Stan bycia w drodze otwiera na nowe.
To, co dotąd niepoznane albo odsuwane - z wygody lub lęku - teraz się ujawnia.
Per agros (łac. "przez pole") oznacza przechodzenie, przekraczanie. Stąd staropolska "peregrynacja".
Co przekracza pielgrzym? Dokąd prowadzi droga uwewnętrznienia zewnętrznych doświadczeń?
Jak to się ma do prawdy, tak dziś poszkiwanej i często tak zniekształcanej albo atakowanej w pochłaniającej wszystkich walce o... prawdę?
Doświadczenie bycia w drodze otwiera na coś, co trudno opisać, bo potrzeba kilku pęcherzy na stopach, zadyszki na na stromym podejściu, niepewności przed nadchodzącym deszczem, a potem ulgi i radości z otrzymanego noclegu i kolacji. Prawda, która przychodzi w drodze bywa nieprzyjemna, nawet bolesna. Ale czy warto żyć bez niej?
W tą drogę wyruszyła jako pierwsza Ta, od której wszystko się zaczęło.
Różaniec jest Jej wspomnieniem. Modlitwą drogi. Modlitwą medytacji.
Bo rytm różańca gdy nałoży się na rytm kroków - zabiera pielgrzyma jak fala i przenosi...
Siostry loretanki z podwarszawskiego Rembertowa poprosiły nas o napisanie rozważań do róźańca. Chodziło o to, żeby opisać doświadczenia z pielgrzymowania. A że droga z Jerozolimy prowadziła przez miejsca tajemnic róźańcowych w Ziemi Świętej - takie są te rozważania. Droga prowadziła z Jerozolimy przez Getsemane, Betlehem, dolinę Jordanu, Samarię, Nazaret, Górę Tabor, Górę Błogosławieństw, Jezioro Galilejskie.
Doświadczenia z dróg Jezusa, Maryi i apostołów są teraz w tych rozważaniach.
TAJEMNICE RADOSNE
Zwiastowanie Najświętszej Maryi Pannie
Łatwo się zgubić w wąskich uliczkach starego Nazaretu. Gwar straganów cichnie od upału lipcowego popołudnia. Wyschnięta studnia z białego kamienia jeszcze pamięta ożywczy chłód wody. To tutaj przychodziła z dzbanem, nucąc cichutko pochwałę Elohim.
Wchodzę do okazałej bazyliki zbudowanej wokół małej wymurowanej wnęki, gdzie rozmawiała z Archaniołem. Cisza koi rozproszone zmysły. To tutaj zabrzmiały słowa: Pan z Tobą, a potem w odpowiedzi ciche Fiat.
Panie mój! W tej skromnej izdebce pokornego serca całkowicie powierzyłeś się człowiekowi. Od tamtej chwili pragniesz tego samego dla mnie. Proszę, uczyń mnie zdolnym odpowiedzieć tak, jak zrobiła to Maryja.
Nawiedzenie św. Elżbiety
Z Nazareth do Ain Karem idzie się pięć dni. Drogą na południe trzeba pokonać góry niegościnnej Samarii. W samotnej drodze nocne niebo cierpliwie wysłuchuje najtrudniejszych pytań.
Odpowiedzią jest żywiczny zapach sykomor i raz po raz głośne nawoływanie świerszczy. Ciemność nie jest już ciemnością, bo gwiazdy schodzą aż na ziemię.
I samotność nie jest samotnością, bo Ty jesteś teraz tak blisko.
Pozwól mi nieść Ciebie do tych, którym pragnę służyć.
Narodzenie Pana Jezusa
W Betlehem nocleg dają mi siostry elżbietanki, które budują tu sierociniec dla palestyńskich dzieci. Przemoc i cierpienie nadal są tutaj codziennością - wrogość między dwoma narodami rozdziera ziemię na pół. A jednak Miłość wybrała sobie właśnie to niepozorne, ubogie miejsce i stąd rozlega się orędzie pokoju, które przyszło w słabości dziecka. W tej słabości ukazałeś Swoją największą potęgę, przed którą pokłony biją aniołowie.
Panie, uczyń mnie znowu słabym i ufnym dzieckiem! Uczyń mnie narzędziem Twojego pokoju.
Ofiarowanie Jezusa w Świątyni
Zastanawiam się co mam tutaj ze sobą najcenniejszego. Jaka ofiara będzie godna? Mam w plecaku tylko kilka niezbędnych rzeczy, a i tak ciążą w upale... Dotykam poranionych stóp. Przydałby się dzień odpoczynku. A może... natrę je na noc oliwą i wykorzystam jutro chłód poranka żeby nadrobić kilometry, które straciłem dzisiaj przez to gorąco?
Tak naprawdę mam do oddania tylko moją słabość. Ufam, że w to miejsce otrzymam siłę do dalszej drogi, bo zatrzymuje mnie tyle wymówek...
Panie, jestem słaby. Przyjmij więc jako ofiarę mnie całego, wszystko bez wyjątku. Ale zrób to przez ręce Swojej Matki, bo tylko wtedy oczyścisz mnie z egoizmu.
Odnalezienie Jezusa w Świątyni
Czego ja szukam? Co spodziewam się znaleźć w kurzu drogi, w tej codziennej niepewności? W samotnej drodze opadają zasłony i przychodzi czas szczerości. Czy ja szukam uznania? A może zwykłego zrozumienia?
Ten człowiek, który przez zamknięte drzewi rzucił że mam się wynosić... Kim on był? Czy ja mu wybaczyłem? Już wiem, że mieszkasz w drugim człowieku, w tym, którego nie rozumiem.
Już nie zamknę przed nikim drzwi, nie wypowiem złego słowa, tylko proszę, pozwól mi Ciebie odnaleźć!
Pozwól mi odnaleźć Ciebie w zamachowcu, pijanym nędzarzu, przestępcy, narkomanie i w kapłanie, który traci wiarę!
TAJEMNICE ŚWIATŁA
Chrzest Pana Jezusa w Jordanie
Do miejsca chrztu Jezusa trzeba iść w górę Jordanu, siedem kilometrów od miejsca, gdzie rzeka wpada do Morza Martwego. Idę w upale poboczem asfaltowej drogi, potem skręcam w prawo. Po obu stronach zasieki i tablice ostrzegające przed minami. Wojskowe patrole świadczą, że nie jest to spokojne miejsce. Rzeka Jordan to granica. Za nią rozpoczyna się królestwo Jordanii. Zdejmuję plecak i ledwie mogę usiąść na silnie rozgrzanych deskach pomostu. Gdy z ulgą zanurzam stopy w lekko zielonkawej wodzie, podpływają trzy zaciekawione rybki. Jest zbyt gorąco żeby się skupić na modlitwie. Nic nie jest takie jak sobie wyobrażałem.
W którą stronę iść? – pytali ludzie. Jan Paweł II odpowiadał: Drogą chrztu.
Droga chrztu czasem tylko prowadzi przez malownicze, przyjazne tereny. Częściej jest to dziwny szlak ciemnych dolin, trudnych prób i zaskakujących doświadczeń, choć zawsze rozjaśniony światłem Chrystusa.
Panie, nie pozwól, abym kiedykolwiek zszedł z drogi Chrztu Swiętego!
Cud w Kanie Galilejskiej
Nie wiadomo kiedy dokonuje się cud: czy w chwili, gdy słudzy nabierają wody ze studni, czy gdy ją niosą, czy gdy napełniają stągwie, czy może gdy niosą w czerpaku staroście weselnemu do spróbowania? Nie wiemy kiedy dzieje się cud, ale znamy jego skutek: wino najwyższej jakości. I jeszcze coś: cud zawsze wymaga współpracy człowieka. Ten pierwszy cud Jezusa wyjednała Maryja. I odtąd stale wstawia się za nami do Syna. W samotnej drodze pielgrzym wiele razy doświadcza niezwykłych zdarzeń, nie wiedząc kiedy przekracza granicę cudu.
Jezu, przez Twoją Matkę zawierzam się Tobie i zdaję się na cud Twojej obecności przy mnie i we mnie.
Głoszenie Królestwa Bożego i wezwanie do nawrócenia
Chrystus często mówił o królestwie Bożym. Wiedział, że ukazanie jego piękna pociągnie ludzi. Jednak największym znakiem nadchodzącego królestwa był On sam. I taki przykład pozostawił nam. Nie ma innego sposobu głoszenia Ewangelii jak tylko własna przemiana. Nawracjacie się i głoście Ewangelię!
Wszelkie dobre słowa i uczynki są tylko rezultatem zwrocenia się sercem ku Bogu. Nie mogę być znakiem pokoju, jeżeli sam nie stanę się pokojem.
Panie mój, nie wiem jak mówić o Twojej miłości. Uczyń więc twoimi apostołami: moją dłoń zaciśniętą na kiju i chrzęst żwiru pod moimi stopami.
Przemienienie na Górze Tabor
W spiekocie, zmęczeniu i niepewności wchodziłem na Tabor zupełnie nie wiedząc co mnie tam czeka. Gdy nie masz pieniędzy i namiotu wszystko na drodze jest darem, ale zmęczenie i głód przemawiają po ludzku... językiem pokus i zwątpień. Jednak Jezus czekał tam na mnie - w osiadłej na szczycie góry włoskiej wspólnocie młodych narkomanów wychodzących z uzależnień przez modlitwę i pracę.
Miał ciemną karnację i tatuaże na rękach gdy w milczeniu nakrywał stół białym obrusem. Liczyłem tylko na wodę i coś do chleba, ale ucieszyłem się widząc przygotowania do mszy... Jednak na stole zamiast naczyń liturgicznych znalazły się potrawy – pięknie podane i cudownie pachnące, z deserem, owocami i bukiecikiem kwiatów. Padły tylko dwa słowa, nie wiem dlaczego po francusku: Bon apetit – i zostałem sam. Łzy same potoczyły się po policzkach gdy do rąk brałem chleb.
Celem wejścia na szczyt nie jest pozostanie na zawsze w radości. Celem jest ujrzeć światło i wrócić na dół, żeby iść dalej.
Ustanowienie Eucharystii
W moim życiu daleko odszedłem od Boga, ale On pozostawał tak samo blisko mnie przez cały ten czas. Jak to możliwe? – pytałem nieraz samego siebie. Czym jest ten kawałek chleba przed którym w proch padają wszystkie potęgi nieba? Tak prosty i bliski i tak nieskończenie potężny obecnością całego Kosmosu i wszystkich czasów? Ty jesteś Chlebem! Ty jesteś Chlebem! Jak to pojąć bez ofiary z siebie samego? Tym, co dajesz mi do spożywania jest chleb posłuszeństwa. Zaczynam więc rozumieć, że łamiąc Twój chleb muszę „połamać” siebie samego, złamać mój opór, dumę i własną wolę, ugiąć się i powiedzieć Tak! – wszystkiemu, czego ode mnie zażądasz.
Teraz ja powtarzam te słowa: - Oto idę, Boże, pełnić Twoją wolę!
TAJEMNICE BOLESNE
Modlitwa Jezusa w Ogrójcu
Są takie rodzaje duchów, które wypędza się tylko postem i modlitwą – powiedział Jezus gdy uczniowie nie potrafili uzdrowić chorego.
Czasem postem jest zgoda na cierpienie. Wziąć na siebie czyjeś cierpienie to pokonać złego ducha. Żeby to zrozumieć trzeba umieć wejść w samotność bo z cierpieniem można się zmierzyć tylko w samotności. Dlatego Jezus w chwili próby był sam .
Samotne pielgrzymowanie to zgoda na przyjęcie cierpienia. Jezus pragnie, abyśmy zgadzając się na cierpienie i śmierć, nie dali się zaskoczyć ciemności i samotności, lecz abyśmy z nich uczynili narzędzie do pokonania zła, którego inaczej nie można usunąć ze świata. Życie każdego człowieka jest samotnym pielgrzymowaniem i każdy jest wezwany do postu samotnej drogi, choć każdy na swoją miarę.
Panie Jezu, pozwól mi być przy Tobie w godzinie próby!
Biczowanie Pana Jezusa
Jezusa bito pięścią, pluto Mu w oczy, stalowymi haczykami rozdzierano ciało. A On nie usuwał się spod ciosów. Pozostał wierny do końca. Czy ja, zwykły śmiertelnik, słaby człowiek, ośmieliłbym się twierdzić, że potrafię być wierny swojej drodze? Maryja potrafiła. Jej cierpliwość, milczenie i pokora są dla mnie wzorem, bo przecież tak jak ja – była człowiekiem. A zatem gdy będę lżony, oskarżany o fanatyzm, wyśmiewany czy lekceważony – mam przed sobą wzór i przykład.
Kto wyrusza w drogę żeby głosić Ewangelię, tego na pewno spotkają próby.
Panie spraw, abym służąc Tobie nie zszedł z obranej drogi i pozostał wierny do końca.
Ukoronowanie cierniem
W jerozolimskiej Bazylice Grobu widziałem w gablocie w zakrystii koronę uplecioną z ciernia – być może podobną do tej, jaką założono Jezusowi. Przeraziły mnie grube, ostre kolce. Zrozumiałem dlaczego do nałożenia tej korony rzymsce żołnierze użyli kija. „Cierniowa korona” była dla mnie dotąd jakimś rekwizytem, wianuszkiem uplecionym z kłujących gałązek. Zrozumiałem teraz, że człowiek nie może długo myśleć o silnym bólu, nie mówiąc o znoszeniu jego fizycznej obecności. Chyba dlatego tak łatwo zapominamy o cierpieniu drugiego człowieka.
A jednak to palestyński cierń jest koroną chwały, a przyjęcie cierpienia jest miarą prawdziwej władzy w królestwie, którego potęga nie zna granic. Takie jest niebo - królestwo miłości samopoświęcającej.
Panie Jezu, ja zapomniałem o Twoim cierpieniu. I ze strachu stale zapominam. Chciałbym ulżyć Twojemu cierpieniu, ale tej korony nawet dotknąć nie potrafię. Pomóż mi!
Droga Krzyżowa
Droga Krzyżowa liczy XIV stacji i przez 1450 kroków prowadzi ciasnymi uliczkami starej Jerozolimy obok straganów, kafejek i sklepików z pamiątkami. Rozważając ostatnią drogę Chrystusa trzeba przeciskać się przez tłum wśród wielojęzycznego gwaru i egzotycznych zapachów. Każdy kto przyjeżdża tu po raz pierwszy jest zaskoczony i zmuszony zmienić swoje wyobrażenie o Via Dolorosa.
Podobnie zaskakują nas drogi krzyżowe w naszym życiu. I czasem tak jak widziałem tu, w Jerozolimie, ktoś niesie na plecach wielki drewniany krzyż, a zajęty swoimi sprawami tłum nie zwraca na to uwagi.
Panie Jezu, nic nie wiem o moim krzyżu. Wiem, że mam go nieść, ale czym on jest? Jeżeli jest tak blisko, że nie mogę go dostrzec, wskaż mi go i pomóż wziąć go na ramiona.
Śmierć Pana Jezusa na krzyżu
Przeraża ta wielka różnica miar między życiem a śmiercią. A przecież wierzę, że potem jest niebo, życie doskonałe. Skąd więc ten strach, przecież mam wiarę, tak? Przed wejściem na Pustynię Judzką usłyszałem kilka opowieści o znalezionych tam w przeszłości ciałach. Pewien włoski ksiądz siedział oparty o skałę, martwy od wielu dni, na nim drapieżne ptaki. Obrazy śmierci są przerażające, ale czym jest sama śmierć, gdy obrać ją z egzystencjalnego lęku? Czy nie jest zaproszeniem do największej radości? Pogodzić to, co przed i co za progiem śmierci potrafią tylko święci. Porafił to błogosławiony Jan Paweł II i św. Maksymilian Kolbe. Czy ja będę potrafił? Ten moment każdego dnia się zbliża. Każda chwila więc niech będzie przygotowaniem.
Boże, uczyń mnie świętym i daj mi taką wiarę, bym umiał bez lęku zostawić świat i wejść w śmierć tak, jak Ty to zrobiłeś.
TAJEMNICE CHWALEBNE
Zmartwychwstanie Jezusa
Absolutna pustka. Lodowata nicość. To przyszło do uczniów po śmierci Jezusa w piątek wieczorem. Z niczym ludzki rozum nie zderzył się dotychczas tak brutalnie jak z tą prawdą: Jezus umarł krwawiąc jak zwykły człowiek. Były dowody: włócznia, ciało złożone w grobie. Krzyż ciągle stał, pod nim nadal nieusunięta krew. Szok, przerażenie i osamotnienie, a może wielki zawód? Przed nimi otwierała się bezdenna czeluść sobotniego poranka. Jaki był to dzień? Pochmurny? Czym go wypełnili? Pierwszy poranek bez Jezusa, bez wspólnej modlitwy. Tylko jedna osoba zachowuje w tym czasie równowagę i spokój.
W niedzielę rano zaalarmuje uczniów Maria Magdalena: Zabrano Pana z grobu i nie wiemy gdzie Go położono. Pójdą do grobu Jan i Piotr. Zobaczą to samo: płótna i złożoną osobno chustę. Jeden uwierzy od razu, drugi wróci do siebie, dziwiąc się temu, co się stało.
W świecie materii absolutna próżnia ma największą siłę ssącą. Pustka grobu przyciągnie przez kolejne stulecia miliardy błogosławionych, którzy nie widzieli, a uwierzyli. Jezus zmartwychwstał, tak jak zapowiedział. Oto Miłość pokonała śmierć. Dla ludzkości zaczął się nowy czas.
Maryjo, Matko Jezusa, daj mi zrozumieć dlaczego nawet doświadczenie okrutnej śmierci Twojego Syna nie zachwiało Twojej pewności w spełnienie się Bożej zapowiedzi.
Wniebowstąpienie Pana Jezusa
Leżę na plecach z rękami pod głową. Odgarnąłem suche, ostre trawy i kolczaste krzewy żeby móc się położyć i patrzeć stąd w niebo. Jego żywy błękit sprawia, jakby to tam było życie, a nie na tej spalonej lipcowym żarem ziemi. Przyglądam się z bliska wysuszonym roślinom. Wszystkie wyposażone są w przemyślne haczyki, kolce i rzepy, jakby jedynym ich pragnieniem było uczepić się czyjegoś buta i wywędrować z tej suchej krainy do miejsca, gdzie jest więcej wody. Woda. Nad wodą zaczęła się historia Jezusa – nauczyciela, a tu, na tej górze, Jego historia znalazła swój ziemski finał. Tutaj widziano Go po raz ostatni, gdy odchodził do nieba. Co wtedy mówił? Idźcie i nauczajcie wszystkie narody, udzielając im chrztu w imię Ojca i Syna i Ducha Świętego.
Pokazałeś mi mój Nauczycielu, że miłość już zwyciężyła. To ona jest teraz prawdziwą tęsknotą każdego serca, ale potrzeba decyzji. Spraw, abym swoim życiem umiał się włączyć w dzieło cywilizacji miłości
Zesłanie Ducha Świętego
Po co wyruszam w drogę? Pragnę poczuć obecność Ducha Bożego. Otwierając się na Ducha poznaję prawdę, choć przychodzi ona inaczej niż wcześniej myślałem. On przychodzi kiedy chce, ale zawsze przybliża jego czas pokorne zawierzenie, dziecinna ufność, a przede wszystkim pokora i świadomość, że mądrość i umiejętności człowieka nie znaczą wiele, że budować można tylko na tym, co jest darem Bożej łaski. Dlatego patronką samotnych dróg jest Maryja, ta, która nie zostawiając nic dla siebie, dała się cała wypełnić Duchowi Świętemu.
Maryjo, naucz mnie czekać z ufnością.
Wniebowzięcie Maryi Panny
W zachodniej Turcji, na szczycie zielonej góry koło Efezu, zwanej Górą Słowików, w cieniu drzew, wśród ptasiej muzyki i zapachu kwiatów, stoi mały domek z kamienia. Z podwórka rozciąga się widok na morze i greckie wyspy. Siadał tu wieczorami św. Jan i pisał swoje listy, a potem wracał do domku żeby razem z Maryją zjeść posiłek. To z tego miejsca Bóg powołał Maryję do nieba. Gdy wszedłem na szczyt góry zachwyciło mnie piękno tego zakątka, choć w drodze spotykałem już wiele pięknych miejsc. Gdy ponad sto lat temu odnaleziono ruiny domku, pod kamieniami odkryto posąg Maryi z utrąconymi dłońmi. Dziś w domku urządzono kaplicę, a posąg stanął w ołtarzu. Nie dorobiono mu dłoni. Lubiłem tam przychodzić i w ciszy przyglądać się Maryi bez dłoni. Te dłonie zajęte są stale pracą. Stały się niewidzialne, bo ta praca nie wykonuje się już na ziemi.
Maryjo, pozwól mi być Twoim sługą. Na ziemi i w niebie.
Ukoronowanie Najświętszej Maryi Panny
Co robisz na najwyższych tronach Ty, prosta i skromna żydowska nastolatka? Co to znaczy że jesteś Panią wszystkich ludzi, narodów i całego świata, ziemi i nieba? To dla mnie zbyt wiele. Pomóż mi to zrozumieć. A może... zamiast o tym rozmyślać powinienem po prostu mocniej pokochać? Jak Ty pokochałaś. Nie pragnąć ludzkich odpowiedzi? Jak Ty nie pragnęłaś. Nie szukać rozwiązań największych tajemnic tylko rozważać je w sercu? Jak ty rozważałaś.
Matko najświętsza, moja Królowo, pomóż mi lepiej Cię poznać i goręcej pokochać.
Dziennik nieregularny z pieszej pielgrzymki, która rozpoczęła się 3 lipca 2011 roku w Jerozolimie, osiągnęła Asyż 27 października i trwa nadal... Mapa drogi dostępna na stronie www.idzieczlowiek.pl
sobota, 19 października 2013
sobota, 6 lipca 2013
Wilno
Do Wilna doszliśmy wczoraj wieczorem. Akurat żeby w czystej pościeli, wykąpani, po dobrej kolacji, wsłuchiwać się w grzmoty i ulewę. Przyjęły nas siostry, z wielkim sercem, mimo że jak zwykle pojjawiamy się bez zapowiedzi. Mieszkamy przez ścianę z pacjentami prowadzonego przez nie hospicjum, tuż obok budynku, gdzie pod okiem siostry Faustyny Kowalskiej powstawał obraz Jezusa Miłosiernego. Znowu na naszej drodze cierpienie i śmierć sąsiaduje z nadzieją i życiem.
Wilno. Ciepło Wilniuków, gęstwa świątyń, zaułków z figurami Maryi, balkonikami, tablicami upamiętniającymi patriotów, krzyżami we wnękach...
Patrzę i myślę, że może to miasto Bóg zwolnił już z ziemskiej walki o polskość, bo ta najczystszej próby polskość została tu trwale wpisana w najszlachetniejszy materiał: w serca ludzi. Stamtąd nikt jej nie usunie.
I te serca otwierają się teraz dla pielgrzymów.
Gdy mówimy o dalszej drodze na Wschód, Wilniuki kiwają głowami... Wiemy, że będą się za nas modlić. Mamy tu teraz przyjaciół, o których nie zapomnimy tam, pod Smoleńskiem i w Moskwie i w Kijowie i dalej...
Gdzie ja jestem? W jakim punkcie drogi?
(...)
Wilno! Ostra Brama! Matka Miłosierdzia!
(" imogłem zaraz pieszo, do Twych świątyń progu...)
W jednym z polskich domów po drodze dostałem stary modlitewnik "Jezu ufam Tobie" z roku 1978.
Znalazłem tam np. Drogę Krzyżową Bożego Miłosierdzia, nowennę do Bożego Miłosierdzia i kilka ciekawych rozważań. Między innymi to św. Augustyna.
"Szedłem mówi św. Augustyn w swoich "Wyznaniach" drogami, na które prowadziły mmnie skażone namiętności.
A gdziekolwiek biegłem w swoim zaślepieniu, wszędzie, jakby na skrzydłach leciało za mną Twoje miłosierdzie.
Co dzień zwiększały się me błędy i co dzień wzmagała się Twoja troskliwość
i już to słodko, łagodnie, już to gniewnie, zamykała mi wszystkie drogi ucieczki...
Biegłem od grzechu do grzechu, a jednak Miłosierdzie Twoje nie wyczerpało się, nie odeszło ode mnie."
Tak Bóg postępuje z każdym grzesznikiem i nie szczędzi swej litości nawet tym, których upór i zatwardziałość przełamać sie nie dają.
Gdy łagodne sposoby nie trafią do duszy grzesznika, przychodzi czas środków surowych i kar, które jednak sami sobie wymierzamy, a Bóg patrzy z bólem...
"Upomnienie otrzymujemy abyśmy nie byli potępieni ze światem" (I Kor 11, 32)
To wszystko co cierpimy w drodze słuszne jest i potrzebne.
Na cierpienie naucz mnie Boże patrzeć jak na potrzebną ofiarę.
I nie pozwól mi jej zmarnować.

Wilno. Ciepło Wilniuków, gęstwa świątyń, zaułków z figurami Maryi, balkonikami, tablicami upamiętniającymi patriotów, krzyżami we wnękach...
Patrzę i myślę, że może to miasto Bóg zwolnił już z ziemskiej walki o polskość, bo ta najczystszej próby polskość została tu trwale wpisana w najszlachetniejszy materiał: w serca ludzi. Stamtąd nikt jej nie usunie.
I te serca otwierają się teraz dla pielgrzymów.
Gdy mówimy o dalszej drodze na Wschód, Wilniuki kiwają głowami... Wiemy, że będą się za nas modlić. Mamy tu teraz przyjaciół, o których nie zapomnimy tam, pod Smoleńskiem i w Moskwie i w Kijowie i dalej...
Gdzie ja jestem? W jakim punkcie drogi?
(...)
Wilno! Ostra Brama! Matka Miłosierdzia!
(" imogłem zaraz pieszo, do Twych świątyń progu...)
W jednym z polskich domów po drodze dostałem stary modlitewnik "Jezu ufam Tobie" z roku 1978.
Znalazłem tam np. Drogę Krzyżową Bożego Miłosierdzia, nowennę do Bożego Miłosierdzia i kilka ciekawych rozważań. Między innymi to św. Augustyna.
"Szedłem mówi św. Augustyn w swoich "Wyznaniach" drogami, na które prowadziły mmnie skażone namiętności.
A gdziekolwiek biegłem w swoim zaślepieniu, wszędzie, jakby na skrzydłach leciało za mną Twoje miłosierdzie.
Co dzień zwiększały się me błędy i co dzień wzmagała się Twoja troskliwość
i już to słodko, łagodnie, już to gniewnie, zamykała mi wszystkie drogi ucieczki...
Biegłem od grzechu do grzechu, a jednak Miłosierdzie Twoje nie wyczerpało się, nie odeszło ode mnie."
Tak Bóg postępuje z każdym grzesznikiem i nie szczędzi swej litości nawet tym, których upór i zatwardziałość przełamać sie nie dają.
Gdy łagodne sposoby nie trafią do duszy grzesznika, przychodzi czas środków surowych i kar, które jednak sami sobie wymierzamy, a Bóg patrzy z bólem...
"Upomnienie otrzymujemy abyśmy nie byli potępieni ze światem" (I Kor 11, 32)
To wszystko co cierpimy w drodze słuszne jest i potrzebne.
Na cierpienie naucz mnie Boże patrzeć jak na potrzebną ofiarę.
I nie pozwól mi jej zmarnować.
wtorek, 2 lipca 2013
Litwa
Przemierzamy Litwe. Dzisiaj przekroczylismy Niemen. Dostajemy od Litwinow chleb, goscine, wiele wyrazow sympatii, choc slyszymy tez slowa goryczy za to, co bylo tu kiedys. Istnieja rachunki krzywd. Ale dochodzimy zawsze razem do wniosku, ze przebaczenie to droga do lepszej wspolnej przeszlosci. Tak teraz slysze od Litwina w miescie Merkine, pana Algimondasa, gdzie korzystam z jego prywatnego komputera w Centrum Informacji Turystycznej. Mowi, ze plakal, gdy dowiedzial sie o katastrofie samolotu polskiego prezydenta pod Smolenskiem, podobnie jak plakalo wielu Litwinow. Plakali z wielkiego nieszczescia jajkie spotkalo Polske i Polakow. Plakali, mimo, ze Polska administracja na tych terenach i niestety niektore dzialania polskiego wojska odcisnely sie wielkim bolem w historii Litwy. Pan Algimondas mowi, ze Polska moglaby byc jak starszy brat, ale obie strony maja sporo do zrobienia zeby wyjsc sobie naprzeciw. Mowi, zeby mniej sluchac politykow, a wiecej sluchac serca (cyt.) To tutaj, w Merkine polski krol Wladyslaw IV Waza (byl kandydatem do tronu carow na Kremlu) lubil przebywac, tutaj tez zmarl i po smierci zostal wyniesiony na rynek miasta zeby zgodnie z jego ostatnia wola znalezc sie wsrod zwyklych obywateli, pokazujac, ze wobec Boga ludzie sa sobie rowni niezaleznie od stanu. Akurat w tym czasie odbywa sie tutaj wystawa polskiego fotografika, Piotra Ciesli, ktory pokochal ta ziemie. Pisze o niej z podobnym uczuciem jak kiedys nasz wieszcz: "Ta ziemia jest po prostu stworzona dla malarzy i fotografow, ale tez pilnie strzeze swojego piekna. Trzeba byc cierpliwym."
Mamy stad trzy dni do Ostrej Bramy. 6 lipca poklonimy sie Matce Bozej Milosierdzia i bedziemy sie modlic przed wilenskim obrazem Bozego Milosierdzia. Niech Boze Milosierdzie bedzie z tymi, ktorzy modla sie o przebaczenie...
Mamy stad trzy dni do Ostrej Bramy. 6 lipca poklonimy sie Matce Bozej Milosierdzia i bedziemy sie modlic przed wilenskim obrazem Bozego Milosierdzia. Niech Boze Milosierdzie bedzie z tymi, ktorzy modla sie o przebaczenie...
czwartek, 20 czerwca 2013
Mazowsze
Opuszczamy gościnne progi klasztoru Monastycznych Wspólnot Jerozolimskich we wtorek rano. Mamy w kieszeni obaj ok. 70 zł. To na całą pielgrzymkę. Ale przecież jest z nami Sponsor mający pod sobą wszystkie skarbce i banki.
Upał. Idziemy przez Stare Miasto. Pod Zamkiem Królewskim spotykamy siostrę zmartwychwstankę (Rachela) która robi nam kilka zdjęć. Ruszamy w kierunku Marek przez Most Śląsko - Dąbrowski. Po praskiej stronie Wisły wstępujemy do katedry św. Floriana.
Stąd już tylko krok do kurii biskupiej... Czy jest szansa, że tak po prostu, z drogi, podejmie nas ks. biskup? Ryzykujemy modląc się o Ducha Bożego...
Okazuje się, że hasło Idzie Człowiek podane w sekretariacie działa.
Ks. biskup Marek Solarski opuszcza na chhwilę swoją konferencję żeby nas pobłogosławić na drogę.
- Dokąd wędrujecie tym razem? - jego uśmiech już działa jak umocnienie.
- Na Wschód - pokazujemy mu tablicę pokoju z mapą drogi.
Błogosławieństwo przyjmujemy na kolanach, z kostuuami w dłoniach.
Wychodzimy na upał, ale ta temperatura jakoś już mniej przeszkadza.
Kierujemy się do MArek. Tam ma swoją firmę Piotr, jeden z nas. Po dwóćh godzinach dochodzimy na ul. Ząbkowską.
Kompot czereśniowy z dużą ilością wielkich twardych czereśni!!! i placki ziemniaczane!
Z tego miejsca pielgrzymi zawsze mają pomoc: materialną i duchową. Piotr odprowadza nas kawałęk, po czym życzymy sobie wszystkiego dobrego i ruszamy dalej.
Upalne kilometry nie byłyby tak straszne gdyby nie komary, któe włąśnie się wściekły. Atakują najmocniej w lesie.
No i przydaje się ANTYKOMAR od Kamili.
O 20.00 dochodzimy do Domu Faustyny w Ostrówku. Mamy w nogach 40 km. Zmęczenie. Siostra nas nie zna, nie wie z kim ma do czynienia, nie wpuszcza nas do środka. Nie dziwi nas to. Pielgrzym za wszystko dziękuje, nawet (zwłaszcza) za zamknięte drzwi (jest to najlepsza i najtrudniejsza katecheza). Roman jednak mruczy coś pod nosem, co Wojtek kwituje dość ostro i tak opędzając się od komarów w średnich nastrojach szukamy trawy pod namiot.
Figura Matki Bożej w mijanym ogródku jest dla nas znakiem. Gospodarze z czarnym amstaffem (Scrappy okazuje się przemiłym psiakiem) wpuszczają nas, proponują herbatę i zupę. Potrzebna okazuje się modlitwa nad Dawidem. Ledwo przeżył wypadek z TIRem. Kilka miesięcy w śpiączce, dwa razy namaszczenie chorych, 18 operacji brzucha, sztukowane kończyny. Teraz - nie może się podnieść, alkohol, zagrożone małżeństwo. Dostaje szkaplerz. Modlimy się razem stojąc na podwórku we trzech w chmurze komarów.
Po dobrym śnie dobre śniadanie i dobra rozmowa z gospodarzami. Zostawiamy tu nasz przenośny mini-ołtarzyk z ikoną Jezusa Miłosiernego. Prosimy, żeby przy nim spotykała się odtąd cała rodzina i modliła za pielgrzymów, którzy zabierają na Wschód intencje domowników wpisane do zeszystu intencji... wspólna modlitwa działa silniej. Teraz już wiemy dlaczego tą noc przyszło nam spędzić włąśnie tutaj...
Wracamy do Domu Faustyny W OStrówku. Tym razem siostra przyjmuje nas z otwartymi ramionami. Po godzinie stajemy się już sobie bliscy na tyle, że relacja o wizycie pielgrzymów w Ostrówku trafia na stronę sióstr www.domfaustyny.pl.
Szczęść Boże!
Teraz kierunek Loretto, a potem Białystok, Sokółka i na Wilno...
Upał. Idziemy przez Stare Miasto. Pod Zamkiem Królewskim spotykamy siostrę zmartwychwstankę (Rachela) która robi nam kilka zdjęć. Ruszamy w kierunku Marek przez Most Śląsko - Dąbrowski. Po praskiej stronie Wisły wstępujemy do katedry św. Floriana.
Stąd już tylko krok do kurii biskupiej... Czy jest szansa, że tak po prostu, z drogi, podejmie nas ks. biskup? Ryzykujemy modląc się o Ducha Bożego...
Okazuje się, że hasło Idzie Człowiek podane w sekretariacie działa.
Ks. biskup Marek Solarski opuszcza na chhwilę swoją konferencję żeby nas pobłogosławić na drogę.
- Dokąd wędrujecie tym razem? - jego uśmiech już działa jak umocnienie.
- Na Wschód - pokazujemy mu tablicę pokoju z mapą drogi.
Błogosławieństwo przyjmujemy na kolanach, z kostuuami w dłoniach.
Wychodzimy na upał, ale ta temperatura jakoś już mniej przeszkadza.
Kierujemy się do MArek. Tam ma swoją firmę Piotr, jeden z nas. Po dwóćh godzinach dochodzimy na ul. Ząbkowską.
Kompot czereśniowy z dużą ilością wielkich twardych czereśni!!! i placki ziemniaczane!
Z tego miejsca pielgrzymi zawsze mają pomoc: materialną i duchową. Piotr odprowadza nas kawałęk, po czym życzymy sobie wszystkiego dobrego i ruszamy dalej.
Upalne kilometry nie byłyby tak straszne gdyby nie komary, któe włąśnie się wściekły. Atakują najmocniej w lesie.
No i przydaje się ANTYKOMAR od Kamili.
O 20.00 dochodzimy do Domu Faustyny w Ostrówku. Mamy w nogach 40 km. Zmęczenie. Siostra nas nie zna, nie wie z kim ma do czynienia, nie wpuszcza nas do środka. Nie dziwi nas to. Pielgrzym za wszystko dziękuje, nawet (zwłaszcza) za zamknięte drzwi (jest to najlepsza i najtrudniejsza katecheza). Roman jednak mruczy coś pod nosem, co Wojtek kwituje dość ostro i tak opędzając się od komarów w średnich nastrojach szukamy trawy pod namiot.
Figura Matki Bożej w mijanym ogródku jest dla nas znakiem. Gospodarze z czarnym amstaffem (Scrappy okazuje się przemiłym psiakiem) wpuszczają nas, proponują herbatę i zupę. Potrzebna okazuje się modlitwa nad Dawidem. Ledwo przeżył wypadek z TIRem. Kilka miesięcy w śpiączce, dwa razy namaszczenie chorych, 18 operacji brzucha, sztukowane kończyny. Teraz - nie może się podnieść, alkohol, zagrożone małżeństwo. Dostaje szkaplerz. Modlimy się razem stojąc na podwórku we trzech w chmurze komarów.
Po dobrym śnie dobre śniadanie i dobra rozmowa z gospodarzami. Zostawiamy tu nasz przenośny mini-ołtarzyk z ikoną Jezusa Miłosiernego. Prosimy, żeby przy nim spotykała się odtąd cała rodzina i modliła za pielgrzymów, którzy zabierają na Wschód intencje domowników wpisane do zeszystu intencji... wspólna modlitwa działa silniej. Teraz już wiemy dlaczego tą noc przyszło nam spędzić włąśnie tutaj...
Wracamy do Domu Faustyny W OStrówku. Tym razem siostra przyjmuje nas z otwartymi ramionami. Po godzinie stajemy się już sobie bliscy na tyle, że relacja o wizycie pielgrzymów w Ostrówku trafia na stronę sióstr www.domfaustyny.pl.
Szczęść Boże!
Teraz kierunek Loretto, a potem Białystok, Sokółka i na Wilno...
poniedziałek, 3 czerwca 2013
Wschód
Dwa lata temu trzech pielgrzymów wyruszyło z trzech stron świata na wspólną modlitwę przedstawicieli wszystkich religii, którą zwołał w Asyżu bł. Jan Paweł II.
Pielgrzymi szli przez cztery miesiące: Wojtek z Fatimy, Dominik z Moskwy i Roman z Jerozolimy. Ufając Bożej Opatrzności każdy pokonał w samotnej drodze ok. 3500 km. Przekraczając granice 20 państw, a także różnych religii i wyznań, modlili się o pojednanie między ludźmi i świat, w którym spełnione będą cztery prymaty cywilizacji miłości bł. Jana Pawła II:
- człowiek przed rzeczą
- etyka przed techniką
- być przed mieć
- miłosierdzie przed sprawiedliwością.
Asyż nie był jednak końcem wędrówki. Pielgrzmka w intencji pokoju i jedności trwa nadal. Przyłączają się do niej ludzie, którzy wierzą, że modlitwa nogami ma sens i że świadectwo wejścia w niepewność z wiarą w słuszność celu jest potrzebna.
Tak narodził się pomysł wspólnego obejścia świata w ciągu 5 lat (zebrania z indywidualnych pielgrzymek 40 tys. km – obwodu ziemi po równiku) i uczczenia w ten sposób 30 rocznicy pierwszego spotkania w Asyżu, która przypadnie 27 października 2016 r. W ten sposób na dzień 2 czerwca 2013 zebraliśmy już ponad 16,5 tys. km w w 80 indywidualnych pielgrzymkach osób konsekrowanych i świeckich, w które na 3 kontynentach włączyło się już ok. 250 osób. Na koniec 2013 licznik przekroczy 21 tys. km.
Nasze pielgrzymowanie to niesienie Ewangelii zgodnie z nauczaniem papieża Franciszka, aby „wyjść na peryferia” i docierać ze świadectwem miłości i miłosierdzia do tych, którzy najbardziej go potrzebują w czasach, gdy kwestionowana jest moralność oparta na prawie naturalnym i odchodzi się od wartości chrześcijańskich.
W tej wspólnej drodze odkrywamy jednak, że podczas pielgrzymki najważniejsza jest nasza wewnętrzna przemiana, że w drodze chodzi o odważne wychodzenie narzeciw własnym słabościom, ograniczeniom i uprzedzeniom.
Poczuliśmy, że wyruszając w drogę w szczerej intencji pokoju i pojednania, ofiarując swój trud i godząc się na niepewność – wpuszczamy do naszych serc światło Bożego Miłosierdzia, którego źródłem jest napotkany w drodze obcy człowiek, który bezinteresownie okazuje nam pomoc.
To spotkanie z sobą samym przez drugiego człowieka przynosi łąskę przebaczenia i pojednania: przebaczenia sobie własnej niedoskonałośći, a drugiemu człowiekowi jego odmienności, a czasem także zaznanych od niego krzywd.
To oczyszczenie, które przychodzi w drodze jest prawdziwym celem naszego pielgrzymowania, a przebaczenie, które staje się owocem drogi, jest fundamentem na którym Bóg może budować lepszy świat.
My sami, najlepszymi nawet intencjami i własnym wysiłkiem – niczego w świecie nie zmienimy. Możemy jednak zmieniać siebie samych w duchu Ewangelii i za przykładem Chrystusa i to świadectwo dawać innym.
Ro temu wędrowaliśmy na norweską wyspę Utoya, gdzie dokonano na 77 młodych osobach morderstwa ze strachu przed obcymi. Przez 3 tysiące km modliliśmy się o nawrócenie mordercy i za dusze jego ofiar.
W tym roku kierujemy nasze kroki na Wschód. Jak zwykle wyruszymy z podwórka rodzinnego domu św. Siostry Faustyny Kowalskiej w Głogowcu koło Łęczycy w centralnej Polsce, skąd Bóg powołał Apostołkę Bożego Miłosierdzia.
Pójdziemy przez Warszawę, Wilno, Moskwę, Kijów, Berdyczów, Lwów, Kraków i Częstochowę – szlakiem miejsc, gdzie w trudnej historii Polaków, Litwinów, Białorusinów, Rosjan i Ukraińców dokonało się wiele zła. Przed nami ok. 4,5 tys km. Wyruszymy 10 czerwca z Głogowca i mamy nadzieję, że z Bożą pomocą powrócimy na to samo miejsce w dniu 27 października, na 27 rocznicę spotkania w Asyżu.
Kierując się prymatem miłosierdzia przed sprawiedliwością wierzymy, że nie ma takiego grzechu którego Bóg nie pokonał na krzyżu. Modlimy się o pojednianie między chrześcijanami i o łaskę przebaczenia, którą daje Jezus Chrystus.
Modlitwą obejmujemy tych, którym bliskie są nasze ideały i prosimy was o modlitwę w intencji naszej drogi.
Pielgrzymi
Pielgrzymi szli przez cztery miesiące: Wojtek z Fatimy, Dominik z Moskwy i Roman z Jerozolimy. Ufając Bożej Opatrzności każdy pokonał w samotnej drodze ok. 3500 km. Przekraczając granice 20 państw, a także różnych religii i wyznań, modlili się o pojednanie między ludźmi i świat, w którym spełnione będą cztery prymaty cywilizacji miłości bł. Jana Pawła II:
- człowiek przed rzeczą
- etyka przed techniką
- być przed mieć
- miłosierdzie przed sprawiedliwością.
Asyż nie był jednak końcem wędrówki. Pielgrzmka w intencji pokoju i jedności trwa nadal. Przyłączają się do niej ludzie, którzy wierzą, że modlitwa nogami ma sens i że świadectwo wejścia w niepewność z wiarą w słuszność celu jest potrzebna.
Tak narodził się pomysł wspólnego obejścia świata w ciągu 5 lat (zebrania z indywidualnych pielgrzymek 40 tys. km – obwodu ziemi po równiku) i uczczenia w ten sposób 30 rocznicy pierwszego spotkania w Asyżu, która przypadnie 27 października 2016 r. W ten sposób na dzień 2 czerwca 2013 zebraliśmy już ponad 16,5 tys. km w w 80 indywidualnych pielgrzymkach osób konsekrowanych i świeckich, w które na 3 kontynentach włączyło się już ok. 250 osób. Na koniec 2013 licznik przekroczy 21 tys. km.
Nasze pielgrzymowanie to niesienie Ewangelii zgodnie z nauczaniem papieża Franciszka, aby „wyjść na peryferia” i docierać ze świadectwem miłości i miłosierdzia do tych, którzy najbardziej go potrzebują w czasach, gdy kwestionowana jest moralność oparta na prawie naturalnym i odchodzi się od wartości chrześcijańskich.
W tej wspólnej drodze odkrywamy jednak, że podczas pielgrzymki najważniejsza jest nasza wewnętrzna przemiana, że w drodze chodzi o odważne wychodzenie narzeciw własnym słabościom, ograniczeniom i uprzedzeniom.
Poczuliśmy, że wyruszając w drogę w szczerej intencji pokoju i pojednania, ofiarując swój trud i godząc się na niepewność – wpuszczamy do naszych serc światło Bożego Miłosierdzia, którego źródłem jest napotkany w drodze obcy człowiek, który bezinteresownie okazuje nam pomoc.
To spotkanie z sobą samym przez drugiego człowieka przynosi łąskę przebaczenia i pojednania: przebaczenia sobie własnej niedoskonałośći, a drugiemu człowiekowi jego odmienności, a czasem także zaznanych od niego krzywd.
To oczyszczenie, które przychodzi w drodze jest prawdziwym celem naszego pielgrzymowania, a przebaczenie, które staje się owocem drogi, jest fundamentem na którym Bóg może budować lepszy świat.
My sami, najlepszymi nawet intencjami i własnym wysiłkiem – niczego w świecie nie zmienimy. Możemy jednak zmieniać siebie samych w duchu Ewangelii i za przykładem Chrystusa i to świadectwo dawać innym.
Ro temu wędrowaliśmy na norweską wyspę Utoya, gdzie dokonano na 77 młodych osobach morderstwa ze strachu przed obcymi. Przez 3 tysiące km modliliśmy się o nawrócenie mordercy i za dusze jego ofiar.
W tym roku kierujemy nasze kroki na Wschód. Jak zwykle wyruszymy z podwórka rodzinnego domu św. Siostry Faustyny Kowalskiej w Głogowcu koło Łęczycy w centralnej Polsce, skąd Bóg powołał Apostołkę Bożego Miłosierdzia.
Pójdziemy przez Warszawę, Wilno, Moskwę, Kijów, Berdyczów, Lwów, Kraków i Częstochowę – szlakiem miejsc, gdzie w trudnej historii Polaków, Litwinów, Białorusinów, Rosjan i Ukraińców dokonało się wiele zła. Przed nami ok. 4,5 tys km. Wyruszymy 10 czerwca z Głogowca i mamy nadzieję, że z Bożą pomocą powrócimy na to samo miejsce w dniu 27 października, na 27 rocznicę spotkania w Asyżu.
Kierując się prymatem miłosierdzia przed sprawiedliwością wierzymy, że nie ma takiego grzechu którego Bóg nie pokonał na krzyżu. Modlimy się o pojednianie między chrześcijanami i o łaskę przebaczenia, którą daje Jezus Chrystus.
Modlitwą obejmujemy tych, którym bliskie są nasze ideały i prosimy was o modlitwę w intencji naszej drogi.
Pielgrzymi
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)