Idę na południe od Jeziora Mavrovskiego. Góry jak nasze Tatry tylko ludzi nie ma. Noc w schronisku i rozmowa z Danco, wlascicielem. Jest macedonskim patriota. Pijemy czerwone wino z jego winnicy i rozmawiamy o historii Balkanow. Vukovar, Srebrenica. Te nazwy wciaz zyja w pamieci ludzi. Gdy wychodzę na zewnetrz rozlegaja sie strzały z broni maszynowej. Odruchowo schylam głowę. Gdzieś w dolinach strzelają w różnych miejscach. Vanco że śmiechem wyjaśnia że to na wiwat, Macedonia pokonała Litwe w koszykówkę. Taki kraj. Po domach ludzie nadal mają kalasznikowy.
Dostaje od Vanco 40 euro na drogę i wyruszam rankiem droga przez przełęcze w stronę monastyru Bigorskiego św. Jana Chrzciciela. Mapa jest nuedokladna. Przekonuje sie o tym gdy droga kończy sie wśród skał choć na mapie prowadzi dalej. Trzeba sie cofnąć i naokoło iść główna drogą. Dodatkowe 10 km. Taki los pielgrzyma. Widoki za to niezwykle.
W monastyrze dostaje miejsce w dormitorium. Kamienna świątynia z XI wieku. Rzezbiony ikonostas zapiera dech w piersiach. Znając już prawosławna liturgię i tutejsze obyczaje oddaje kolejno pokłon głównym ikonom z potrojnym znakuem krzyza. Swiatynia przechowuje relikwie Jana Chrzciciela. Całuje wielka przeszkloną szkatule ze szczątkami patrona naszej pielgrzymki dziękując za to że mnie tu doprowadził.
Dziękuję też za to, że Wojtek mógł dzisiaj w Parlamencie Europejskim w Strasburgu wręczyć europoslom tablice pokoju z wypisanymi prymatami cywilizacji miłości. Czy to przypadek że akurat w tym dniu swoją opiekę okazuje św. Jan Chrzciciel?
Dominik chyba zbliża sie do Czestochowy. Matka Czestochowska napewno udzieli mu gościny.
W monastyrze mam wieczor żeby odpocząć po trudach wędrówki. Opiekuje sie mną pewien pielgrzym który wie dużo o tym miejscu. Kemiennt monastyr jest jakby przyklejony do stromej góry
porosnietej bukowym lasem, w dole po okrągłych kamieniach wartko toczy wodę potok Radika. Za nim są już albańskie wioski z białymi minaretami odcinajacymi się od zieleni a dalej, za skalnymi grzebieniami zaczyna sie tajemnicza Albania, o której nadalmam bardzo malo informacji. Będąc w drodze zdany ba pomoc napotkanych ludzi ten brak informacji trochę mnie niepokoi.
Uczestniczę w liturgii, głównie słuchając śpiewów i oddając pokłony tak jak mnisi. Odmawiam różaniec i wchodzę sto metrów w dół do cudownego źródła i ukrytych w lesie małych kamiennych pustelni. Kolecje jemy wszyscy razem w refejtarzu z ikoną Ostatniej Wieczerzy.
Jeden z mnichów klepie mnie z uśmiechem po ramieniu i mówi, że widział mnie w górach gdy szedłem w dół. Musiał mnie minąć samochodem.
Rano msza 6.30. Pamiętam o długich spodniach i długim rękawie. Mimo pragnienia uczestnictwa w Eucharystii, powstrzymuje sie w ostatniej chwili. Jednak jestem katolikiem. Wszyscy o tym tu wiedzą i nie tobą z tego żadnego problemu.
Jeden że starszych mnichów podchodzi i mówi z szacunkiem, że u nas (w Polsce) byli kiedyś z misja Cyryl i Metody. Dwaj święci bardzo tutaj czczeni. Szacunkiem darzony jest też św. Franciszek.
Pokazuje pocztówki z monastyrow z Ziemi Swietej, gdzie byłem 70 dni temu. Mnisi całują zdjęcia z nabozna czcią. Na dziedzińcu dwaj mnisi poleroja swiecaca jak złoto kopułę cerkiewna. Mówią,że to na nowa swiatynie św. Serafina z Sarowa. Mogę sie pochwalic że znam postać tego risyjskiego mnicha i ascety, ktory w cerkwi prawosławnej porównywany jest do naszego św. Franciszka.
Jeszcze wspólne śniadanie i czas sie żegnać z goscinnym monastyrem św. Jana Chrzciciela.
Mój pielgrzym-opiekun wręcza mi od siebie na pamiątkę mała ikonę Jana Chrzciciela. Okazuje sie że ma na imię Jan. Odwzajemniam sie gałązka z drzewa oliwnego z ogrodu Getsemane.
Sciskamy się serdecznie i nawzajem udzielamy błogosławieństwa.
Ziv i zdrav! (badz żywy i zdrów).
Czas ruszać. Niech Bog blogoslawi!
Dziennik nieregularny z pieszej pielgrzymki, która rozpoczęła się 3 lipca 2011 roku w Jerozolimie, osiągnęła Asyż 27 października i trwa nadal... Mapa drogi dostępna na stronie www.idzieczlowiek.pl
piątek, 16 września 2011
poniedziałek, 12 września 2011
Macedonia
W Macedonii powital mnie stary monastyr 15 km od granicy z Bulgaria i Michail, Czarnogorzec, ktory prosi by nazywac go Michail Hadzi Ubogij. Znam slowo "hadzi" z arabskiego. Oznacza pielgrzyma. Michail jest pielgrzymem z wielka siwa broda i lagodnym spojrzeniem niebieskich, iskrzacych oczu. Z malym workiem na plecach i kosturem wedruje po swietych miejscach Balkanow, ale byl tez w Ziemi Swietej. Gdy mnie zobaczyl rzucil sie do calowania krzyza na rozancu, ktory nosze na szyi. Dogadujemy sie bez problemow, pomaga nam troche znajomosc rosyjskiego, ale uzywamy glownie jezyka... "slowiansko-balkanskiego", zrozumialego dla Macedonczykow, Serbow, Kroatow, Bosniakow, Bulgarow no i Polakow. Udziela nam sie wyjatkowosc tego spotkania dwoch pielgrzymow, modlimy sie razem, calujemy ikony. Monastyr karmi nas obu. Chyba taki zwyczaj. Nie czujemy zeby cokolwiek roznilo prawoslawnego od katolika. Przygladaja nam sie turysci. Sa wsrod nich uczestnicy miedzynarodowego pleneru malarstwa wspolczesnego. Mloda Macedonka podchodzi i pyta skad jestesmy i dokad wedrujemy. Mowi, ze caly czas szuka swojego wyrazu, artystycznego jezyka, wlasnego warsztatu, ze rzeczywistosc "widzialna" jej nie wystarcza, fascynuje ja surrealizm. Dzika przyroda otaczajaca starozytny monastyr i dwaj brudni pielgrzymi sa dosc "surrealistyczna" oprawa dla tej rozmowy.
- Moze maluj to, co widzi serce...
- No wlasnie, ale jak to dostrzec?
- Sam szukam na to odpowiedzi.
Z Michailem rozwazamy wspolna droge do jego domu w rodzinnej Czarnogorze, ale to dla mnie nadlozenie wielu kilometrow. Drugi wariant to wspolna wedrowka do Asyzu. Ale po drodze albanskie Kosowo, a tam Michaila nie wpuszcza... - Tam Albancy - mowi.
Gdyby dostal pieniadze od Boga, odbudowalby stary opuszczony monastyr sw. Jerzego gdzies w gorach. - Moze razem to zrobimy? - swieca mu sie niebieskie oczy.
Zegnamy sie serdecznie sciskajac i obiecujac sobie wzajemna modlitwe i kazdy wyrusza w swoja droge. Ja do Skopje, a Michail Hadzi Ubogij na polnoc, do Serbii.
Ide przez albanskie wioski. Nieufne spojrzenia, ciemna karnacja, inne zachowanie, jakby nerwowe. Psy czesto nie sa na uwiezi wiec bywa ze wybiegaja sfora z podworka i napedzaja mi strachu. Widze wyrazne roznice miedzy Slowianami i Albanczykami. Dziesiec lat trwala tu wojna. Jeszcze nie tak dawno sasiedzi mordowali sie nawzajem. Teraz jest pokoj, ale w powietrzu jest ciagle jakies napiecie... a moze to tylko moje zmeczenie i niepotrzebne obawy.
Skopje, stolica MAcedonii to polmilionowe miasto. Stoja tu obok siebie meczety i prawoslawne swiatynie. Jest tez katedra katolicka, odbudowana po wielkim trzesienu ziemi, ktore nawiedzilo Skopje w 1963 roku. Smierć o swicie poniosło 1070 ludzi, a ponad cztery tysiące odnioslo rany. Ponad sto tysięcy osób straciło dach nad głową.
Zniszczeniu uległo w przybliżeniu 75% zabudowy miasta. Największe zniszczenia zanotowano w dolinie rzeki Wardar, ale to jednak właśnie tam ocalał jeden z ważniejszych zabytków miasta – piętnastowieczny, kamienny most. Z tragedii ocalal wiec... symbol laczenia przeciwnych stron.
Dla upamiętnienia tragicznych wydarzeń zachowano w niezmienionym stanie budynek Poczty Głównej- z zegarem, który zatrzymał się w chwili trzęsienia ziemi. W budynku mieści się obecnie muzeum, w którym znalazł się podarowany Skopje przez Pablo Picassa obraz pt. "Głowa kobiety".
Tutaj w 1910 roku urodzila sie Agnesë Gonxhe Bojaxhiu, ktora do historii przeszla jako sw. Matka teresa z Kalkuty. Agnieszka od wczesnych lat zafascynowana była żywotami misjonarzy. W wieku dwunastu lat postanowiła poświęcić swe życie Bogu. Sześć lat później opuściła dom rodzinny i została misjonarką. Przyjaznia darzyl ja Jan Pawel II. Krytykowano jej zdecydowany sprzeciw wobec aborcji i antykoncepcji oraz wiarę w to, że ubóstwo jest czymś dobrym.
Skopje jednak nie jest dla mnie goscinne. W katedrze nie zostaje przyjety, okazuje sie ze nawet skromny kawalek podlogi to zbyt wiele. Dwie zakonnice powtarzaja - Nie razbiraju (maced. nie rozumiem), choc przed chwila dogadywalem sie z Macedonczykami bez problemu na ulicy pytajac o droge do katedry. Moze to dlatego ze jest juz noc, gdy rozmawiamy na dziedzincu kosciola. Moze to lek przed dziwnym obcym ktory opowiada ze idzie z Jerozolimy. Nauczony doswiadczeniem nie czuje rozczarowania. Znajduje do spania miejsce w miejskim parku. Czuje jednak ze jestem bardzo zmeczony. Od wielu dni stale boli prawa stopa. Przydaloby sie solidnie wykapac.
W Macedonii slabo dziala mi komorka. SMSy nie dochodza. Jest za to bezprzewodowy internet w kafejkach, gdzie moge doladowac telefon i napisac te kilka slow.
Przede mna droga na poludnie Macedonii, nad Jezioro Ochrydzkie. Tereny zamieszkale glownie przez prawoslawnych chrzescijan. Potem zaczyna sie Albania. Trzeba przejsc przez gory (jakies 10 dni) do portu w Durres, a stamtad przeprawa do Wloch.
Pytam Macedonczykow o Albanie, jak tam jest, jacy ludzie, ale nikt nie potrafi dac mi odpowiedzi. Nie wiedza. Wiem tylko, ze panuje tam bieda, ze mieszkaja tam glownie muzulmanie i ze kraj ten izolowal sie przez wiele lat.
Zostaje modlitwa!
- Moze maluj to, co widzi serce...
- No wlasnie, ale jak to dostrzec?
- Sam szukam na to odpowiedzi.
Z Michailem rozwazamy wspolna droge do jego domu w rodzinnej Czarnogorze, ale to dla mnie nadlozenie wielu kilometrow. Drugi wariant to wspolna wedrowka do Asyzu. Ale po drodze albanskie Kosowo, a tam Michaila nie wpuszcza... - Tam Albancy - mowi.
Gdyby dostal pieniadze od Boga, odbudowalby stary opuszczony monastyr sw. Jerzego gdzies w gorach. - Moze razem to zrobimy? - swieca mu sie niebieskie oczy.
Zegnamy sie serdecznie sciskajac i obiecujac sobie wzajemna modlitwe i kazdy wyrusza w swoja droge. Ja do Skopje, a Michail Hadzi Ubogij na polnoc, do Serbii.
Ide przez albanskie wioski. Nieufne spojrzenia, ciemna karnacja, inne zachowanie, jakby nerwowe. Psy czesto nie sa na uwiezi wiec bywa ze wybiegaja sfora z podworka i napedzaja mi strachu. Widze wyrazne roznice miedzy Slowianami i Albanczykami. Dziesiec lat trwala tu wojna. Jeszcze nie tak dawno sasiedzi mordowali sie nawzajem. Teraz jest pokoj, ale w powietrzu jest ciagle jakies napiecie... a moze to tylko moje zmeczenie i niepotrzebne obawy.
Skopje, stolica MAcedonii to polmilionowe miasto. Stoja tu obok siebie meczety i prawoslawne swiatynie. Jest tez katedra katolicka, odbudowana po wielkim trzesienu ziemi, ktore nawiedzilo Skopje w 1963 roku. Smierć o swicie poniosło 1070 ludzi, a ponad cztery tysiące odnioslo rany. Ponad sto tysięcy osób straciło dach nad głową.
Zniszczeniu uległo w przybliżeniu 75% zabudowy miasta. Największe zniszczenia zanotowano w dolinie rzeki Wardar, ale to jednak właśnie tam ocalał jeden z ważniejszych zabytków miasta – piętnastowieczny, kamienny most. Z tragedii ocalal wiec... symbol laczenia przeciwnych stron.
Dla upamiętnienia tragicznych wydarzeń zachowano w niezmienionym stanie budynek Poczty Głównej- z zegarem, który zatrzymał się w chwili trzęsienia ziemi. W budynku mieści się obecnie muzeum, w którym znalazł się podarowany Skopje przez Pablo Picassa obraz pt. "Głowa kobiety".
Tutaj w 1910 roku urodzila sie Agnesë Gonxhe Bojaxhiu, ktora do historii przeszla jako sw. Matka teresa z Kalkuty. Agnieszka od wczesnych lat zafascynowana była żywotami misjonarzy. W wieku dwunastu lat postanowiła poświęcić swe życie Bogu. Sześć lat później opuściła dom rodzinny i została misjonarką. Przyjaznia darzyl ja Jan Pawel II. Krytykowano jej zdecydowany sprzeciw wobec aborcji i antykoncepcji oraz wiarę w to, że ubóstwo jest czymś dobrym.
Skopje jednak nie jest dla mnie goscinne. W katedrze nie zostaje przyjety, okazuje sie ze nawet skromny kawalek podlogi to zbyt wiele. Dwie zakonnice powtarzaja - Nie razbiraju (maced. nie rozumiem), choc przed chwila dogadywalem sie z Macedonczykami bez problemu na ulicy pytajac o droge do katedry. Moze to dlatego ze jest juz noc, gdy rozmawiamy na dziedzincu kosciola. Moze to lek przed dziwnym obcym ktory opowiada ze idzie z Jerozolimy. Nauczony doswiadczeniem nie czuje rozczarowania. Znajduje do spania miejsce w miejskim parku. Czuje jednak ze jestem bardzo zmeczony. Od wielu dni stale boli prawa stopa. Przydaloby sie solidnie wykapac.
W Macedonii slabo dziala mi komorka. SMSy nie dochodza. Jest za to bezprzewodowy internet w kafejkach, gdzie moge doladowac telefon i napisac te kilka slow.
Przede mna droga na poludnie Macedonii, nad Jezioro Ochrydzkie. Tereny zamieszkale glownie przez prawoslawnych chrzescijan. Potem zaczyna sie Albania. Trzeba przejsc przez gory (jakies 10 dni) do portu w Durres, a stamtad przeprawa do Wloch.
Pytam Macedonczykow o Albanie, jak tam jest, jacy ludzie, ale nikt nie potrafi dac mi odpowiedzi. Nie wiedza. Wiem tylko, ze panuje tam bieda, ze mieszkaja tam glownie muzulmanie i ze kraj ten izolowal sie przez wiele lat.
Zostaje modlitwa!
środa, 7 września 2011
Intencje
wasze intencje są tu że mną cały czas. Czytam je rano przed drogą i płacze gdy widzę tak wielka wiarę i tak silna modlitwę. Ja tutaj jestem słaby i idę dzięki wam. Modlcie się! Nie ustawajcie! Jesteśmy słuchani cały czas tylko potrzeba wytrwałości! Wczoraj miałem kryzys. Tu na Balkansch w górach gdy leje czuję ta ludzka samotność i bezsilność. Boli prawa stopa mam jakaś wysypke bo z higiena ciężko, ale strach i zwątpienie muszą ustąpić gdy jest Miłość, a ona jest tutaj cały czas, z nami, blisko!
Wiem że Wojtek i Dominik mają ciężko na swoich drogach. Ja mogę czytac wasze intencje i to mi dodaje sił. Przede mną Macedonia. Może to ostatni wpis na kilka dni bo nie wiem jak tam z dostępem do internetu (teraz pisze z telefonu na ostatniej stacji benzynowej przed granicą).
Nieustannie sie modlcie!
Blogoslawie Pokojem i Dobrem!
Wiem że Wojtek i Dominik mają ciężko na swoich drogach. Ja mogę czytac wasze intencje i to mi dodaje sił. Przede mną Macedonia. Może to ostatni wpis na kilka dni bo nie wiem jak tam z dostępem do internetu (teraz pisze z telefonu na ostatniej stacji benzynowej przed granicą).
Nieustannie sie modlcie!
Blogoslawie Pokojem i Dobrem!
poniedziałek, 5 września 2011
Jesien
Skończyły się brzoskwinie i winogrona ze slonevznych nizin, teraz w coraz bardziej górskim krajobrazie zachodniej Bulgarii dominuje złoto skoszonego zboża i gotowe do zbioru ziemniaki.
Jeden krzak padl ofiarą pielgrzyma. Kilogram ziemniaków wylądował w plecaku żeby jeszcze tego samego dnia być kolacja. No to podaje przepis. Pól kilo ziemniaków z ogniska, kawał fetopodobnego bułgarskiego sera, oliwą, sol no i wkrojona cebula. Może to sprawa tej rzadkiej przyprawy jaka jest widok słońca zachodzacego nad rilskim masywem, ale wrażenia smakowe niezapomniane.
Jeszcze jeden prosty przepis na kolację: i
Bakłażan pokrojony w plastry, smażony na oliwie do zarumienienia, posypać solą. Do tego sałatka z pomidorow i cebuli j chleb. Niezwykle i takie proste. Czestowali mnie tym przydrozni sprzedawcy warzyw. Uwaga. 50 procentowa rakija tylko jako dodatek. Nie jest to łatwe.
Cerkwie w wiekszosci zamknięte. Na dzwonnicach unczasem widze gniazda z bocianami. Rozkładam sie pod murem. Zawsze blisko absydy i ikonostasu, którego ikony mam przed oczami przed zaśnięciem.
Powietrze ma już to jesienne swiatlo przesunięte w stronę czerwieni. W nocy gwiazdy, rano mgla scieli sie pod nogami, a niewidzialne stado owiec
przesuwa się za dźwiękiem dzwonkow.
Jeszcze chyba nigdy nie najadlem się do syta jeżyn z krzaka. Są wielkie i słodkie. Jabłka choć dzikie też są bardzo słodkie. To bałkańskie słońce. Tak samo wlewa coś dobrego w ludzi.
Monastyr św. Piotra i Pawla. Nie ma nikogo ale cerkiew jest otwarta. Modlę sie przed ikonami. Waham sie czy zapalić swieczke za która składa sie dobrowolna ofiarę. Nie mam kasy. Obok ikon leżą drobne pieniądze. Na ich widok slina napkyea do ust i myśl o ciepłym posiłku natrętnie krąży po świętym miejscu. Krol Dawid wzial ze świątyni chleby pokladne gdy był w potrzebie - kombinuje. Decyduje sie mimo głodu nic nie brac. Może to przez to groźne spojrzenie św. Mikołaja... Wtedy do cerkwi wchodzi staruszek, ktory dba o to miejsce, podlewa kwiaty, kosi trawę. Sięga pomarszczona dłonią po monety i starannie odlicza.
Może to jego praca i całe utrzymanie... Oddycham z ulga ze wtedy sie powstrzymalem.
Gdy rozkładam karimate na trawie przy białej ścianie cerkwi pohawia sie dziadek i wnuk. Obaj mają na imię Iwan - to po naszemu Jan. Starszy Iwan opowiada ze byli na rybach a teraz chcą sobie upiec mięso tutaj i czy mam ochotę do nich dołączyć. Pytanie!
Po chwili zajadamy sie mięsem pieczonym nad ogniem i cebula z grilla. Sa tez pomidory. Pieczone sa niezwykle smaczne. Starszy Iwan jest dla młodego całym światem. Dziadek cierpliwie tłumaczy szescioatkowi czyn jest lezacy ma stole różaniec. Zanim odejdą dają mi pozostale po
uczcie warzywa, chleb i swiezo zerwane orzechy włoskie.
Dobry dzień! Teraz trzeba sie wyspać. Jutro droga do Dupnicy. Potem Mscedinia. Coraz wyżej i coraz biedniej.
Chryste prowadź!
Jeden krzak padl ofiarą pielgrzyma. Kilogram ziemniaków wylądował w plecaku żeby jeszcze tego samego dnia być kolacja. No to podaje przepis. Pól kilo ziemniaków z ogniska, kawał fetopodobnego bułgarskiego sera, oliwą, sol no i wkrojona cebula. Może to sprawa tej rzadkiej przyprawy jaka jest widok słońca zachodzacego nad rilskim masywem, ale wrażenia smakowe niezapomniane.
Jeszcze jeden prosty przepis na kolację: i
Bakłażan pokrojony w plastry, smażony na oliwie do zarumienienia, posypać solą. Do tego sałatka z pomidorow i cebuli j chleb. Niezwykle i takie proste. Czestowali mnie tym przydrozni sprzedawcy warzyw. Uwaga. 50 procentowa rakija tylko jako dodatek. Nie jest to łatwe.
Cerkwie w wiekszosci zamknięte. Na dzwonnicach unczasem widze gniazda z bocianami. Rozkładam sie pod murem. Zawsze blisko absydy i ikonostasu, którego ikony mam przed oczami przed zaśnięciem.
Powietrze ma już to jesienne swiatlo przesunięte w stronę czerwieni. W nocy gwiazdy, rano mgla scieli sie pod nogami, a niewidzialne stado owiec
przesuwa się za dźwiękiem dzwonkow.
Jeszcze chyba nigdy nie najadlem się do syta jeżyn z krzaka. Są wielkie i słodkie. Jabłka choć dzikie też są bardzo słodkie. To bałkańskie słońce. Tak samo wlewa coś dobrego w ludzi.
Monastyr św. Piotra i Pawla. Nie ma nikogo ale cerkiew jest otwarta. Modlę sie przed ikonami. Waham sie czy zapalić swieczke za która składa sie dobrowolna ofiarę. Nie mam kasy. Obok ikon leżą drobne pieniądze. Na ich widok slina napkyea do ust i myśl o ciepłym posiłku natrętnie krąży po świętym miejscu. Krol Dawid wzial ze świątyni chleby pokladne gdy był w potrzebie - kombinuje. Decyduje sie mimo głodu nic nie brac. Może to przez to groźne spojrzenie św. Mikołaja... Wtedy do cerkwi wchodzi staruszek, ktory dba o to miejsce, podlewa kwiaty, kosi trawę. Sięga pomarszczona dłonią po monety i starannie odlicza.
Może to jego praca i całe utrzymanie... Oddycham z ulga ze wtedy sie powstrzymalem.
Gdy rozkładam karimate na trawie przy białej ścianie cerkwi pohawia sie dziadek i wnuk. Obaj mają na imię Iwan - to po naszemu Jan. Starszy Iwan opowiada ze byli na rybach a teraz chcą sobie upiec mięso tutaj i czy mam ochotę do nich dołączyć. Pytanie!
Po chwili zajadamy sie mięsem pieczonym nad ogniem i cebula z grilla. Sa tez pomidory. Pieczone sa niezwykle smaczne. Starszy Iwan jest dla młodego całym światem. Dziadek cierpliwie tłumaczy szescioatkowi czyn jest lezacy ma stole różaniec. Zanim odejdą dają mi pozostale po
uczcie warzywa, chleb i swiezo zerwane orzechy włoskie.
Dobry dzień! Teraz trzeba sie wyspać. Jutro droga do Dupnicy. Potem Mscedinia. Coraz wyżej i coraz biedniej.
Chryste prowadź!
czwartek, 1 września 2011
myśli
W drodze przychodzą myśli. Gdy jakaś towarzyszy mi dłużej, zapamietuje ja.
1.Na nic się nie nastawiaj - na wszystko sie otwieraj.
W samotnej wędrówce bez zabezpieczeń wszystko co mnie spotyka jest inne niż sie wcześniej mogłem spodziewać. Zwykle lepsze. Ale te zaskoczenia uczą żeby na nic sie z góry nie nadtawiac. Trzeba mieć zawsze szeroko otwarte oczy i wszystko przyjmować z wdzięcznością. Romantyzm i malowniczosc przychodzą później, gdy minie znużenie i ból. Tak trudno docenić to, co dzieje sie w tej chwili, zawsze oczekuje czegoś lepszego. Tak jakby wdzięczność była obarczona swoją bezwladnoscia.
2. Nie masz nic więc wszystko dostajesz.
Idąc bez pieniedzy i namiotu z plecakiem przez góry potrzebne jest zawieraenie. Gdyby nie było w tym Jego woli nie doszedlbym tutaj, bez Niego nie pokonam jutro kolejnych 30 km. To nie moja pomysłowość i roztropność sprawiają że znajduje mnie pożywienie i noclegi. Ja mam modlitwę. Wtedy Jezus jest moja roztropnoscia. Oddanie sie Jemu jest łatwe gdy nie ma innego wyjścia. Jeśli nie poproszę o chleb będę głodny. Więc proszę. I zawsze dostaje.
3. Po ciężkiej próbie przygotuj sie na kolejna.
Kilka dni temu po ciężkiej wędrówce doszedłem do Plovdiv. Duże miasto, wiedziałem że jest tam
katolicki kościół. Trafiłem do niego od razu i to z marszu wszedłem na mszę o 18.00. Po wielu tygodnuach bez mszy znalazłem sie wśród bliskich mi postaci: bl.Jana Pawla II, św. Teresy z
Kalkuty, św. Franciszka. Kosciol okazal sie katedra pod wezwaniem sw. Ludwika. Podczas mszy odbywał sie chrzest dziecka włoski-bułgarskiego małżeństwa. Eucharystie przyjąłem na kolanach placzac. Czułem wielka radość i wdzięczność ze mogłem tutaj trafić, po setkach kilometrów
gorącego pustkowia.
Modliłem sie a potem poszedłem do księdza spytać o nocleg. Spieszył sie gdzieś i patrzył na mnie jakos podejrzliwie odpowiadajac zdawkowo ze nie można każdemu ufać tak od razu, ze biskup jest surowy, ze wszystko pozamykane. Poprosiłem tylko o miejsce na trawie i o wodę. Odmówił tłumacząc ze kraj jest w budynku, a klucze ma ktoś inny. Podszedłem do ministranta pokazując na desce mapę i trasę mojej wędrówki. Zrozumiał ze jestem oiekgrzymem ale tylko rozłożył bezradnie ręce sugerując żebym opuścił teren kościoła bo zamykają teren. Zostałem na ulicy. Bylem zdruzgotany. Czułem gorycz i resztkami sił nie pozwalalem jej przejść w złość.
Wtedy przypomniało mi się doświadczenie Franciszka przed drzwiami klasztoru i to co mówił o radości doskonałej. Byłem w lepszej sytuacji bo przed chwila uczestniczyłem w cudownej uczcie, a mimo to oczekiwałem jeszcze więcej. Z trudem podjąłem modlitwę za księdza który mnie odprawił i powloklem sie ulica obcego miasta. Zbliżała sie noc. Pomyślałem ze trzeba wyjść z miasta i szukać czegoś na polu, na wsi. Nie miałem wody... Może jakaś fontanna? O chleb poproszę kogoś jutro. Wtedy podeszli do mnie starsze małżeństwo. Zrozumiałem ze chcą mnie gdzieś zaprowadzić. Nic nie rozumiałem z ich bułgarskiego a może byłem tak zmeczony. Doszliśmy do jakiejś kamienicy. Kobieta nscisnela dzwonek do drzwi i odeszli. Zostałem sam nie wiedząc co to za miejsce ani kto mi otworzy. W drzwiach pojawiła się zakonnica. Jej usmiech uświadomił mi że trafiłem do właściwego miejsca.
Po chwili była wsoabiala kolacja, pokój z łazienka i biała posciela, siostry wzięły nawet idę mnie rzeczy do prania.
Panie Boze! Nie dopusc abym kiedykolwiek zwatpil w Twoja opiekę. Nie pozwól abym kogokolwiek pochopnie ocenił. Pójdę każda drogą która mi wskazesz, bo wiem że jesteś że mną.
Podziękuje ci nie odrzucając zmęczenia, nie rezygnując z bólu stopy i ze znurzenia. Tylko bądź przy mnie!
1.Na nic się nie nastawiaj - na wszystko sie otwieraj.
W samotnej wędrówce bez zabezpieczeń wszystko co mnie spotyka jest inne niż sie wcześniej mogłem spodziewać. Zwykle lepsze. Ale te zaskoczenia uczą żeby na nic sie z góry nie nadtawiac. Trzeba mieć zawsze szeroko otwarte oczy i wszystko przyjmować z wdzięcznością. Romantyzm i malowniczosc przychodzą później, gdy minie znużenie i ból. Tak trudno docenić to, co dzieje sie w tej chwili, zawsze oczekuje czegoś lepszego. Tak jakby wdzięczność była obarczona swoją bezwladnoscia.
2. Nie masz nic więc wszystko dostajesz.
Idąc bez pieniedzy i namiotu z plecakiem przez góry potrzebne jest zawieraenie. Gdyby nie było w tym Jego woli nie doszedlbym tutaj, bez Niego nie pokonam jutro kolejnych 30 km. To nie moja pomysłowość i roztropność sprawiają że znajduje mnie pożywienie i noclegi. Ja mam modlitwę. Wtedy Jezus jest moja roztropnoscia. Oddanie sie Jemu jest łatwe gdy nie ma innego wyjścia. Jeśli nie poproszę o chleb będę głodny. Więc proszę. I zawsze dostaje.
3. Po ciężkiej próbie przygotuj sie na kolejna.
Kilka dni temu po ciężkiej wędrówce doszedłem do Plovdiv. Duże miasto, wiedziałem że jest tam
katolicki kościół. Trafiłem do niego od razu i to z marszu wszedłem na mszę o 18.00. Po wielu tygodnuach bez mszy znalazłem sie wśród bliskich mi postaci: bl.Jana Pawla II, św. Teresy z
Kalkuty, św. Franciszka. Kosciol okazal sie katedra pod wezwaniem sw. Ludwika. Podczas mszy odbywał sie chrzest dziecka włoski-bułgarskiego małżeństwa. Eucharystie przyjąłem na kolanach placzac. Czułem wielka radość i wdzięczność ze mogłem tutaj trafić, po setkach kilometrów
gorącego pustkowia.
Modliłem sie a potem poszedłem do księdza spytać o nocleg. Spieszył sie gdzieś i patrzył na mnie jakos podejrzliwie odpowiadajac zdawkowo ze nie można każdemu ufać tak od razu, ze biskup jest surowy, ze wszystko pozamykane. Poprosiłem tylko o miejsce na trawie i o wodę. Odmówił tłumacząc ze kraj jest w budynku, a klucze ma ktoś inny. Podszedłem do ministranta pokazując na desce mapę i trasę mojej wędrówki. Zrozumiał ze jestem oiekgrzymem ale tylko rozłożył bezradnie ręce sugerując żebym opuścił teren kościoła bo zamykają teren. Zostałem na ulicy. Bylem zdruzgotany. Czułem gorycz i resztkami sił nie pozwalalem jej przejść w złość.
Wtedy przypomniało mi się doświadczenie Franciszka przed drzwiami klasztoru i to co mówił o radości doskonałej. Byłem w lepszej sytuacji bo przed chwila uczestniczyłem w cudownej uczcie, a mimo to oczekiwałem jeszcze więcej. Z trudem podjąłem modlitwę za księdza który mnie odprawił i powloklem sie ulica obcego miasta. Zbliżała sie noc. Pomyślałem ze trzeba wyjść z miasta i szukać czegoś na polu, na wsi. Nie miałem wody... Może jakaś fontanna? O chleb poproszę kogoś jutro. Wtedy podeszli do mnie starsze małżeństwo. Zrozumiałem ze chcą mnie gdzieś zaprowadzić. Nic nie rozumiałem z ich bułgarskiego a może byłem tak zmeczony. Doszliśmy do jakiejś kamienicy. Kobieta nscisnela dzwonek do drzwi i odeszli. Zostałem sam nie wiedząc co to za miejsce ani kto mi otworzy. W drzwiach pojawiła się zakonnica. Jej usmiech uświadomił mi że trafiłem do właściwego miejsca.
Po chwili była wsoabiala kolacja, pokój z łazienka i biała posciela, siostry wzięły nawet idę mnie rzeczy do prania.
Panie Boze! Nie dopusc abym kiedykolwiek zwatpil w Twoja opiekę. Nie pozwól abym kogokolwiek pochopnie ocenił. Pójdę każda drogą która mi wskazesz, bo wiem że jesteś że mną.
Podziękuje ci nie odrzucając zmęczenia, nie rezygnując z bólu stopy i ze znurzenia. Tylko bądź przy mnie!
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)