we trzech z Wojtkiem i Paulem. Paul mówi, że trafiają tu bardzo różni ludzie. Czasem wystarczy jedną zła decyzja, zboczenie z właściwej drogi albo chwila nieuwagi po alkoholu. I ze teraz wie, że wielu z "tych porządnych ludzi tam na wolności" żyje w straszniejszym więzieniu niż chlopaki w Elmley.
Po więzieniu jedziemy do portowego Sheerness na mój nocleg przy kościele, gdzie Paul sprawuje posługę stałego diakona. Świątynia stoi 80 metrów od morza. Patrzę na żagle przesuwające się wolno na horyzoncie... przed chwilą ciasne zamknięcie a teraz znów otwarcie na bezkres.
Kościół w Sheerness ufundował pod koniec XIX wieku Henry, manager portu, protestant. Widział kiedyś setkę klęczących w deszczu młodych żołnierzy - irlandzkich katolików, którzy nie mogli pomieścić się w ciasnej kaplicy św. Patryka. Poruszony ich widokiem poświęcił się budowie świątyni w czasach gdy prawa katolików były mocno ograniczone.
Kamienny kościół ma bardzo ładną sylwetkę i góruje nad plażą. Od dawna chciałem zobaczyć miejsce, gdzie wisi w bocznym ołtarzu wykonana przeze mnie rok temu ikona Matki Boskiej Czestochowskiej.
Czy pisząc kiedyś tą ikonę w zaciszu mojej pracowni w Sakowie na zamówienie pewnej pani z Podkarpacia, mogłem się spodziewać, ze rok później będę klęczal przed nią dziękując za prowadzenie w drodze przez Wielką Brytanię?
Kościół od morza oddziela betonowy wał - pływy są tu bardzo silne, różnica poziomów morza może sięgać 6 metrów. Kiedyś silny odpływ spowodował niezwykły wypadek statku. W 1944 roku angielski transportowiec klasy "Liberty" z 7 tysiącami ton amunicji i materiałów wybuchowych dla inwazji Normandii osiadł na skałach i przełamawszy się na pół zatonął. Wydobyto z niego tylko małą część ładunku. Po wojnie próbowano coś zrobić z niebezpiecznym wrakiem, ale okazało się to zbyt trudne i kosztowne. Przez lata nikt nie chciał się podjąć wydobycia śmiercionośnego ładunku, więc do dziś rdzewieje pod wodą niczym wielka tykajaca bomba. Gdyby doszło do eksplozji, siła uderzeniowa mogłaby zniszczyć całą okolicę zabijając tysiące ludzi, a podniesiona eksplozją fala poczyniłaby trudne do oszacowania straty. Technika okazuje się bezradna, ryzyko pozostawienia wraku i ryzyko wydobycia ładunku są niemożliwe do oszacowania. Władze ograniczyły się do corocznej kontroli wraku. W 2012 nastąpiło gwałtowne pogorszenie jego stanu. Przez rdzewiejące burty może w każdej chwili wypaść smiercionosny ładunek.
Oglądam miejsce zatonięcia wraku lornetką z gabinetu księdza. 500 metrów stąd, naprzeciwko kościoła starczą przechylone końcówki trzech masztów.
Ktoś ponoć kiedyś rzucił półżartem, że dobrze że to się stało naprzeciw katolickiego kościoła - wiara w opiekę Opatrzności bardzo jest potrzebna całej okolicy. Przypominam sobie, że prawy ołtarz kościoła poświęcony jest Bożemu Miłosierdziu. W centrum umieszczono obraz Jezusa Miłosiernego z wizji św. Siostry Faustyny, a poniżej zdjęcie świętej i słowa po polsku JEZU UFAM TOBIE.
Gdy zasypiam towarzyszy mi dziwne uczucie... skąd mam wiedzieć ze jutro się obudzę?
Nazajutrz jest niedziela. Dzien przerwy w drodze. Po mszy ksiądz zostawia mnie w domu samego i jedzie do posługi w innym kościele.
Widzę że ma sprzęt do obserwacji gwiazd. Gdy wraca pytam go czy gwiazdy coś mówią.
- Ruch odbywa się po okręgu - odpowiada - w doskonale wyważonym porządku. Gdy czasem obserwuję pierścienie Saturna widzę jaka delikatna równowaga rządzi wielkimi siłami w kosmosie i tą wielką przestrzenią. Zdumiewa mnie zawsze gdy pimyśle że ta nieskończona delikatność stworzyła świat i dała życie każdemu z nas. W środku tych kręgów jestem ja, milczący. Bo właśnie tutaj jest środek wszechświata.
Subskrybuj:
Posty (Atom)





