(mam kilka minut przy komputerze w hotelowej recepcji. Hotel w Betlehem nazywa sie PARADISE)
Betlehem (hebr. "dom chleba") jest zamknietym wysokim murem gettem, do ktorego droga z Jerozolimy prowadzi przez wojskowe check-pointy obstawione przez 18-20 -letnich zydowskich zolnierzy. Sa uprzejmi. Wiekszosc mowi po rosyjsku. Na murze napisy jak kiedys na murze berlinskim. Ktos napisal: W BETLEHEM NARODZIL SIE NAUCZYCIEL PRAW CZLOWIEKA. Jest tez pieknie wymalowana sprayem wielka ikona Matki Bozej.
Nocleg u siostr Elzbietanek i rano droga 20-min. do Groty Narodzenia. Trafiam akurat na liturgie grecka. Caluje srebrna gwiazde - to tutaj urodzil sie Mesjasz. Obok franciszkanski kosciol sw. Katarzyny - aleksandryjskiej meczennicy. Kosciol jest pusty. Gdy sie modle wchodzi do srodka, a wlasciwie wbiega radosnie podskakujac trzymajac sie za rece- dwoje dzieci - w wieku ok. 8 lat - chlopiec i dziewczynka. Zdumiewa mnie nieskrepowana radosc w ich czarnych oczach, gestach. Chyba brat i siostra.
Widzac mnie z aparatem przystaja na chwile. Pokazuje, ze chcialbym im zrobic zdjecie, ale aparat wlasnie sie zacina. Probuje go uruchomic bojac sie ze zaraz mi znikna. Ale czekaja nie tracac usmiechu. Robie kilka zdjec. Podchodza, chca sie zobaczyc. Sa piekni. Chlopiec troche powaznieje, widac ze czuje sie odpowiedzialny za siostre. Prosi o jedna szekle. Taki tutejszy zwyczaj. Usmiechaja sie i znikaja. Stoje jeszcze urzeczony ta scena. Wtedy czuje jak cos sciska mi gardlo, a w oczach mam lzy. Czy to mozliwe, zebym tutaj zobaczyl... Tak. To byli oni.
Jutro rano wyruszam w kierunku Pustyni Judzkiej i dalej na wschod - do Qmran. Tam w grotach powinienem znalezc jakies schronienie na noc. A pojutrze - Morze Martwe i w 7 km. w gore Jordanu - do miejsca chrztu Jezusa. Potem Jeryho i dalej do Samarii i Galilei. 16-go chcialbym byc na Gorze Karmel. Ale tylko jesli taka bedzie Jego wola.
Panie moj. Prosze o laske. Naucz mnie modlitwy w zmeczeniu i upale. Naucz mnie wierzyc gdy brakuje sil.
Dziennik nieregularny z pieszej pielgrzymki, która rozpoczęła się 3 lipca 2011 roku w Jerozolimie, osiągnęła Asyż 27 października i trwa nadal... Mapa drogi dostępna na stronie www.idzieczlowiek.pl
poniedziałek, 4 lipca 2011
sobota, 2 lipca 2011
Jerozolima
Noclegi mam u sióstr Elżbietanek w sierocińcu na Górze Oliwnej, skąd widać wschodni mur z Bramą Złotą (zamurowaną kiedyś na wszelki wypadek, bo przez nią miał wkroczyc do Jerozolimy zmartwychwstały mesjasz). Fotka poniżej.
W piątek śpiewałem nieszpory po łacinie z franciszkanami w kaplicy przy Grobie Jezusa (starałem się:), odmawiałem koronkę do Miłosierdzia po włosku zwWłoską pielgrzymką, potem szedłem w Drodze Krzyżowej do Grobu Pańskiego i tam złożyłem intencje (kartki).
Szukając Bazyliki Grobu Chrystusa zaszedłem przez przypadek do luterańskiego kościoła Odkupiciela (Redeemer) i pytam o drogę człowieka, który pilnował wejścia. Okazało się, że jest Palestyńczykiem, protestantem, ma żone katoliczkę, a jego matka jest wyznania grecko-ortodoksyjnego. Do rozmowy dołączył się jakiś Rosjanin, który okazał się Żydem mieszkającym 100 km na północ od Jerozolimy. Ma na imię Igor. Pytam go z uśmiechem co robi w chrześcijańskiej świątyni, a on na to, że wierzy w Jezusa tak jak ja, bo jest żydem mesjanistycznym. Mówię mu, że to akurat na szlaku mojej pielgrzymki w drodze na północ Izraela. Wymieniamy kontakty. Chętnie skorzystałem z zaproszenia do odwiedzenia go w jego domu. Od Palestyńczyka za sklepu z pamiątkami dostałem kontakt do imama meczetu w Jeryho, tam sie zatrzymam za dwa dni. Ale najpierw Betlehem (jutro) i potem w stronę Qmran i miejsca, gdzie Jan Chrciciel chrzcił Jezusa 7 km na północ od ujścia Jordanu do M. Martwego.
Kasa się kończy, więc niedługo przechodzę na garnuszek Opatrzności.
Tyle z Jerozolimy. Jak gdzieś po drodze dorwę jakiś darmowy internet to coś napiszę. Jakoś mi raźniej, gdy wiem, że ktoś to przeczyta. Pozdrawiam wszystkich, którzy przekazali mi swoje intencje, modlę sie w tych intencjach codziennie.
Wojtek, Dominik! Zgodnie z umową codziennie 21.37 odmawiam różaniec (tylko że niestety mojego czasu)
Pokój i dobro!
Roman
W piątek śpiewałem nieszpory po łacinie z franciszkanami w kaplicy przy Grobie Jezusa (starałem się:), odmawiałem koronkę do Miłosierdzia po włosku zwWłoską pielgrzymką, potem szedłem w Drodze Krzyżowej do Grobu Pańskiego i tam złożyłem intencje (kartki).
Szukając Bazyliki Grobu Chrystusa zaszedłem przez przypadek do luterańskiego kościoła Odkupiciela (Redeemer) i pytam o drogę człowieka, który pilnował wejścia. Okazało się, że jest Palestyńczykiem, protestantem, ma żone katoliczkę, a jego matka jest wyznania grecko-ortodoksyjnego. Do rozmowy dołączył się jakiś Rosjanin, który okazał się Żydem mieszkającym 100 km na północ od Jerozolimy. Ma na imię Igor. Pytam go z uśmiechem co robi w chrześcijańskiej świątyni, a on na to, że wierzy w Jezusa tak jak ja, bo jest żydem mesjanistycznym. Mówię mu, że to akurat na szlaku mojej pielgrzymki w drodze na północ Izraela. Wymieniamy kontakty. Chętnie skorzystałem z zaproszenia do odwiedzenia go w jego domu. Od Palestyńczyka za sklepu z pamiątkami dostałem kontakt do imama meczetu w Jeryho, tam sie zatrzymam za dwa dni. Ale najpierw Betlehem (jutro) i potem w stronę Qmran i miejsca, gdzie Jan Chrciciel chrzcił Jezusa 7 km na północ od ujścia Jordanu do M. Martwego.
Kasa się kończy, więc niedługo przechodzę na garnuszek Opatrzności.
Tyle z Jerozolimy. Jak gdzieś po drodze dorwę jakiś darmowy internet to coś napiszę. Jakoś mi raźniej, gdy wiem, że ktoś to przeczyta. Pozdrawiam wszystkich, którzy przekazali mi swoje intencje, modlę sie w tych intencjach codziennie.
Wojtek, Dominik! Zgodnie z umową codziennie 21.37 odmawiam różaniec (tylko że niestety mojego czasu)
Pokój i dobro!
Roman
niedziela, 26 czerwca 2011
Dni
Ostatnie dni minęły bardzo szybko. Niektóre wydarzenia wydają się nierealne. Błogosławieństwa przed drogą udzielił nam rabin (nałożyl nam na głowy kipy - żydowskie nakrycia głowy), modlił się nad nami muzułmański imam (wyściskał nas serdecznie ze łzami w oczach), prosił żebym w Palestynie miał oczy otwarte i żebym wszystko notował. Myślę, że w sercu tego Palestyńczyka jest pragnienie przebaczenia doznanych krzywd, ale krok do zrobienia ma też druga strona...
23-go czerwca było Boże Ciało i wigilia urodzin św. Jana Chrzciciela - patrona naszej drogi. W tą wyjątkową noc zaprosiliśmy do wspólnej modlitwy w intencji pielgrzymki i Cywilizacji Miłości Jana Pawła II zwierzchników wspólnot: żydowskiej i muzułmańskiej. Czuwanie modlitewne u gdańskich franciszkanów w kościele św. Trójcy zakończyło się podpisaniem w pięciu językach (po polsku, angielsku, rosyjsku, hebrajsku i arabsku) ponadreligijnej Deklaracji Cywilizacji Miłości, którą trzej pielgrzymi zaniosą do Asyżu z Fatimy, z Moskwy i z Jerozolimy. Po św. Janie przyszła sobota 25 czerwca, 30-rocznica pierwszego objawienia w Medjugorie.
Dzisiejsze przesłanie (25 czerwca 2011) cyt. za medziugorje.blogspot.com brzmi dziwnie aktualnie:
„Drogie dzieci! Wraz ze mną dziękujcie Wszechmogącemu za moją obecność wśród was. Moje serce jest radosne, patrząc na miłość i radość w życiu moimi orędziami. Wielu z was odpowiedziało, ale czekam i szukam wszystkich uśpionych serc, by obudziły się ze snu niewiary. Dziatki, jeszcze bardziej przybliżcie się do mego Niepokalanego Serca, abym mogła prowadzić was do wieczności. Dziękuję wam, że odpowiedzieliście na moje wezwanie.”
Patrzę na pomarańczową koszulkę, którą wczoraj dostałem od chłopaków ze wspólnoty uzależnionych Cenacolo (wychodzą z uzależnienia od narkotyków wyłącznie modlitwą i pracą - bez bezpośredniego wsparcia psychologów - samodzielnie prowadząc domy skupiające 20- 30- letnicj mężczyzn). Mają trzy domy w Polsce i kilkadziesiąt w Europie. Na koszulce dwoje małych dzieci idzie przed siebie trzymając się za ręce. Spotkaliśmy się na mszy w św. Józefie w Gdańsku, gdzie dawali świadectwo i kwestowali na utrzymanie wspólnoty. Od tych chłopaków bije światło. Miałem ściśnięte gardło gdy swoją historię opowiadał Peter ze Słowacji. Po mszy podszedłęm do niego i poprosiłem o błogosławieństwo.
- Jestem tylko narkomanem - odparł z zakłopotaniem robiąc mi kcuikiem na czole znak krzyża.
23-go czerwca było Boże Ciało i wigilia urodzin św. Jana Chrzciciela - patrona naszej drogi. W tą wyjątkową noc zaprosiliśmy do wspólnej modlitwy w intencji pielgrzymki i Cywilizacji Miłości Jana Pawła II zwierzchników wspólnot: żydowskiej i muzułmańskiej. Czuwanie modlitewne u gdańskich franciszkanów w kościele św. Trójcy zakończyło się podpisaniem w pięciu językach (po polsku, angielsku, rosyjsku, hebrajsku i arabsku) ponadreligijnej Deklaracji Cywilizacji Miłości, którą trzej pielgrzymi zaniosą do Asyżu z Fatimy, z Moskwy i z Jerozolimy. Po św. Janie przyszła sobota 25 czerwca, 30-rocznica pierwszego objawienia w Medjugorie.
Dzisiejsze przesłanie (25 czerwca 2011) cyt. za medziugorje.blogspot.com brzmi dziwnie aktualnie:
„Drogie dzieci! Wraz ze mną dziękujcie Wszechmogącemu za moją obecność wśród was. Moje serce jest radosne, patrząc na miłość i radość w życiu moimi orędziami. Wielu z was odpowiedziało, ale czekam i szukam wszystkich uśpionych serc, by obudziły się ze snu niewiary. Dziatki, jeszcze bardziej przybliżcie się do mego Niepokalanego Serca, abym mogła prowadzić was do wieczności. Dziękuję wam, że odpowiedzieliście na moje wezwanie.”
Patrzę na pomarańczową koszulkę, którą wczoraj dostałem od chłopaków ze wspólnoty uzależnionych Cenacolo (wychodzą z uzależnienia od narkotyków wyłącznie modlitwą i pracą - bez bezpośredniego wsparcia psychologów - samodzielnie prowadząc domy skupiające 20- 30- letnicj mężczyzn). Mają trzy domy w Polsce i kilkadziesiąt w Europie. Na koszulce dwoje małych dzieci idzie przed siebie trzymając się za ręce. Spotkaliśmy się na mszy w św. Józefie w Gdańsku, gdzie dawali świadectwo i kwestowali na utrzymanie wspólnoty. Od tych chłopaków bije światło. Miałem ściśnięte gardło gdy swoją historię opowiadał Peter ze Słowacji. Po mszy podszedłęm do niego i poprosiłem o błogosławieństwo.
- Jestem tylko narkomanem - odparł z zakłopotaniem robiąc mi kcuikiem na czole znak krzyża.
Pociąg
Piszę z pociągu Gdańsk - Poznań. Jadę do Mamy. Jutro urodziny taty i msza w poznańskim kościele św. Jakuba w intencji jego duszy. Mama obchodziła przedwczoraj 70-e urodziny a babcia w sierpniu będzie obchodziła 90-e. Jakie rocznice! Babcia trzymała mnie do chrztu, a imię Roman otrzymałem od dziadka - Franciszka. Odwdzięczę im się chociaż tak - modląc się za nich w drodzę.
Spakowałem się do starego plecaka, który kiedyś przywiozłem z Nepalu. Himalaiści zchodząc z gór mieli zwyczaj zostawiać część sprzętu w Kathmandu - trafiał potem do sklepików, gdzie można było kupić plecaki, kurtki, czekany, oczywiście ostro się targując. Były to czasy gdy zajmowałem się przemytem złota do Indii - czasem samolotami, czasem drogami lądowymi przez Bangladesz, Pakistan albo Nepal. Wtedy nie znałem Boga, choć wędrując po Azji spotykałem wiele bóstw. A teraz moim podstawowym wyposażeniem na drogę jest Pismo Święte, "Dzienniczek" św. Faustyny i kilka drobiazgów. Dziwnie lekki jest ten plecak jak na czteromiesięczną wyprawę.
Spakowałem się do starego plecaka, który kiedyś przywiozłem z Nepalu. Himalaiści zchodząc z gór mieli zwyczaj zostawiać część sprzętu w Kathmandu - trafiał potem do sklepików, gdzie można było kupić plecaki, kurtki, czekany, oczywiście ostro się targując. Były to czasy gdy zajmowałem się przemytem złota do Indii - czasem samolotami, czasem drogami lądowymi przez Bangladesz, Pakistan albo Nepal. Wtedy nie znałem Boga, choć wędrując po Azji spotykałem wiele bóstw. A teraz moim podstawowym wyposażeniem na drogę jest Pismo Święte, "Dzienniczek" św. Faustyny i kilka drobiazgów. Dziwnie lekki jest ten plecak jak na czteromiesięczną wyprawę.
Projekt
Za trzy dni wylatuję do Tel-Avivu, stamtąd stopem do Jerozolimy, a potem już pieszo: Betlejem, Qumran, Jerycho i dalej na północ przez Terytorium Palestyńskie - Samarię - Góra Błogosławieństw, Nazaret, Jezioro Galilejskie, Karmel, Hajfa. Dalej się zobaczy. Nie wiem co przyniesie jutro, gdzie przyjdzie zatrzymać się na noc. Mam list po arabsku od imama meczetu w Gdańsku. Mówi, że każdy meczet powinien mnie przyjąć na noc jako pielgrzyma pokoju. Ale pewnie tak samo jak w Polsce - różni są duchowni - nie każdy musi zaufać zakurzonemu włóczędze z plecakiem.
Wojtek 13 lipca rozpocznie drogę z Fatimy a Dominik 29 lipca z Moskwy
Wszystko zaczęło się 29 września 2010. Dzień Trzech Archaniołów. Wtedy pojawił się pomysł na potrójną drogę do wspólnego celu. Odtąd Wojtkiem zaopiekował się Archanioł Michał, Dominikiem - Rafał, a mną - Gabriel.
Kiedyś zajmowałem się zarządzaniem projektami. Powierzano mi złożone przedsięwzięcia, uczyłem banki jak skuteczniej osiągać cele. I teraz gdy patrzę na naszą pielgrzymkę jak na projekt, który z fazy planowania przechodzi właśnie w realizację - widzę że metodyki zarządzania projektem było tu niewiele. Brak budżetu (jakoś kasa sama się znajdowała), brak harmonogramu (co najwyżej główne punkty), żadnej sieci zadań z przypisaniem osób, scenariuszy "what-if" czy analizy ryzyka. A jednak wszystko się układa. Zadziwia nas, że bilety, wyposażenie, poligrafia, organizacja spotkań - wszystko znajduje darczyńców. Darmo dostajemy, więc darmo dawać trzeba. Chociaż ryzyko braliśmy pod uwagę. Jeśli któryś z nas trzech sie opóźni w drodze i nie zdąży na 27 października do Asyżu - wędruje dalej, aż dojdzie.
Kupiłem kartę tak-tak w T-mobile, bo ma chyba najtańszy roaming w Izraelu i Turcji. Gdy wklepałem kod doładowujący z karty-zdrapki, miły głos z automatu oznajmił, że karta b dzie działał do dnia 27 października, a potem trzeba ją doładować. Skąd automat wiedział, że pielgrzymka kończy się właśnie tego dnia naszym wejściem do Asyżu? OK. Może to zwykły przypadek.
Wojtek 13 lipca rozpocznie drogę z Fatimy a Dominik 29 lipca z Moskwy
Wszystko zaczęło się 29 września 2010. Dzień Trzech Archaniołów. Wtedy pojawił się pomysł na potrójną drogę do wspólnego celu. Odtąd Wojtkiem zaopiekował się Archanioł Michał, Dominikiem - Rafał, a mną - Gabriel.
Kiedyś zajmowałem się zarządzaniem projektami. Powierzano mi złożone przedsięwzięcia, uczyłem banki jak skuteczniej osiągać cele. I teraz gdy patrzę na naszą pielgrzymkę jak na projekt, który z fazy planowania przechodzi właśnie w realizację - widzę że metodyki zarządzania projektem było tu niewiele. Brak budżetu (jakoś kasa sama się znajdowała), brak harmonogramu (co najwyżej główne punkty), żadnej sieci zadań z przypisaniem osób, scenariuszy "what-if" czy analizy ryzyka. A jednak wszystko się układa. Zadziwia nas, że bilety, wyposażenie, poligrafia, organizacja spotkań - wszystko znajduje darczyńców. Darmo dostajemy, więc darmo dawać trzeba. Chociaż ryzyko braliśmy pod uwagę. Jeśli któryś z nas trzech sie opóźni w drodze i nie zdąży na 27 października do Asyżu - wędruje dalej, aż dojdzie.
Kupiłem kartę tak-tak w T-mobile, bo ma chyba najtańszy roaming w Izraelu i Turcji. Gdy wklepałem kod doładowujący z karty-zdrapki, miły głos z automatu oznajmił, że karta b dzie działał do dnia 27 października, a potem trzeba ją doładować. Skąd automat wiedział, że pielgrzymka kończy się właśnie tego dnia naszym wejściem do Asyżu? OK. Może to zwykły przypadek.
Subskrybuj:
Posty (Atom)