środa, 19 maja 2010

pozdrowienie


Bądź pozdrowiona, łaski pełna, Pan z Tobą!

hawel

Księga Koheleta jest jedną z najrzadziej cytowanych ksiąg mądrościowych w liturgii Kościoła. Pochodzące z niej znane słowa „marność nad marnościami” przydają jej mrocznej tajemnicy i nie są łatwym zaproszeniem do głębszej lektury, zwłaszcza dzisiaj, gdy w Słowie Bożym częściej szuka się pocieszenia niż trudnych pytań. W tradycji rabinicznej Księga Koheleta czytana jest w Szabat przypadający podczas święta Sukot, które jest wspomnieniem 40-letniej wędrówki Izraelitów przez pustynię. Jest to okres o wyjątkowej wymowie. Nietrwałość ludzkich siedzib – sukot (szałasów) – w których wówczas Żydzi przez siedem dni przebywają, studiują Torę, spożywają posiłki i śpią, ma przypominać namioty, w których żyli na pustyni przed wejściem do Erec Israel, oraz kruchość i zmienność ludzkiej egzystencji.
Analogia ta ukazuje wędrówkę, jaką jest życie każdego człowieka, jako ciąg zdarzeń, często dla niego niezrozumiałych, lub wręcz tragicznych, nad którymi czuwa jednak stale Boża Opatrzność.
Łaciński przekład biblii nadał słowom Koheleta raczej pesymistyczny wydźwięk: „vanitas vanitatum” (pustka, marność), sugerując brak jakiejkolwiek absolutnej wartości w życiu człowieka. Nawet Czesław Miłosz, dokonując tłumaczenia Koheleta, dwie trzecie przedmowy do tego dzieła poświęcił zagadnieniu „marności nad marnościami”.
Oryginał hebrajski używa w tym miejscu słów hawel hawalim. Słowo hawel oznacza dym, opar, coś mglistego, a jednocześnie coś ulotnego, zmiennego, nieuchwytnego. Hawel ma pewną cechę wspólną ze słowem ruach – oba terminy mają znaczenie podwójne. Ruach w najprostszym znaczeniu to wiatr, ale oznacza także tchnienie, powiew. Ten sam, w którym Eliaszowi objawia się Bóg po wichrze, trzęsieniu ziemi i ogniu:
"A po ogniu cichy łagodny powiew" (I Ks. Król. 19, 11-13).

Najnowsze opracowania ekumeniczne Koheleta w miejsce zwrotu „marność nad marnościami” (marność to coś bezwartościowego, pustka, a nawet nicość) tłumaczą hawel hawalim jako „daremna ulotność”, jakby Kohelet chciał powiedzieć: Wszystko mija, światu na imię „przemijanie”, do niczego nie warto się przywiązywać, nic co ziemskie nie ma znaczenia w obliczu niewzruszonej stałości i mocy Tego Który Jest.
Na pustyni Bóg objawił się Mojżeszowi jako chmura, za którą codziennie podążali Izraelici. Ulotność i zmienność chmury, to właśnie hawel, któremu tak trudno było podporządkować się Żydom w drodze do Ziemi Obiecanej.

Czy ja potrafię podążać za moim hawel – ruach? Czy w trudnym znaku cierpienia w samotności, odrzucenia i bólu, potrafię zaakceptować zmienność i nietrwałość mojego losu, zdać się na Opatrzność i w miejsce zabezpieczeń, o które dotąd zabiegałem, postawić wolę Boga, pójść za Nim aż na skraj zaparcia się się samego siebie, odrzucić wszystko, czym byłem dotychczas i iść, iść dalej, iść aż brzmienie moich wyrzutów i trudnych pytań zastąpią proste dżwięki odnalezionej codzienności?

Na hawel nic nie mogę poradzić. Ale przecież choć kres życia jest taki sam dla każdego, to bilans tego życia bywa różny. Bóg stwarzając człowieka powołał go do drogi która nie jest bezcelową wędrówką, samym zbieraniem doświadczeń. Ta droga ma cel, którym jest spełnienie. Kto nie uzna tego celu, będzie umierał od jadu skorpionów i żmij, jak zbuntowani Żydzi. Jak zatem mimo hawel człowiek ma osiągać szczęście? Gdzie ono mieszka? Jak reagować na hawel, gdy znika ostatnia nadzieja, jak wypełniać wolę Boga w naszym życiu, ów najlepszy dla nas plan, skoro każdy krok zdaje się prowadzić w otchłań? Gdyby człowiek ugiął się pod ciężkim doświadczeniem, jakie często daje zmienność i ulotność życia na ziemi, musiałby odrzucić wszystko i zatracić się w rozpaczy albo w odosobnieniu oddawać się tylko ascezie i umartwieniu. Jednak nie tego chce dla człowieka Bóg.
Kohelet nie daje na te pytania odpowiedzi, otwiera je tylko dla nas, abyśmy – wiernie podążając za naszym hawel-ruach – nigdy nie tracili z oczu Chmury, która ma nas zawsze prowadzić, aż do Ziemi Obiecanej.
W poemacie „Strumień” Jan Paweł II przywołuje temat przemijania - hawel- w pięknej metaforze przemijającego życia człowieka.

Był samotny z tym swoim zdumieniem
pośród istot, które się nie zdumiewały.
Wystarczyło im istnieć i przemijać.
Człowiek przemijał wraz z nimi
na fali zdumień.
Zdumiewając się, wciąż się wyłaniał
z tej fali, która go unosiła,
jakby mówiąc wszystkiemu wkoło:
„zatrzymaj się! – masz we mnie przystań”
„we mnie jest miejsce spotkania
z Przedwiecznym Słowem” –
„zatrzymaj się, to przemijanie ma sens”
„ma sens... ma sens... ma sens!”

piątek, 23 kwietnia 2010

górnolotnie

1. Moja ojczyzna to Niebo
2. Mój przywódca to Jezus
3. Msza o uzdrowienie to każda msza święta

piątek, 16 kwietnia 2010

znaki

Po najsroższej od dziesięcioleci zimie, która wprawiła w zakłopotanie naukowców wieszczących światu globalne ocieplenie, czekaliśmy na wiosnę i słońce, które miało nas obudzić z zimowej melancholii. Święta Zmartwychwstania Pańskiego przypadły w tym roku w jednym czasie dla prawosławnych i katolików, co zdarza się średnio raz na siedem-osiem lat. To zrównanie kalendarzy kościołów Wschodniego i Zachodniego było zapowiedzią niezwykłych wydarzeń i pierwszym ze znaków zbliżenia między Wschodem i Zachodem, tak upragnionego przez papieża Polaka. Czego nie potrafili dokonać ludzie teraz dokonywała za nich Opatrzność w zjawiskach przyrody. W Wielki Piątek przypadła 5 rocznica śmierci Jana Pawła II i znów widzieliśmy Chrystusa wnoszącego na Golgotę swój krzyż. Zbawcza męka i ofiara Chrystusa za grzechy ludzkości przypomniała tajemnice fatimskie i wezwanie do modlitwy za Rosję. 70-ta rocznica katyńskiej ofiary przypadła w wigilię Niedzieli Miłosierdzia Bożego. Mgła nad katyńskim lasem, wyjątkowo gęsta tego dnia, okryła kolejne ofiary. Rozpacz, bunt i zagubienie powoli ustępowały pokornej modlitwie. Potem nastąpiły wydarzenia, którym w zdumieniu przyglądał się cały świat. Wrogość między dwoma narodami, ktora od wieków padała cieniem na Europę, zaczęła ustępować pojednaniu i zrozumieniu wspólnych losów. Decyzja o pogrzebie prezydenckiej pary na Wawelu dała nadzieję na wyjątkowe spotkanie największych przedstawicieli Wschodu i Zachodu, na które zwrócone będą oczy całego świata. I wtedy w ludzkie planowanie znowu wkroczyła Opatrzność w znakach przyrody, zasłaniając Europę pyłem z wulkanicznej erupcji, jakby jeszcze raz dając ludziom znak, że ich nadzieje, plany i ambicje są niczym wobec woli Tego, Który Jest.

Bracia moi, niech wiara wasza w Pana naszego Jezusa Chrystusa uwielbionego nie ma względu na osoby.

Skąd się biorą wojny i skąd kłótnie między wami? Nie skądinnąd, tylko z waszych żądz, które walczą w członkach waszych.

...wy, którzy nie wiecie nawet co jutro będzie. Bo czymże jest życie wasze? Parą jesteście, co się ukazuje na krótko, a potem znika.

(Z Listu św. Jakuba Apostoła)

wtorek, 13 kwietnia 2010

krzyż



Znakami ostatnich czasów Opatrzność wydaje się pokazywać, że jesteśmy dzisiaj szczególnie powołani do tego by dostrzegać w Krzyżu paschalną tajemnicę śmierci, zmartwychwstania i wniebowstąpienia.

Tak jak Ojciec powołał Syna gdy nadeszła pełnia czasów, tak dziś zwracamy się z bojaźnią w stronę Krzyża i z ufnością wypowiadamy słowa "O CRUX AVE, SPES UNICA" (O witaj krzyżu, jedyna nadziejo).

Symbolika "Ikony dnia dzisiejszego" pokazuje ofiarę Chrystusa na krzyżu jako znak dla człowieka, odnosząc się do jego zagubienia i samotności we współczesnym świecie.

KOLOR CZERWONY wypełniający dolną część ikony symbolizuje cierpienie i odkupieńczą ofiarę krwi, która z ran Chrystusa spływa na grzeszną ludzkość, bezwolnie płynącą rzeką samochodów (nawiązanie do rzeki Cedron, przez którą przeprowadzono Skazańca). Ludzie nie są jednak zgubieni bo kolor czerwony to także symbol miłości Bożej.

KOLOR ZIELONY
to duchowe przebudzenie i nadzieja na odrodzenie do wiecznego życia. Zieleń wypełnia przestrzeń nad miastem, które murem bezosobowych wieżowców oddzieliło się od cierpienia Odkupiciela. Tak samo jak w czasach, gdy Chrystus umierał poza murami miasta.

CZARNY KOLOR
krzyża (bardzo rzadko występujący w kanonicznych ikonach starego stylu) symbolizuje śmierć i otchłań chaosu i nicości. Ciemność grzechu jest negacją światła, zstępuje w piekielną czeluść pod krzyżem, do której spływa zbawcza krew Chrystusa jako zapowiedź życia wiecznego dla dusz odkupionych. Czarny krzyż otoczony jest (podobnie jak głowa Chrystusa) kolorem złotym, oznaczającym Bożą chwałę.

Na górze krzyża widać prawą dłoń Boga Ojca z wyprostowanymi dwoma palcami. Gest ten oznacza wskrzeszenie Jezusa i Błogosławieństwo Boga na wszystko, czego dokonał i dokonuje Chrystus.